IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Kaplica

Go down 
AutorWiadomość
Fortuna
Admin
avatar

Ród : Wszechmocny
Skąd : Zewsząd
Praca : Mąciciel

PisanieTemat: Kaplica   Sob Kwi 12, 2014 8:47 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Widar Kulkidd

avatar

Ród : Kulkidd
Skąd : Padus Avium
Praca : Nadworny alchemik.

PisanieTemat: Re: Kaplica   Pią Maj 16, 2014 7:22 pm

Rozpoczynając wędrówkę przy boku kobiety uśmiechał się trochę zbyt sztucznie nieświadom tego grymasu podczas gdy jego myśli zajęte były słowami towarzyszki. Trzeba było przyznać, że mimo swoich lat Raia wciąż była piękna zaś urodę matki już widać było w jej córce. Cóż jednak nie teraz na tym się skupiał, w końcu miał on już ukochaną co z tego, że dziewczę to dla większości martwym było.
Poprowadził więc kobietę wąskimi korytarzami w otoczeniu barwnych arrasów i zdobnych gobelinów. Co jakiś czas drogocenne materie ustępowały miejsca posągom lub wnękom z ławeczkami wykonanymi z drewna nakrytych jakimiś łaszkami i inszymi ustrojstwami. Nigdy nie przywiązywał większej wagi do ozdobnictwa, za to gdyby ktoś zobaczył jego pracownię to chyba by sobie powyrywał włosy z głowy. Taki bałagan to nawet w stajniach nie panował. Jednak teraz zwrócił się uprzejmym, chociaż nieco roztargnionym głosem do ciotki.
- Jakaż to propozycja? - Jego oczy błądziły pomiędzy okiennicami aż wreszcie dotarli do kaplicy gdzie zapatrzony w ołtarz zastygł na chwilę.
Promienie zachodzącego słońca przybrały barwę witraży budząc w nim tęsknotę za kimś... kimś dawno nie widzianym. Zdawało mu się nawet, że słyszy cichy szept dobiegający zza okien oraz przyjemny zapach. Jednak te złudzenie przerwały słowa królowej i gest by usiadł. Wykonał jej prośbę z nadal trochę nieprzytomnym uśmiechem.
- Moje samopoczucie... Dobrze... - Zamilkł na chwilę i już trzeźwiej spojrzał na towarzyszkę. - Pracuję, snują intrygi ze swej pracowni przy pomocy szczurów a przynajmniej tak twierdzą niektórzy i oddaje się nauce. - Wiedział, że rodzina by chciała, aby znalazł wreszcie małżonkę. Był w końcu dziedzicem i wypadało by spłodził syna.

_________________
Kochałem tylko jedną kobietę.
.ArneArne
Oni opłakują zmarłych. To czysty żal. Mi nie jest pisany.
Mój żal wypełniłby oceany. Utonąłbym w nim, gdybym zaczął płakać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raia Aviona
Rodzina Królewska
Rodzina Królewska
avatar

Ród : Kulkidd
Skąd : Odłączona Wyspa
Praca : Królowa wdowa, królowa matka

PisanieTemat: Re: Kaplica   Pią Maj 16, 2014 8:05 pm

Kobieta siedziała prosto, z głową uniesioną wysoko, po królewsku. Welon wpięty we włosy za pomocą złotych ozdób rozmiękczał światło padające na królową przez jedno z rozżarzonych zachodzącym słońcem witrażowych okien. Wizerunek tańczących wokół ognia ludzi na których spoglądała twarz jednego z bogów Gorni rozpraszał się w kolorowe plamy barwionych szybek płożące się po sukni oraz jasnych włosach Rai, delikatnie błądzące na jej plecach oraz ramionach. Spojrzała na ołtarz, na piękno gornijskiej kaplicy zamkowej. Nie była przyzwyczajona do twardych ławek, zwykle siadając na wykładanych tkaninami, miękkich fotelach oraz ławach przeznaczonych dla królewskiej rodziny.
-Moją ofertą dla ciebie, siostrzeńcze, jest moja córka- powiedziała poważnie wstając i wychodząc zza stojącej przed nimi ławki. Zaczęła powoli wędrować ku ołtarzowi z rękoma złożonymi za plecami główną nawą pałacowej kapliczki. Tkaniny składające się na jej suknię przecinały co jakiś czas kolorowe pasma światła wędrujące po podrapanej obcasami, drewnianej posadzce.
Unosząc nieco poły sukni wspięła się na kilka schodków prowadzących na podwyższenie ołtarza.
Stanęła za stolikiem nakrytym ozdobnym obrusem.
-Budzi się w niej kobieta, zbyt wiele już naoglądałam się jej ukradkowych spojrzeń rzucanych mężczyznom- powiedziała, a głos jej poniósł się po kapliczce niby echo spiżowego dzwonu. -Muszę pilnować, by nie zniszczyła dobrego imienia Kulkiddów, by była dziewiczą małżonką, potem panią na Odłączonej Wyspie- mówiła dalej, wiedząc, że Widarowi może powierzać różne słowa, przemyślenia o królestwie i sobie samej, o własnych dzieciach, o strachu przed wybuchnięciem religijnych nagonek.
Nie wyjawiła mu natomiast swojej opinii na temat jego jako małżonka swojej córki.
Wiedziała, że łatwo się będzie nim równie łatwo powodowało jako teściowa i jako małżonka.
-Masz prawo mi odmówić bez konsekwencji, jeżeli takie jest twoje pragnienie, jednak... Nalegam, Widarze- skończyła krótkie przemówienie pełne prośby oraz nadziei na rozsądek własnej córki.
W myślach planowała już ceremonię zaręczyn.
Nie mogła wydać swojej córki za Viserysa, zbyt był znany jako kobieciarz w gorącej wodzie kąpany, nie przyniósłby królewskiej rodzinie nic dobrego - ani większych bogactw, ani lepszego imienia. Pan Nidus, jeszcze lepiej, fanatyczny Gornijczyk i bezduszny mężczyzna o obliczu równie zimnym co jego dusza prędko zacząłby piąć się jeszcze wyżej, zdobywać, nawet przestępstwem, większe uprawnienia, dostępy.
On chciałby, by cały Amentes zapłonął stosami niewiernych, oblekł się zapachem palonych ciał.
Zeszła z prezbiterium, powolnym krokiem zmierzała ku ławce w której siedział jej siostrzeniec. Obrąbek sukni barwił się różnymi odcieniami kolorowego światła. Podłoga połyskiwała lakierem.
-Twoja tęsknota jest silna, wiem. Nie pokochasz jej, ona ciebie również nie obdarzy uczuciem. Będziesz mógł tęsknić jednocześnie dbając o interes kraju oraz naszego rodu, Kulkiddów. Liczy na ciebie królowa, nie zawiedź- przemówiła łagodnie, jednak gdzieś w nutach jej głosu pobrzmiewała stal.
Stal rozkazu.

_________________
1 I 2 I 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Widar Kulkidd

avatar

Ród : Kulkidd
Skąd : Padus Avium
Praca : Nadworny alchemik.

PisanieTemat: Re: Kaplica   Pią Maj 16, 2014 8:50 pm

No tak, rozmawiając z nią nie wolno zapominać, że jest ona prawdziwie przebiegłą kobietą. Szczęściem narodu nie urodziła się ona mężczyzną bo w takim wypadku najprawdopodobniej sąsiednie kraje nie cieszyłyby się wolnością. Może właśnie za to ją podziwiał i od dziecka do niej lgnął? Była silna, nie zabraniała mu wszystkiego tak jak rodzice, potrafiła odpowiednio wyłożyć czego robić nie wolno, a co wolno. No i w końcu wybiła mu z głowy straszenie służek przy pomocy wyrywanych przez siebie paznokci. Mogła nim banalnie manipulować, w końcu znała wszystkie jego słabości. Nienawidził gdy ktoś próbował pociągać za sznurki jego rąk, jednak z drugiej strony wiedział, że Rai może zaufać.
Słuchał jej wypowiedzi w milczeniu, cały czas popadając w większe sumienie i poddenerwowanie. Nieświadomie zaczął się bawić palcami, te zdrowe kontrastowały dziwacznie ze sczerniałymi od ognia wypustkami znajdującymi się u męskich dłoni. Przygryzał też koniuszek języka jednak nie czując bólu z tym związanego nie potrafił nawet sobie o tym przypomnieć. Dziwaczne zdawały mu się dźwięki wypowiadane przez królową, zniekształcone przez świetliste smugi zabarwione jakimś wymaganiem którego nie potrafiłby spełnić.
Jego kuzynka... Owszem, musiał przyznać, że jest piękna na swój sposób. Miała ujmującą twarz i szczere, wciąż radosne oczy dziecka. Właśnie, dziecka. Ile ona mogła mieć lat? Była chyba rówieśniczką Isolde, a może była młodsza? Niby była już dorosła, lecz w porównaniu do niego to wciąż była dla niego kimś niedojrzałym. Tym bardziej gdy był świadkiem, jeszcze nie tak dawno temu, jak wysyła pełne nadziei spojrzenia nieznanemu mężczyźnie? W czym on mógł się z nim równać? Nie należał do silnie zbudowanych, w dodatku praca - w sumie nie tylko praca - oszpeciły go i raczej żadna z dwórek nie patrzyła na niego przychylnym okiem w sferach miłosnych. Owszem, przychodziły do niego po pomoc, lecz był bezosobowy, taki... Był środkiem do osiągnięcia celu a nie celem samym w sobie. To Maina właśnie tymże celem powinna być, nie zaś pośledni alchemik. Może i wywodził się z rodziny królowej, jednak to nie było dogodnym wytłumaczeniem dla takich zaręczyn. Co prawda z kuzynostwem nigdy nie łączył go zbyt bliskie relacje, ze względu na różnice wiekowe oraz to, że uważano go za dziwaka...
A czyż poślubienie jej nie byłoby szansą? Otwarciem pewnych drzwi które do tej pory zostawały zamknięte? Nigdy o tym nie marzył, a jednak była taka możliwość. Jego badania mogłyby wtedy przenieść się na wyższy poziom wtajemniczenia. Miałby immunitet na jaki nie może nigdy liczyć będąc jedynie dalekim krewnym króla. Póki rządy sprawowała również Raia mógł sobie pozwolić na wiele, jednak gdy kuzyn wejdzie na tron? Nikt nie wie co się wtedy stanie.
- Ja... nie wiem. - Wyszeptał błądząc oczami po pomieszczeniu niczym zagubione dziecko. - To by było... Złamałbym przyrzeczenie złożone panience Ost..
Jej nie ma już głupcze. NIE MA!
Ta myśl uderzyła weń tak, że gdyby stał prawie natychmiastowo by usiadł. Zamiast jednak zmienić pozycje, zacisnął palce na drewnie, tak, że pobielały knykcie.

_________________
Kochałem tylko jedną kobietę.
.ArneArne
Oni opłakują zmarłych. To czysty żal. Mi nie jest pisany.
Mój żal wypełniłby oceany. Utonąłbym w nim, gdybym zaczął płakać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raia Aviona
Rodzina Królewska
Rodzina Królewska
avatar

Ród : Kulkidd
Skąd : Odłączona Wyspa
Praca : Królowa wdowa, królowa matka

PisanieTemat: Re: Kaplica   Sob Maj 17, 2014 1:21 pm

Córka, choć piękna, urodą nie przewyższała swojej matki - owszem, rzucała się w oczy bardziej dzięki włosom przypominającym płomienie oraz zazwyczaj kontrastujących z nimi zielonym sukniom, jednak nie miała w sobie królewskiej dumy własnej matki pozostającej w pamięci dłużej niż wspomnienie błysku młodzieńczych oczu. Stal głosu, sprytny i opiekuńczy za raz uśmiech, złote włosy od niedawna jaśniejące na skroniach szlachetną barwą platyny ogarniającą pojedyncze, wąskie pasemka.
Przykucnęła przy nim, ujęła rękę o poczerniałych palcach między dłonie. Spojrzała mu współczująco w oczy, bardziej przypominając w tej chwili opiekującą się Widarem mamkę, nie zaś dumną, podwójną królową.
Przymknęła smutno oczy spuszczając wzrok na wspomnienie o panience Ost, z którą sama swatała swego siostrzeńca. Siostrzeńca, który zakochał się bez pamięci, a po jej zniknięciu zaczął dziwaczeć. Odczekała chwilę, idealnie obliczoną, po czym uniosła znów oczy na swego podopiecznego, ulubieńca. Jej wzrok był charakterystyczny: lśnił współodczuwaniem, a także prośbą. Widać w nim było pragnienie tego, co najlepsze dla syna siostry. Skrzętnie zaś skryła chęć mocniejszego splecenia rodu Kulkiddów z koroną, Karniworami, czemu powinni być przeciwni wszyscy królewscy radni z innych rodów. Kulkiddowie rośli w siłę dzięki opiekuńczej ręce królowej, jedynej głowie rodu z piersiami, z pustotą między nogami i olejem w głowie.
-Jej jest jednak brak. A po tobie oczekuje się dziedzica, przeniesienia nazwiska Kulkiddów na kolejne pokolenia- powiedziała przyciszonym głosem pełnym spokojnego smutku.
Znów zaczęła odczekiwać odpowiednio wyliczony moment.
-Wszyscy zrozumieją twoje położenie, nie narazisz się nikomu- dodała po chwili, jeszcze odrobinę ciszej, tonem, który sam za siebie mówił: twoim obowiązkiem jest pojąć Mianę za żonę, nawet jeżeli jest to obowiązek smutny.
Spojrzała w podłogę, jak gdyby czuła się winna przymuszając siostrzeńca do małżeństwa z jego rudowłosą kuzynką, młodszą od niego o ponad dziesięć lat. Za chwilę jednak pozwoliła oczom zalśnić nadzieją, uniosła głowę nieco zbyt gwałtownie, troszkę mocniej zaciskając palce na dłoni Widara.
-Pomyśl, co będziesz mógł osiągnąć. Będziesz niemal nietykalny jako mój zięć. Spełnisz marzenie alchemików, odkryjesz recepturę kamienia alchemicznego przemieniającego zwykłe metale w złoto- zaczęła mówić, specjalnie igrając na ambicjach mężczyzny. -Będziesz miał do dyspozycji dworkę swej żony, dziewiczą wieszczkę. Będzie patrzeć w lustro przy świecach, odkrywać przed tobą tajemnice zbyt zawiłe, by mogły na nie odpowiedzieć gwiazdy- kusiła i rysowała przed nim perspektywy zostania księciem małżonkiem. -Będziesz miał przychody z ziem, które dostaniesz w jej posagu, a przychody z nich wydasz na księgi, do tej pory niedostępne przez zbyt ubogą dworską pensyjkę- wydawała się cała płonąć tymi perspektywami, jak gdyby ekscytowała się nimi zamiast swego siostrzeńca.
Pragnęła zarazić go ambicją oraz pragnieniem. Chciała, by poczuł chęć zdobywania oraz osiągnięć.
-Wyobraź sobie, że przyszłe pokolenia wspominają twoje nazwisko jako wielkiego odkrywcy, alchemika...- zakończyła zaciskając jednocześnie palce odrobinę mocniej.
"Poddaj się, zrób o co cię proszę, bym nie musiała ci kazać" dodała w myślach, nie chcąc tracić zaufania i sympatii siostrzeńca.

_________________
1 I 2 I 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Garion Karniwor
Rodzina Królewska
Rodzina Królewska
avatar

Ród : Karniwor
Skąd : Wybrzeże Salar
Praca : Król

PisanieTemat: Re: Kaplica   Wto Maj 27, 2014 4:38 pm

Król szedł korytarzem pierwszego piętra w towarzystwie dwóch strażników i biegnącego za nim starego posłańca.
-Panie, ale musisz dać odpowiedź!- Powiedział zdyszany staruszek.
-Ja Ci już powiedziałem co masz przekazać.- Odparł wzdychając i nie zatrzymując się ani an chwile. Ochronairze też nie. Ci żołnierze wyglądali jak wierne pieski co chodzą krok w krok za ich Panem. Było to bardzo denerwujące i nieznośne. Ale co poradzi? Teraz to by gariona nawet z pałacu nie wypuscili. Bo co? Bo ktoś by go zabił? W sumie bardzo prawdopodobne... ale to wciąż nie argument!
-Nie mogę tego przekazać!- Odparł jakby wykończony.
-To nic nie przekazuj. Zostaw mnie.- Po tych słowach posłaniec w końcu odpuścił i ruszył w swoją stronę. Pytanie brzmi: O co chodzi? Garion dostał list od jednej z hrabin. List miłosny. Jak to on, musiał oczywiście nawiązać kolejne bliższe spotkanie ze szlachcianką. Ta kobieta powoli robiła się namolna, ale żeby wysyłać posłańca? Toż trochę kultury, nikt nie musi o niczym wiedzieć. Cóż, Najstarszy Karniwor jednak nie chciał brnąć w to dalej. Jakoś tego nie widział. Może po stanowczym odmówieniu da spokój? Nadzieja matka głupich. Własnie, co do matki. Dawno się z nią nie widział. A dość znajomy mu głos rozbrzmiewał w kaplicy, na którą natrafił po drodze. Aż go korciło by wiedzieć co się dzieje.
-Zostańcie tu... eee... pilnujcie wejścia!- Rozkazał. No i pieski posłuchały. To było głupie.
Król wszedł do środka, bezszelestnie. No, no, no... Matka i kuzyn? Nie pamiętał kiedy ostatnio widział takie zestawienie. W sumie także kuzyna samego... Mniejsza. Tyle ile Garionowi udało się usłyszeć da się zasugerować, że kobieta o coś prosi, a raczej namawia swojego siostrzeńca. Ale co miała do tego wszystkiego jego siostra? Hm.
-Nie przeszkadzam?- Spytał i podszedł do tej dwójki. Uśmiechnął się. I przytulił kuzyna, a także i swoją rodzicielkę.
-Miło jest mi Was widzieć!- W połowie kłamstwo jest dobre. Nie urazi tej jednej osoby...
Dokładnie przyjrzał się twarzy Widara. Był... spięty, czy co? Chyba czas być wścibskim i trochę dowiedzieć się o co chodzi. Intrygi rodzinne zawsze są ciekawe. Szczególnie jak to twoja rodzina gada ze sobą potajemnie w jakiś kapliczkach. Przynajmniej na to wyglądało. Może prawda inna i rozmawiają o polityce. Ale to bez Gariona wtedy? Raczej ta wersja odpada.

_________________


Garion Karniwor

King




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Widar Kulkidd

avatar

Ród : Kulkidd
Skąd : Padus Avium
Praca : Nadworny alchemik.

PisanieTemat: Re: Kaplica   Wto Maj 27, 2014 8:51 pm

Westchnięcie pełne bólu ranionej duszy rozszarpywanej przez wątpliwości. Poderwał się z ławy wyrywając przy tym rękę spomiędzy delikatnych palców królowej. Sczerniała dłoń przeczesała ciemne włosy gdy zakręcił się na pięcie. Rozszerzonymi źrenicami szukał na próżno zbawienia w witrażu osadzonym nad oknem. Oddychał z trudem, a ta chwila trwająca dla niego wieki zdawała się trwać i trwać. Przerwał ją nagle, chociaż minęło ledwie parę sekund.
- Dobrze! Dobrze, już dobrze. Zgadzam się... zgadzam... Tylko... - Zamarł na chwilę niczym łania która usłyszała podejrzany hałas pośród drzew. - Widziałem ją dziś. W nocy. W ogrodzie. - Przymknięte ciemne oczy kryły przejmujący żal. - Widziałem ją. Jestem pewien. A przecież ona nie żyje. - Słowa przesiąknięte zdezorientowaniem i wątpliwościami. W końcu odwrócił się do królowej szukając pocieszenia w jej wzroku. - Dobrze. Zgadzam się... Ale nie zapomnę o Niej. Przepraszam, nie jestem w stanie.
Tu oparł się o oparcie ławy stojącej przed nim znów wracając spojrzeniem do ołtarza i światła wpadającego przez barwne szyby. Starał się pozbyć wszystkich myśli które teraz nim tak targały, że mięśnie napięte pod płachtą skóry drżały lekko. Ledwie dostrzegalnie. Lecz on jak struna napięty czuł każdą tą wibrację w aż nazbyt bolesny sposób. Jednak ktoś wyrwał go z zamyślenia i tym razem nie była to osoba ciotki a król. Odwrócił się na pięcie próbując pozbierać w miarę szybko swoją zdolność mowy w całość. Skłonił się wciąż napięty nie spuszczając jednak wzroku z króla. Dość szybko na widok kuzyna się uśmiechnął półgębkiem. Chyba jedyne z dzieci Rai które darzyło go sympatią.
- Kuzy... Królu. Również cieszę się na widok twój, oraz, że najwyraźniej zdrowie Ci dopisuje panie. - Zerknął w stronę matki chłopaka i wyprostował się na powrót krzyżując ręce za plecami tak, że zszczerniałe palce odróżniały się wyraźnie barwą na czerwieni dubletu.

_________________
Kochałem tylko jedną kobietę.
.ArneArne
Oni opłakują zmarłych. To czysty żal. Mi nie jest pisany.
Mój żal wypełniłby oceany. Utonąłbym w nim, gdybym zaczął płakać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raia Aviona
Rodzina Królewska
Rodzina Królewska
avatar

Ród : Kulkidd
Skąd : Odłączona Wyspa
Praca : Królowa wdowa, królowa matka

PisanieTemat: Re: Kaplica   Sro Maj 28, 2014 3:02 pm

Raia nie pozwalała sobie często na uczucia nie odgrywane na rzecz własnych interesów - być może gdyby czuła cokolwiek trochę częściej byłoby jej szkoda ulubieńca. Jednakże gdy wyszarpnął dłoń z jej palców, gładzących wcześniej pocieszająco, jedynie wstała z klęczek składając ręce na podołku. Patrzyła z wyliczonym dokładnie smutkiem, nawet odrobinę go czując, na Widara.
Chłopak oszalał na parę chwil, stracił elokwencję i sprawność płynnego mówienia w ogóle.
Uspokoiwszy się zwrócił ku niej smutną twarz.
Patrzyli na siebie wzajemnie w milczeniu, a wtedy królowa w kilku drobnych krokach znalazła się na wyciągnięcie ręki od siostrzeńca. Położyła dłoń na jego ramieniu, uśmiechając się delikatnie.
-Nie wymagam, byś zapomniał- powiedziała w końcu cicho spokojnym głosem, jak gdyby stwierdziła iż taka informacja ma szansę uspokoić krewniaka. -Nikt tego od ciebie nie żąda- dodała jeszcze pocieszająco.
Opuściła rękę, znów splatając palce na podbrzuszu.
Wysoko uniesiona głowa, cichy jedwab nie poruszanej krokiem bądź przeciągami sukni.
Medalion z wygrawerowanym herbem Kulkiddów zwieszający się nieco poniżej obojczyków.
Królowa w pełnej krasie.
Nagle jednakże pojawił się syn podwójnej królowej, hulaszczy król. Zmarszczyła królowa czółko, dygnęła płytko przed synem - znała swoje miejsce. Wiedziała, że mimo swojej realnej władzy, w teorii on wciąż rządził wszystkim i wszystkimi.
-Mówiąc szczerze przeszkadzasz, synu- powiedziała mierząc go surowym wzrokiem.
Owoc jej piętnastoletniego łona, oto on, stał przed nią.
Spójrzcie, ludzie, co stworzyłam na pół z mym zmarłym teraz mężem.
Westchnęła lekko, jak gdyby zmęczona, rozcierając delikatnie dwoma palcami lewą skroń.
-Mnie zaś miło byłoby widzieć cię wcześniej przy stole, w czasie uczty, nie wędrującego bez celu po pałacu- powiedziała karcąco, jakby Garion wciąż był nieposłusznym pięciolatkiem bądź kotem wskakującym bez pozwolenia na stół, gdy domownicy spożywają obiad, i zaglądającym w ich talerze usiłując skosztować tego i owego. -Zacznijże zachowywać się jak władca, miast prezentować sobą postawę nieodpowiedzialnego młodzika- sarknęła jeszcze, zrzędliwa matka.
Synowiec jej wdał się z pewnością w rodzinę swego królewskiego ojca, gdyż od jej strony wszyscy byli ludźmi rozsądnymi, ambitnymi i dążącymi do władzy, aby sprawować ją jak należy. Kulkiddów zna się ze sprawiedliwości, z porządku panującego na ziemiach im przysługujących.
"Krew Karniworów, z całą pewnością."
Jedyną zaletą jej syna, którą dostrzegała już odkąd zaszła w pierwszą ciążę było umocnienie jej pozycji.
Jej własnej pozycji.

_________________
1 I 2 I 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Garion Karniwor
Rodzina Królewska
Rodzina Królewska
avatar

Ród : Karniwor
Skąd : Wybrzeże Salar
Praca : Król

PisanieTemat: Re: Kaplica   Sro Maj 28, 2014 3:40 pm

Hm, dało się zauważyć, ze sytuacja robiła się... niekorzystna dla niego. I to bardzo. By odwrócić swój wzrok od wściekłej na niego matki zajął się obserwacją Widara. Jego palce... co znów sobie zrobił? A może ma to od dawna, a on nie zauważył. No mniejsza. Nie jest to sprawa Gariona. Teraz należy się cieszyć ze spotkania.
-Kuzynie, zawsze dopisywało.- Uśmiechnął się do niego. Cały czas gdy się do niego zwracano "Królu" ciągle przypomina mu się jak poddani witali, bądź mieli prośbę od jego ojca. Ale czasy się zmieniają, teraz on nosi to jak bardzo zaszczytne miano. Niestety nie podobało mu się kiedy jego własna rodzina traktowała go jak nieznanego męża, któremu trzeba się ukłonić. Ale takie zasady, a zwrócenie uwagi nie wypada. Nie przy Królowej matce. Skarciłaby go na pewno, że nie umie szanować swojej pozycji.
Westchnął w końcu spoglądając na matkę. Był obiad? A tak! Ale wtedy był zajęty. Przychodziły do niego te cholerne listy. Oczywiście nie wszystkie były od tamtej hrabiny... Szlachta także lubiła go męczyć. A to coś z podatkami, a to o jakieś prawa dla nich. Głupoty, ale przez nie tracił czas. Nie dziwota, że obiad mu z głowy wyleciał.
-Wybacz matko, po prostu nie mogłem się zjawić.- Chciał się wytłumaczyć, ale tylko tyle zdążył powiedzieć bo już na niego naskoczyła. Coś nowego!
-Em, masz racje. Po prostu bywa, że się zapominam.-Przytakiwanie było najlepszą drogą wyjścia w tej sytuacji. Nie chciał kontynuować tj rozmowy. Ważne by królowa była zadowolona i myślała, że ma u swojego syna pełny posłuch. No niestety, Garion odziedziczył cechy po ojcu. Też mało słuchał i ciężko było go... "opanować"? Jeśli tak można nazwać ustawienie go do pionu. Ale jednak mężczyzna był dumny, ze ma cechy Karniworów, a nie rodziny ze strony matki...

_________________


Garion Karniwor

King




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Widar Kulkidd

avatar

Ród : Kulkidd
Skąd : Padus Avium
Praca : Nadworny alchemik.

PisanieTemat: Re: Kaplica   Czw Maj 29, 2014 5:48 pm

Obserwował tą scenę rodzinną z obojętnością w oczach które w tym świetle znów inaczej wyglądały. W sumie czasami potrafił się postawić w sytuacji kuzynostwa, rozumiał też czemu za nim nie przepadają. W końcu Raia wyrażała w stosunku do niego jako taką opiekuńczość i to nie związaną z polepszeniem swego stanowiska. Zdarzały się nawet takie momenty gdy zdawało się, że traktowała go tak jak powinna traktować swych synów. On nie potrafił czym było to spowodowane jednak kuzyn, aktualnie król nigdy nie okazywał mu żalu ze względu na zachowanie matki. Ale on również nie wiedział o przekleństwie jakie padło na młodego alchemika. Ta wiadomość nie wyszła poza krąg najbardziej zaufanych, tak samo jak nie wiedział o pewnych myślach alchemika, o tych o których nie wiedział nikt szczęściem Widara. Pewne rzeczy nie zostałyby wybaczone nawet ulubieńcowi królowej, pewnie by spłonął, ale wcześniej by go odurzono by inie czuł - jedyna łaska na którą mogłaby pozwolić rodzina królewska bez wywoływania większych zamieszek.
- Po prostu nasz król ma widać bardzo dużo na głowie. W końcu ktoś musi się zajmować naszym państwem by nie upadło. - Tu wzrok mężczyzny stał się dużo bardziej dwuznaczny. Zauważył, że realną władzę wciąż sprawowała Raia. Kiedyś przy pomocy męża, teraz kierując synem. Lecz potrafił też dostrzec, że Gorion próbował się na swój sposób wyrwać z tych pęt. - W końcu do naszego miasta podobno przybyła dziś jakaś bandytka... Ta co spaliła nam kilka wiosek na granicy... Jak ją zwali? - Spróbował odciągnąć rozmowę od króla i jego wad. - Dzierzba... Czy jakoś tak. A ludzie zaczęli plotkować. No i mówi się, że z Haknes mają wyruszyć żeglarze, poprzez Pavet na Zapółnoc, ominąć morzem góry i szukać nowych możliwości dochodowych. Mówi się także o tym w Aximeii ludzie zaczęli chorować, niektórzy rzeczą, że to zalążek zarazy zesłanej przez Bogów. - ratował kuzyna szybkimi informacjami o tym co się ostatnio dzieje, gdy on prowadzi romanse. -Król musi się zajmować takimi rzeczami, wydać odpowiednie rozporządzenia, zwołać zebranie rady królewskiej. Zadbać o nasze losy. I przypuszczam, że z tych powodów nie mógł pojawić się na balu, jak nie on to kto o nas zadba?

_________________
Kochałem tylko jedną kobietę.
.ArneArne
Oni opłakują zmarłych. To czysty żal. Mi nie jest pisany.
Mój żal wypełniłby oceany. Utonąłbym w nim, gdybym zaczął płakać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raia Aviona
Rodzina Królewska
Rodzina Królewska
avatar

Ród : Kulkidd
Skąd : Odłączona Wyspa
Praca : Królowa wdowa, królowa matka

PisanieTemat: Re: Kaplica   Czw Maj 29, 2014 7:17 pm

Raia rzeczywiście wydawała się lepiej traktować Widara niż własne dzieci - on nie był potomkiem królewskiej krwi, nie musiał być godnym dziedzicem, nie musiał być wydany za najlepsze partie kraju lub zagranicy, ona zaś nie miała konieczności pilnowania go, by nie zbezcześcił dobrego imienia właśnie tworzącego się rodu, zrodzonego z krwi Karniworów i Kulkiddów, rodu przyszłych królów, któremu ona, swoim sprytem, dawała początek od piętnastego roku życia.
Jakże inaczej miała dbać o własne dzieci, niż wysyłać je pod opiekę najlepszych nauczycieli, niż umieszczać swoje córki w najznamienitszych domach w całym kraju, by uczyły się obycia?
Widar, jak to mu się zdarzało, wtrącił się w nieodpowiednim momencie i nieodpowiednimi słowami.
Królowa spiorunowała go spojrzeniem, z szybkością nurkującego w powietrzu jastrzębia zwracając ku niemu głowę.
-Wiele masz do powiedzenia, Widarze- powiedziała spokojnym głosem o tonie przywodzącym na myśl gładkie jezioro odbijające najpochmurniejszą z nocy.
Garion i uwolnienie się z wszechobecnych pęt, pełznących po całym pałacu niby winne rośla, zasianych gęsto przez Raię! Nierealne, baśń, podanie!
Jej syn był niekompetentnym, w mniemaniu podwójnej królowej, władcą. Nieodpowiedzialnym, zbyt jeszcze młodym i głową zbyt pełną zbrukanego łajnem siana, by mógł samodzielnie rządzić całym królestwem, które z resztą właśnie ją kochało, odkąd tylko została namaszczoną królową.
-Lady Reed jest moim gościem we dworze, na Zapółnoc płyną również nasze statki, w jednej z Hakaneską flocie, Aximejczycy mają już zakaz wstępu do kraju bez spędzenia w którejś z nadgranicznych twierdz jednego księżycowego cyklu, by nie przynieśli zarazy do Amentesu- ukróciła przemowę siostrzeńca, przyglądając mu się wzrokiem ze stali. -Działania zostały już podjęte z moim błogosławieństwem, król nie musi się już kłopotać- dodała, lekko mrużąc oczy, jak gdyby właśnie włączyła rentgen i prześwietlała siostrzeńca na wylot, jak gdyby chciała poznać jego myśli, poglądy bądź zwyczajnie zobaczyć wewnętrzne organy, przyjrzeć się czerwieni juchy płynącej w jego żyłach.
Bez zwątpienia było to spojrzenie władcze, przejmujące maluczkich trwogą.
Zwróciła twarz ku synowi, wygładzając nieco oblicze aby wydawać się nieco cieplejszą królową, nieco łagodniejszą.
-Czemuś nie mógł?- spytała równie chłodno, jak wcześniej udzielała Widarowi zawoalowanej repeymendy. -Znów zapewne usiłowałeś wydostać się samotnie z pałacu?- dodała, znów wydając się prześwietlać adresata własnych słów na wylot, którym jednakże teraz już był jej własny syn, król z krwi i pomazania, jednakże nie z zachowania. -Zapominasz się! Raczej twoja głupota wypływa, niczym oliwa wylana na zmąconą wodę!- prychnęła z niezadowoleniem, zarzucając połą sukni gdy tylko poruszyła się gwałtownie, odwracając plecami do obu młodzików.
-Widarze, wracajże do swoich komnat. Synu... Wybierz się na przejażdżkę. Przemyśl swoje czyny- wydała polecenia, splatając ciaśniej dłonie na podołku.
Cóż za arogancja, cóż za nierozsądek, skąd że oni się wzięli?
Czyż ten Garion nie był z jej krwi? Był, a jak się zachowywał!
Skaranie, skaranie...

_________________
1 I 2 I 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Garion Karniwor
Rodzina Królewska
Rodzina Królewska
avatar

Ród : Karniwor
Skąd : Wybrzeże Salar
Praca : Król

PisanieTemat: Re: Kaplica   Czw Maj 29, 2014 7:52 pm

Patrząc na Widara w pierwszej chwili zaczął dziękować w myślach, że kuzyn ratuje jego królewską dupę, ale niestety... Królowa świetnie zripostowała historyjkę młodego Kulkidda. To chyba czas by samemu się bronić. Ale nie zamierzał brać odpowiedzialności. Oh nie, musiał coś wymyślić.
-Kuzynie, matko, byłem z Lady Reed umówiony na spotkanie. Jako, że jest gościem naszego dworu, to jako gospodarz musiałem się z nią zobaczyć!- Skłamał uśmiechając się, by siebie wybronić. Kuzyn powinien się domyślić o co chodzi, ale Raia raczej nie. Garion był zbyt dobrym mówcą i miał gadane. Nawet jego rodzicielka by nie zauważyła kiedy przychodzi mu zmyślić to i owo.
Przyjrzał się kobiecie bardzo pewnie i przenikliwie. Widać, że sytuacja robiła się bardziej napięta. To źle.
-Nie mogłem bo poza tym co powiedział drogi Widar musiałem spotkać się z moim osobistym doradcą i przedyskutować to i owo, jeśli chodzi o kraj.- Tak, to było genialne! W końcu nikt mu nie udowodni, że było inaczej. Doradca jest wierny tylko i wyłącznie swojemu władcy.
Jednak Ona jak zwykle swoje, obelgi leciały w jego stronę jak strzały puszczone przez łuczników. Garion trochę się odsunął by na wszelki wypadek uchronić się, jakby chciała go poważnie okaleczyć.
-Ty też się matko zapominasz! Mówisz do króla i do osoby, która jednak ma jakąś władze i stara się ją wykorzystać dla dobra państwa! Są rzeczy ważniejsze, niż jakieś obiady!- To mogło być niespodziewane, ale Karniwor postawił się matce. Nigdy tego nie robił, zawsze przyjmował ciosy lub po prostu to lekceważył i był potulny jak baranek. Jednak chyba teraz waga się przeważyła. I nie bał się nawet kolejnych konsekwencji.
-Kuzynie, pozwól, że sam Cie odprowadzę do komnat. Chyba matka się nie obrazi jak potem się przejadę.- Zwrócił się do kuzyna kiedy Raia już odchodziła. Zmierzył ją jeszcze ostatni raz czekając na JEJ reakcje. Natomiast kuzyna dopadnie prędzej, czy później...

_________________


Garion Karniwor

King




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Widar Kulkidd

avatar

Ród : Kulkidd
Skąd : Padus Avium
Praca : Nadworny alchemik.

PisanieTemat: Re: Kaplica   Czw Maj 29, 2014 8:15 pm

Och królewskie sprzeczki. Ale nie miał zbyt wiele w tym temacie do powiedzenia. Chociaż trzeba było przyznać, że kuzyn potrafił kłamać. Lecz on już zdobył odpowiednie doświadczenie w tej sprawie i wiedział kiedy młody król zaczyna pleść trzy po trzy. Sam był w tym lepszy. W końcu uważano go za szaleńca i wszystko co mówił było kłamstwem prawda?
Jednak gdy po kaplicy rozległa się wyższa tonacja głosów postanowił się wmieszać unosząc dłonie. Za nim zachodzące słońce wplatało się w barwne szkło tworząc niezwykłe smugi.
- Pax! Pax. Nie zakłócajmy spokoju bożego miejsca, bo jeszcze więcej plotek rozejdzie się po dworzanach a tego nie chcemy. - Przy tym uśmiechnął się lekko z rozbawieniem pozwalając soie na zwrócenie się bezpośrednio do rodziny. Wiedział, że ciotka mu to wybaczy, byleby nie szargać jej nerwów zaś król nigdy nie miał problemów z luźniejszymi rozmowami.
Skłonił się lekko kobiecie z szacunkiem i już miał odejść gdy król zaproponował mu odprowadzenie do komnat. Wtedy też przypomniało mu się, że miał mu dostarczyć specyfik łagodzący bóle głowy na które to Gorion się ostatnimi czasy skarżył. Widar podejrzewał, że młody król żyjąc w ciągłym ruchu nadwyręża swe zdrowie, lecz nie mówił mu tego. W końcu nie za bardzo rozumiał pojęcie bólu.
- Jeśli taka twa wola królu. - Skinął jeszcze raz Rai. - Królowo.

/zt2 do komnat Widara na czwartym piętrze --> klik
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anai Frumentum

avatar

Skąd : Innsija
Praca : Żona króla;D

PisanieTemat: Re: Kaplica   Pią Wrz 05, 2014 6:09 pm

Odziana odpowiednio w strój żałobny jak przystało na księżniczkę i przyszłą władczynie wyglądała dostojnie i dumnie dzięki swej ukochanej przyjaciółce i zarazem dworce Annie. Na sobie miała ciemno granatową suknię z jedwabiu przetykaną srebrną nicią z diamencikami przetykanymi między pasemkami srebra. Na głowie umieszczone miała tren z delikatnym diademem jaki noszą księżniczki. Wszystko delikatnie ciągnęło się za Panną. Gdy wkroczyła do kaplicy zajęła miejsce w cieniu z dala od wścibskich oczu. Musiała jakoś wszystko poskładać w całość.
- Królowo zabrakło Cię w tak ciężkim czasie dla Nas. Nie tylko mnie Ciebie brak, ale i twemu synowi. A memu przyszłemu mężowi, któregoś mi wskazała przed nieuchronną chorobą. Proszę Cię nie pozwól by wojna odebrała go mnie, a jeśli tak by miało się stać, zabierz i mnie. Nie pozwól cierpieć swej córce.
Wyszeptała w ciemność skupiona na modłach i rozmowach.
- Matko, Ojcze to wasza decyzja bym stanęła u boku Gariona była ustalona z królowa wdową. Proszę Was byście strzegli nas. Mego rodu i rodu Gariona.
Dokończyła w ciszę. Przymykając powieki skupiała się na wszystkim czym mogła byle nie na tym co działo się poza jej kilkoma centymetrami ławki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tristan Karniwor
Rodzina Królewska
Rodzina Królewska
avatar


PisanieTemat: Re: Kaplica   Pią Wrz 05, 2014 6:37 pm

Miał na sobie czarne, ozdobne szaty. Ubiorem oczywiście pokazywał, że jest w żałobie po śmierci matki, ale nie był pewien czy w sercu też nosi żałobę. Królowa nigdy nie było zadowolona ze swojego potmostwa. Zawsze zawracała mu uwagę na każde jego zachowanie, które jej się nie podobało i widziała więcej negatywów niż pozytywów. Bardziej martwiło go to, że zaraza weszła do zamku niż, że jej ofiarą padła właśnie jego matka. W końcu nigdy nie byli ze sobą blisko. Bardziej przeżywał śmierć ojca, którego też nie był ulubieńcem, bo w końcu to tylko drugi syn, a nie pierworodny. To ogromna różnica. Jednak wypadało chwilę poprzebywać w kaplicy. Cały dwór musiał widzieć jak Tristan odstawia szopkę i pokazuje jak bardzo tęskni za matką. Może i nie lubił tej całej etykiety, ale w pewnych przypadkach musiał się do niej stosować. Tym bardziej, że zbliżały się, i to wielkimi krokami, dni, w których poparcie każdego się liczy. Weszedł do kaplicy i zobaczył tam księżniczkę Anai. Była piękna. Na początku współczuł bratu, że musi się żenić, ale gdy ją zobaczyć doszedł do wniosku, że jednak nie jest tak źle jak mu się wydawało, bo dziewczyna była naprawdę piękna. Teraz się też okazało, że uczuciowa. Uśmiechnął się pod nosem słysząc jej modły. Szept niósł się po kaplicy, a jemu się chyba udało wślizgnąć niepostrzeżenie. Do tego to miał wprawę.
- Uroczo, że myślisz, że to pomoże, Pani – powiedział powoli podchodząc do niej od tyłu, a gdy się odwróciła skłonił się dwornie pokazując swój szacunek dla narzeczonej jego brata. On raczej w modły nie wierzył. W bogów oczywiście, ale w modły nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anai Frumentum

avatar

Skąd : Innsija
Praca : Żona króla;D

PisanieTemat: Re: Kaplica   Pią Wrz 05, 2014 7:03 pm

Przekonana, że jest sama nie kryła smutku ani łez. Po prostu czuła smutek i żal oraz strach jak zwykła niewiasta bojąca się nie tylko tego co jest jej wiadome, ale również tego co jest i przed nią. Bardziej rozmawiała niż modliła się. Ale mimo to czuła jakąś narastającą pustkę i strach. Na dźwięk słów mężczyzny Anai uniosła wzrok spokojnie i delikatnie odwracając twarz w kierunku mężczyzny. Nie znała go jak i pozostałego rodzeństwa swego lubego dla tego spłonęła rumieńcem, który tak upodobał sobie Garion. Lekko zmieszana opuściła wzrok.
- Dziękuję Wasza miłość, ale to na prawdę nie jest nic takowego, czucia jakie noszę w sercu a jestem w stanie przenieść w słowa nie są niczym wielkim. Dla przyszłości Kraju jestem gotowa oddać swe życie jeśli takowe wyjście będzie konieczne.
Dodała przyglądając się w zadumie strojowi mężczyzny.
- Waść jeśli można wiedzieć, kim jesteś? Nie było mi dane jeszcze poznać wszystkich z zamku. Jestem Anai.
Uśmiechnęła się lekko choć smutek widać było w każdym geście jej ruchu ust.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tristan Karniwor
Rodzina Królewska
Rodzina Królewska
avatar


PisanieTemat: Re: Kaplica   Pią Wrz 05, 2014 7:20 pm

Fascynującym było przyglądanie się kobiecie, gdy myśli, że jest sama. Nawet jeśli nie myślała w tym momencie o kąpieli. Obnażanie duszy było równie interesujące dla postronnego obserwatora, co obnażanie ciała. Widząc rumieniec na jej twarzy uśmiechnął się. Wiedział, że nakrył ją w momencie, kiedy była prawdziwa, a nie uwiązana dworską etykietą i tym co wypada mówić. Dziewczyna dlatego też zrobiła na nim wrażenie. Była taka jakie powinny być niewiasty. Delikatna, wrażliwa i oczywiście piękna. Udało się dobrze trafić Garionowi.. Nawet gdyby panna była chłodna i szkaradna musiałby ją wziąć, a było wręcz przeciwnie. Tylko pozazdrościć. Tristan zrobił kilka kroków w jej kierunku i zatrzymał się w odpowiedniej odległości.
- Nie będzie to konieczne, Moja Pani – odpowiedział szczerze się uśmiechając. Jej wypowiedź była taka prawdziwa, mimo że idealistyczna. On nigdy by nie musiała weryfikować tego czy rzeczywiście jest taka skora do poświęceń. - Wszyscy są zaniepokojeni. Ważne, że Jego Wysokość zachowuje trzeźwy umysł i sprawi, że nie będzie to konieczne – uzupełnił jeszcze swoją wypowiedź. Patrzył na nią z jakimś błyskiem w oku, a zarazem z pobłażaniem. Uważał, że to urocze, że się tak zachowuje. On tam najchętniej zniknąłby gdy tylko pojawi się zagrożenie.
-Wybacz mój nietakt, Moja Pani – powiedział i jeszcze raz się lekko ukłonił – Zwykle zanim z kimś rozmawiam się przestawiam. Tristan Karnirow, młodszy brat króla, do Pani usług – powiedział spoglądając na twarz niewiasty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anai Frumentum

avatar

Skąd : Innsija
Praca : Żona króla;D

PisanieTemat: Re: Kaplica   Pią Wrz 05, 2014 7:37 pm

Skinęła w milczeniu głową. Miał rację, jednak mimo to młódka nadal martwiła się o wszystko i wszystkich. Ale co dziwić się? Takowe wychowanie wyniosła z domu. Nie tylko było jej dane szkolić się w wyszywaniu czy śpiewie i innych damskich sprawach jakie porządna dama powinna znać, a również w szermierce i wielu innym, dzięki którym zaszła mimo wszystko tak daleko. Lud w Innsji ją ubóstwiał niemal ponad wszelkie możliwe krańce świata. Jednak to nie posadziło młodej księżniczki na jej pięknych kształtach książęcych. Wręcz przeciwnie. Zapał i chęć pomocy innym była ponad wszystko. Jednak tutaj było nieco inaczej. Cicho westchnęła z uśmiechem zadowolona, że jak na razie straży nie musiała się obawiać a po ślubie z władcą? Cóż potem po prostu będzie starała się ich unikać.
- Mam takową nadzieję, jednak mimo wszystko gotowa jestem zginąć by chronić bliskie mi osoby.
Tutaj raczej nie musiała tłumaczyć kto będzie tą bliską osobą, było to wręcz oczywiste.
- Oczywiście książę, to jest najważniejsze, królestwo nie rozpadnie się o ile władca mądrze rządzi. Jednak im większe siły ma przeciwnik to na nic zdadzą się wszelkie rządy. Trza bacznie zbierać wojów. Jednak to nie miejsce i czas na ów troski. Pozostawmy tę rozmowę na inny czas.
Uśmiechnęła się lekko i wskazała miejsce obok siebie gdy się przedstawił.
- Miło mi zatem poznać książę.
Spłonęła kolejny raz rumieńcem. Mało kto zwracał się do niej w taki sposób, wszak zawsze słyszała tylko Wasza miłość.
- Po prostu Anai. Tak chyba będzie wygodniej czyż nie? Nie jestem jeszcze małżonką Twego królewskiego brata książę. Jednak nawet gdybym była, wolałabym po prostu byś zwracał się do mnie po imieniu. Nie jestem przecie nikim ważnym
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tristan Karniwor
Rodzina Królewska
Rodzina Królewska
avatar


PisanieTemat: Re: Kaplica   Sob Wrz 06, 2014 9:11 am

Widział zmartwienie na jej twarzy i naprawdę wydawało mu się to urocze, że tak to przeżywa. To było takie kobiece, że aż mu się podobało. Właściwie jeszcze nie dochodziło do niego, że rozpoczęcie wojny to nie jest coś abstrakcyjnego, ale kwestia kilku dni, a może nawet godzin. W sumie naprawdę miał nadzieję, że jego brat coś z tym robi i tak naprawdę rozejdzie się po kościach, a pozostaną tylko wspomienia strachu. Nie chciał, żeby cokolwiek mu się stało, ale dalej mimo wszystko czuł się w pałacu bezpieczny. Miał, zapewne mylne, wrażenie, że skoro nie jest królem to i tak wrazie przegranej jest w lepszej sytuacji od Gariona. Królowi nie wypadało tak po prostu stąd zwiać albo błagać o litość. W sumie błaganie o litość królewskiemu bratu też nie wypadało, ale kto by się zastanawiał, co wypada, a czego nie mając nóż na gardle. Jeszcze nie zdawał sobie sprawy z tego, że ten nóż na gardle to ma już teraz.
- Śmierć niewiasty nigdy nie jest dobra i piękna. Niewiastę może zabić tylko łotr, a jeśli takimi są nasi przeciwnicy to nie mają z królem szans. Nie masz się czego obawiać, Pani – odpowiedział delikatnie się uśmiechając jakby chciał ją pocieszyć.
- Ty, Pani nie masz się o co martwić. Mój brat się wszystkim zajmie. Zaufaj mu tylko – odpowiedział znów się do niej łagodnie uśmiechając. Nie chciał, żeby była przerażona tą sytuacją. Przysiadł się do niej, gdy mu na to pozwoliła.
- Jesteś jego narzeczoną, Pani. Właściwie jesteśmy już prawie rodziną, a Ty wkrótce będziesz najważniejszą kobietą w tym kraju, Anai – odpowiedział zwracając się do niej już po imieniu. Nie mówił tak nawet do matki, więc pewnie, gdy zostanie królową wróci do dwornych uprzejmości. - Pamiętaj o tym – dodał jeszcze dla podkreślenia tego jak ważnym jest wiedza, że jest się na wysokiej pozycji w państwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anai Frumentum

avatar

Skąd : Innsija
Praca : Żona króla;D

PisanieTemat: Re: Kaplica   Sob Wrz 06, 2014 11:35 am

Uśmiechnęła się delikatnie i przysiadła nieco bokiem by mieć widok twarzy swego rozmówcy.
- Owszem, ale jak i ojciec tak i brat wpajali we mnie jedno ważne zdanie. Królowa jak i król są dla ludu nie odwrotnie. Ale jak mówią siwiejący mędrcy, nadzieja umiera ostatnia. Więc i niech ona umrze ostatnia o ile taka będzie jej wola.
Uśmiechnęła się łagodnie i przeniosła spojrzenie na ołtarz zmieniając temat.
- Pochówek twej matki Panie jest coraz bliżej. Serce mi się kraja, wiedząc, że jej nie poznam osobiście. To dzięki niej i moim królewskim rodzicielom, bogowie czuwajcie nad nimi. Jestem tutaj, gdyby nie jej decyzja nie przybyłabym tutaj. Wiele jej zawdzięczam.
Przyznała z uśmiechem i lekko dotknęła dłoni przyszłego szwagra ściskając ją delikatnie.
- Będę najszczęśliwszą kobietą i obiecuję zrobić wszystko by kraj Twego brata nie pogrążył się w panicznej rozterce niepewności i strachu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kaplica   

Powrót do góry Go down
 
Kaplica
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Amentes :: Pałac Królewski w Alces :: Pierwsze piętro-
Skocz do: