IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Wewnętrzny dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Fortuna
Admin
avatar

Ród : Wszechmocny
Skąd : Zewsząd
Praca : Mąciciel

PisanieTemat: Wewnętrzny dziedziniec   Sob Kwi 12, 2014 7:03 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Borys Goldwell

avatar


PisanieTemat: Re: Wewnętrzny dziedziniec   Pią Maj 09, 2014 8:15 pm

Gnał.
Od dawien dawna nie miał okazji by móc wprowadzić konia w szaleńczy cwał. Od jeszcze dawniej nie miał okazji zobaczyć zupełnie otwartych przestrzeni tak więc korzystał. Korzystał tyle ile się tylko dało, w końcu wraca na służbę.
Pięć lat nieobecności w stolicy kraju było bardzo długim okresem czasu, mimo iż dla wielu mogły się wydawać zaledwie mrugnięciem oka. On sam również zmienił się w przeciągu tych pięcu lat. Surowy krajobraz Grobli i jeszcze surowsze podejście do przyzielonych mu żołnierzy z nawet przyjaznego mężczyzny zrobiło chodzący kamień. Pięć lat obce mu były jakiekolwiek uczucia, łącznie z radością.
Cwałowanie przez puste tereny, wiatr we włosach i uczucie niemal całkowitej wolności sprawiło iż prawie czuł się szczęśliwy, było to naprawdę bardzo miłą odmianą od tych pięciu ponurych lat. Fizycznie również się zmienił, jego mięśnie się rozrozyły, twarz przyozdobił kilkutygodniowy zarost a oczy... Oczy były coraz mniej człowiecze.
Gnał tak, dopóty nie wjechał do miasta. straż przy bramie powitała go z entuzjazmem a on sam udał się od razu pod pałacowe bramy. Gdy tylko pod nie podjechał, zrzucił kaptur z głowy po czym zlustował uważnie strażników. Rzucił kilka suchych słów, gdyż obecni tu najwidoczniej byli nowi w straży.
Wjechał na pałacowe włości przemierzając je szybkim galopem, przed drzwiami na wewnętrzny dziedziniec niemal w jeździe. Rzucił jakiemuś pachołowi lejce i rozkazał swoje rzeczy zostawić przy koniu.
Z impetem wszedł na dziedziniec, uważnie przyglądając się zmianom, jakie zaszły w pałacu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Rede
Dworka
Dworka
avatar

Ród : Carakas
Skąd : Odłączona Wyspa
Praca : dworka księżniczki

PisanieTemat: Re: Wewnętrzny dziedziniec   Pią Maj 09, 2014 8:37 pm

Ava wędrowała.
Nie chciała przy okazji przyznać się przed samą sobą, że wędruje wokół pałacu i najczęściej w okolicach najgęściej przez gwardzistów zaludnione, żeby choć spojrzeć na swojego znajomego. Pięć lat minęło, ledwo z dzieciństwa wyrośniętą była gdy się poznali. Świadoma była, że wypiękniała z wiekiem. Świadoma również była tego, że po dwóch latach listów pisanych w miarę regularnie z regularnymi odpowiedziami nagle on zaczął zwlekać. Zwlekał z odpisywaniem, coraz rzadziej pojawiał się w komnatce Avy goniec z wiadomością bądź czekał na nią, zadyszany, pod drzwiami komnat księżniczki.
Uniosła się dumą i przestała doń pisać.
Jednakże teraz, mimo wmawiania sobie samej, iż nie zabolało ją zerwanie kontaktu pragnęła choć na chwilę zobaczyć jak zmienił się, czy także wyprzystojniał, jak bardzo się różni od tego, kim był.
Zajrzała do komnat księżniczki, licząc, że może tam ma zmianę. Zajrzała pod komnaty królowej oraz króla, przy okazji zahaczając o książęce apartamenty. Zeszła na dół, pod główną bramę - tam także nie znalazła kogo szukała.
Podczas poszukiwań, do których sama się przyznać nie chciała, musiała jeszcze dodatkowo udawać, że to wszystko całkiem zwyczajny spacer, obchód terenów pałacu czy inna bajka wymyślona na poczekaniu. Uśmiechała się ładnie do gwardzistów miast ignorować ich jak to zwykle się działo, chcąc zachować pozory - nie patrzę na wasze twarze by odnaleźć tego, za którym podskórnie, bardzo głęboko pod skórą, tęskniłam; ja jedynie uśmiecham się do was, panowie strażnicy.
Owinęła się nieco ściślej szalem, powoli tracąc nadzieję.
"Chmury i mrzonki jeno mam w głowie"- pomyślała karcąc samą siebie, po czym decydując o kontynuowaniu spaceru.
Jednakże teraz już nie w poszukiwaniu znajomych oczu, a jedynie uroku kwiatów oraz pięknej mieszaniny zieleni.
Skierowała się powoli ku dziedzińcowi, chcąc rozkoszować się ciepłem oraz pięknem słonecznego dnia.
Zaczęła powoli iść płytami chodniczka, wąchać róże oraz delikatnie bawić się listkami bluszczu pnącego się wzdłuż kolumn wewnętrznego dziedzińca pałacu.
Usłyszała końskie kopyta, gnające galopem. Usłyszała, jak ktoś wydaje polecenia jak gdyby znajomym głosem.
Serce zabiło jej trochę szybciej - uspakajała się w myślach, że to pomyłka, że to nieprawda, że głupia jest i nie powinna ekscytować się na zaś. Zaszyta w kątku, w błękitnej sukni na tle zielonej ściany bluszczu.
Rozpoznała go.
Zatrzepotała zdziwiona rzęsami.
Ciekawa była, kiedy ją zauważy i być może (och! oby!) zamknie w czułym uścisku, a może nawet uniesie w powietrze trzymając ją w talii i patrząc w oczy.
Stała, ogłupiała nieco, zdziwiona, nie wiedząc czy cieszyć się już teraz.

_________________
1  2  3  4  5  6

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Borys Goldwell

avatar


PisanieTemat: Re: Wewnętrzny dziedziniec   Pią Maj 09, 2014 9:25 pm


Zrobił kilka kroków wzdłuż ścieżki dziedzińca. Cały czas rozglądał się uważnie, wyszukując zagrożeń - ot przyzwyczajenie nabyte w Grobli kiedy to przemierzał szlak osłonięty z dwóch stron stromymi górami bądź urwiskami. Cała masa zagrożeń które czekały na jego życie sprawiła, iż nie ufał już nikomu nawet dobrze mu znanym miejscom.
Obszedł dziedziniec dookoła ostrożnym krokiem lekko przyczajony sprawdzając każdy cień i zakamarek. Jeden nieszczęsny sługa, miał okazję wyjść zza jakiegoś krzaka wprost na rosłego mężczyznę. Borys złapał go za kołnierz i przyparł do ściany. Niewielki, zabójczy sztylet pojawił się w jego dłoni.
Dopiero po długiej chwili poznał jednego ze znanych mu służących. Przeprosił go jak wypadało, za swoją jakże nie miłą pomyłkę. Rozpoczęli wolną pogawędkę przerywaną urywanymi śmiechami. Mężczyzna spytał starego druha o to, co obecnie działo je się w pałacu po czym pozwolił mu iść do swoich obowiązków żegnając go przyjaznym gestem dłoni ozdobionej niezliczoną kolekcją blizn.
Nie widział sensu by zawracać teraz głowę królowej swoim nudnym raportem. Skierował swoje kroki ku ścieżce prowadzącej do stajni. Musiał dopilnować by jego koń był należycie wypielęgnowany a nic z jego sakw nie zginęło wśród podejrzanych stajennych pachołków. Już miał wejść za zielony żywopłot, gdy w oczy rzuciła mu się postać kobiety. Ubrana w niebieskie, dworskie szaty oraz okryta chustą tej samej barwy.
Przystanął. Borys miał wrażenie iż skądś już tę kobietę znał. Zrobił krok w jej stronę i wlepił w nią spojrzenie jasnych tęczówek które ukrywały wszystkie emocje. Dziwne wrażenie iż ją znał nie dawało mu spokoju. Tak jasne włosy miała tylko jedna kobieta.
Ava Rede.
Ale czy mógł mieć pewność iż jest to ta sama dziewczyna ? Gdy wyjeżdżał miała zaledwie dwanaście lat, nie wiedział jak może wyglądać w obecnej chwili. Pięć lat w stosunku do dorastającej dziewczyny było naprawdę długim okresem czasu. Dawno temu, nawet coś ich mogło łączyć. Ba, gdy wyjechał pisali nawet do siebie listy, nie wiedzieć czemu jednak dziewczyna zaprzestała a on nie chciał jej się narzucać.
Wojak zrobił jeszcze jeden krok w kierunku kobiety, dzieliły ich teraz ledwie dwa metry. Oczy dziewczyny,jasna cera i włosy wydawały się mu być znajome. Nie mógł jednak okazać jakichkolwiek uczuć obcej kobiecie.
Przekręcił lekko głowę, nadal się jej przyglądając po czym ukłonił się dworsko.
-Wybacz mi Pani, ale wygląda mi Pani bardzo znajomo...- Zaczął próbując jakoś wytłumaczyć to, iż stał i wgapiał się w nią od kilku dobrych minut.
Czy on zmienił się o tamtego czasu ? Tak, jak każdy. Jego ciało było bardziej umięśnione, poznaczone większą ilością blizn. Twarz zdobił trochę zaniedbany zarost, a wokół oczu mężczyzny zaczęły pojawiać się pierwsze zmarszczki. On sam, nie widział w sobie wielkich zmian... Cóż jednak może powiedzieć ktoś, kto przebywa ze sobą cały czas?
Podparł się w boki, jak zawsze gdy zastanawiał się nad czymś ważnym i ciężkim do rozwiązania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Rede
Dworka
Dworka
avatar

Ród : Carakas
Skąd : Odłączona Wyspa
Praca : dworka księżniczki

PisanieTemat: Re: Wewnętrzny dziedziniec   Nie Maj 11, 2014 12:24 pm

Mlecznobiałej urody dworka w jasnych, zdobionym jak na dworkę wyjątkowo bogato stroju, odcinała się niemal anielską jasnością od soczyście wiosennej zieleni winorośli dopiero rozwijającej swoje drobne listki na odzyskujących przyjemny oku brąz cienkich pnących się gałązkach, w niektórych miejscach wciąż jeszcze szarych i burych po siarczystej zimie.
Nie ruszała się, choć szybko wyczuła dzięki swoim właściwościom, że mężczyzna zaczął się jej przyglądać.
Znajomy, wyjątkowo delikatny dreszczyk przebiegł jej wzdłuż dołu pleców, jak gdyby krzyżowy odcinek kręgosłupa motyle muskały swoimi pięknymi, tak cieniutkimi skrzydełkami. Zachłysnęła się płytko powietrzem, gdy zaczął zbliżać się do niej.
Borys Goldwell.
Zmieniony - roślejszy, szerszy w barkach z dłońmi poznaczonymi bliznami po wojaczce. Dziewczyna miała ochotę przesuwać po tych odznaczeniach za odwagę koniuszkami palców widząc we mgle przesłaniającej oczy powody ich powstania, każdą pojedynczą utarczkę, burdę czy trening nieszczęśliwie zakończony głębokim zranieniem. Wypuściła powoli powietrze z płuc formując słodkie wargi w malutkie "o", niemal jak do pocałunku. Miała szesnaście lat - była już dorosła.
W kilka lat pewnie zostanie już mężatką z dzieckiem, czego niezbyt mocno pragnęła - wolała zostać na dworze, jako wierna dworka dbająca o swoją panią w wyjątkowy, mocno emocjonalny i osobisty, a skuteczny, autorski sposób.
Tyle lat, tak wiele lat.
Krótka wizyta z matką we dworze niecałe pięć lat wcześniej, zimową porą, w niedługo po jej dwunastych urodzinach - układała wtedy stroiki z zasuszonych kwiatów mające przyozdobić komnaty księżniczki, z chęcią rozmawiała ze wszystkimi służącymi, gwardzistami, stajennymi nie znając jeszcze do końca obyczajności dworu. Wtedy też poznała, wybierając się na przejażdżkę wśród styczniowego chłodu oraz śniegowych zasp, Borysa. Serce kołatało młódce, gdy mężczyzna z lekkim uśmiechem zdecydował się towarzyszyć jej jako eskorta w swoim wolnym czasie, nawet gdy była jedynie dwunastoletnią, dopiero w rok później uznawaną za dorosłą, dziewczyną, która nie powinna zwracać na siebie niczyjej uwagi - zbyt młoda, zbyt słodka i niedojrzała by być uznaną za pełnoprawnego wroga bądź sojusznika dworzan. Wtedy była jeszcze niewidzialna.
Odezwał się do niej, odezwał!
Pamięć mu coś podpowiadała!
Zaczerpnęła nieco powietrza, odpowiadając na dworski ukłon płytkim dygiem wciąż zbyt głębokim jeżeli patrzeć na różnicę jej urodzenia a jego pozycji. Spojrzała na niego. Mówił do niej per "pani", nie poznawał do końca, przypominała mu jedynie dawną siebie. Dłoń jej drgnęła, jak gdyby chciała wyciągnąć ku niemu swoją białą rączkę aby upewnić się że nie jest zwidem, że to nie kolejne widmo minionego bądź przyszłego czasu stojące przed nią w ulotnym świetle dnia jak mgiełka jedynie przez nią widziana.
Odwróciła główkę w bok, spuściła spojrzenie na kamienne płyty wyłaniające się spod szerokiego obrąbka jej sukni.
Nie wiedziała co powiedzieć - kryć się za ścianą pozornej nieznajomości czy też odświeżyć jego wspomnienia na temat Avy Rede?
-Kogóż to panu przypominam?- spytała uśmiechając się słodko, niewinnie, wcześniej podniósłszy nań spojrzenie wyjątkowo niebieskich ocząt, butnie, mało skromnie patrząc mu prosto w jego oczy o podobnej barwie, jednak nie tak przejrzystej i lśniącej.

_________________
1  2  3  4  5  6

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Borys Goldwell

avatar


PisanieTemat: Re: Wewnętrzny dziedziniec   Pon Maj 12, 2014 5:53 pm

Szczerze mówiąc, nie pamiętał już dokładnie jak to się stało że poznał tamtą jakże zabawną młódkę. Może gdyby był romantycznym dworzaninem pamiętałby tamtą chwilę dokładnie co do najmniejszego gestu czy spojrzenia. On jednak wychowany był w atmosferze gniewu, złości i wojskowego chłodu, nie widział powodu by pamiiętać takie rzeczy w końcu było tyle innych spraw które były o niebo ważniejsze niż sposób w jaki poznał jasnowłosą. plany, strategie, siłą wyciagnięte informacje -czyż nie było to ważniejsze?
Uważnie obserwował każdy ruch młodej panny tak, jakby  w każdej chwili mogła go zaatakować. Wieloletnia służba nauczyła go uważania nawet w obchodzeniu sie z wiejskimi dziewkami albo kobietami z zamtuzu. Każdy, nawet trzyletnie dziecko uważał za swego rodzaju zagrożenie. Nie raz, nie dwa sam wykorzystywał dzieci do drobnych podtruć lub uzyskania informacji. Ach, Borysie nie o tym teraz powinieneś rozmyślać!
Podszedł do niej na odległość zaledwie dwóch, niewielkich kroków. Badawcze spojrzenie wędrowało od stóp dziewczyny poprzez jej lekko zaokrąglone biodra, przez wąską talię i biust by zatrzymać się w końcu na oczach kobiety. Widział kłębiące się w jej oczach uczucia, był niemal pewien iż ona dobrze wie kim jest mężczyzna odziany w podróżne szaty gwardii pokryte jeszcze byłem i trudem podróży przez niemal cały kraj.
Stał tak, jeszcze kilka chwil po jej pytaniu. Powoli coś świtało w jego głowie a usta mężczyzny powoli rozciągały się w przyjaznym uśmiechu, który jednak nie dosięgał chłodnych oczu mężczyzny.
-Panienka Ava Rede? To naprawdę Ty, Pani?- Spytał z lekkim niedowierzaniem. Nie mógł pojąć że aż tak wyrosła. Uniósł lekko ramiona na boki, nie wiedząc czy przytulić ją w uścisku w jakim zwykła bywać przed laty. Nie był jednak pewien czy mu wypadało, mogła już mieć męża albo być przeznaczona jakiemuś mężczyźnie z dobrej rodziny. Czekał też, pozostawiając dziewczynie reakcję..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Rede
Dworka
Dworka
avatar

Ród : Carakas
Skąd : Odłączona Wyspa
Praca : dworka księżniczki

PisanieTemat: Re: Wewnętrzny dziedziniec   Sro Maj 14, 2014 1:03 pm

Uśmiech nie sięgający oczu, niegdyś zupełnie inny. W duchu dziewczyna zmartwiła się, zatęskniła za przeszłością: "Gdzie jesteś?" brzmiało w jej myślach, gdy spoważniałymi oczętami świdrowała na wylot dawnego znajomego, dawną miłostkę za którą przez długie pięć lat młodzieńcze serce wydawało się usychać. Wprawiona już w dworskich minach nie dała po sobie poznać nawet najlżejszym zachwianiem bądź niepewnym ruchem dłoni czy mrugnięciem nie w porę, że jego chłód ją odtrąca, jako dawną znajomą, a jako dorosłą kobietę - przyciąga w jakiś sposób, magnetyzuje.
Palce mrowiły, pragnąc dotknąć twarzy Borysa delikatnym muśnięciem opuszków, któremu akompaniowałoby zdanie: "Podział się gdzieś mój dawny stróż, zniknął za kamieniem". Lekko przechyliła zamiast tego jasną główkę składając dłonie na podołku, grzeczna i opanowana, promiennie uśmiechnięta jak gdyby wewnątrz niej nie toczył się bój między wspomnieniami a chwilą obecną.
Chciała wpaść w objęcia Borysa, zupełnie jak kiedyś - teraz jednak nie wypadało. Dworka księżniczki i gwardzista, nawet wysoki rangą, to dyshonor dla rodziny dworskiej panny oraz jej pani - świadczyłoby to o księżniczce źle, pokazywało, że nie potrafi utrzymać swoich dwórek w ryzach.
Tak. Naprawdę ona.
Ava Rede, jasna i zwiewna jak duch, z nieopisanie dziwnymi właściwościami umysłu potrafiącymi uchylić rąbka przyszłości bądź odkryć pomijaną przeszłość rozmówcy.
-Niegdyś zwracał się pan do mnie imieniem, panie Goldwell- odparła z uśmiechem na pytanie tak bardzo pobrzmiewające gdzieś w niższych tonach niedowierzaniem.
Zbliżyła się o pół kroczku z głową zadartą, spojrzeniem wyłapując wzrok mężczyzny. Usteczka miała słodko ułożone, jak urocze niewiniątko, które jednakże za chwilę ma na czyichś wargach złożyć pocałunek niby muśnięcie piórkiem z anielskiego skrzydła. Zatrzepotała czarująco rzęsami, dalej zwodząc i obiecując uniesioną twarzyczką niegdyś obiecany całus.
Zamiast tego wsunęła rączkę w zgięcie łokcia Borysa, po czym ruszyła powolutku naprzód, dziedzińcową alejką okoloną rozwijającą się na wiosnę naturą, zalążkami pachnących pąków róż. Spacer nie był nigdy przestępstwem, zwłaszcza, gdy wiódł ku wcięciu w murze zasłoniętym kurtyną zieleni, gdzie można było spokojnie porozmawiać, a nawet wymieniać czułości z każdym, nawet sługą najniższego sortu, pozostając niezauważonym do chwili w której ktoś odsłoni przesłonę z gałązek winnych rośli.
Minęli jednakże miejsce, które wszyscy znali i o którym nikt nie mówił głośno, słodkie i owiane tajemnicą poliszynela.
-Jakże było na Grobli?- zaczęła banalną dysputę, zbyt chyba trywialną na spotkanie po latach.
Jednakże cóż innego miała powiedzieć?
Wyznać mu miała, że jako dziewczę u progu dorosłości kochała się w jego oczach, ciepłym uśmiechu?
Że jej serce wciąż dziwnie się nieco zachowuje, gdy są tak blisko, a ich ramiona niemal dotykają się w ruchu?
Nie miała słów na te sprawy.
Nie wiedziała nawet czy pan Goldwell kiedykolwiek czuł podobnie jak ona.

_________________
1  2  3  4  5  6

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Borys Goldwell

avatar


PisanieTemat: Re: Wewnętrzny dziedziniec   Pią Maj 16, 2014 9:26 pm

Ava powinna wiedzieć iż nie ma ludzi którzy przez całe życie pozostają tacy sami. Zwłaszcza jeśli są to mężczyźni, wysłani nia długie lata w nieprzyjazne tereny pozbawieni jakiejkolwiek delitaności i dotyku kochającej kobiety. On sam nie mógł obdarać zbyt wielu osób przyjaznym uśmiechem, co to to nie. Jako dowódca nie mógł pozwolić sobie na takie rzeczy, musiał trzymać całą kompanię w rydzach co frywolnym i rozleniwionym żołnierzom nie przypadło do gustu.
Obserwował dziewczynę uważnie, widząc w jej oczach jakiś błysk którego niestety nie rozumiał. Ciekawiło go czy posiada już męża, czy za nim tęskniła, czy jakieś uczucia do jego osoby jeszcze tliły się w jej dziewczęcym serduszku... Nie mógł jednak otwrcie o to pytać, nie w pałacu w którym każda rzecz posiadała uszy.
Przez niewielką chwilę jego oczy również się śmiały. Patrzył tak na nią przez kilka długich chwil, wyglądając niemal tak samo jak jej dawny Borys. Jego twarz, co prawda zarośnięta i poznaczona zmęczeniem znów ukazywała całe ciepło jakie tylko do niej posiadał. Wszystko to jednak zgasło, gdy dziewczyna się odezwała. Znów był zwykłym dowódcą straż i żołnierzem w jednym.
- Wybacz, nie wiem czy nadal wypada mi zwracać się do Pani po imieniu...-Czy wydali Cię już za mąż? Ach, co nieco jeszcze mu zostało po dawnych latach na dworze. Gdy kobieta do niego podeszła zacisnął pięści, ach jakzę wielką miał ochotę pojąć ją tu i teraz! Od dawna nie miał kobiety, nie licząc droższych dziwek w karczmie... Ava powinna się cieszyć, iż znajdowali się w pałacowych włościach a nie jakiejś stodole wypełnionej miękkim siankiem...
Ruszył z dziewczyną aleją, prostując pierś i co jakiś czas spoglądając na swoją towarzyszkę. Ach, nigdy by nie sądził iż wyrośnie na aż tak piękną damę ! Co prawda nie mogła mierzyć się z księżniczką, lecz wśród dam dworu z pewnością była najpiękniejsza.
- Bardzo się zmieniłaś Avo. Wyrosłaś na naprawe pięką kobietę..- Powiedział, pozwalając by przez niedługą chwilę zawładnął nim ten dawno Borys. Gdy tylko kobieta wspomniała o Grobli zapomniał już do końca o dawnym sobie.
- Góry Grobli są bardzo nieprzyjaznym miejscem. dama nie powinna o nich słuchać[- Odrzekł chłodno a jego oczy utkwiły w jakimś punkcie przed nim. Nie uważał Grobli za odpowiedni temat, wiele dni byłowało tam czarnymi i krwawymi.
- Cóż ciekawego działo się na dworze?- Spytał, również nie wiedziąc o czym mógłby rozmawiać z dziewczyną. Kiedyś poruszali naprawdę wiele tematów. teraz jednak wiele się zmieniło, czasem miał nawet wrażenie iż zbyt wiele.
Avo, niczego się nie dowiesz jeśli nie spróbujesz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Rede
Dworka
Dworka
avatar

Ród : Carakas
Skąd : Odłączona Wyspa
Praca : dworka księżniczki

PisanieTemat: Re: Wewnętrzny dziedziniec   Pią Maj 16, 2014 9:59 pm

Cieszyła się wewnątrz siebie przez parę ciągnących się niczym guma chwil, które wypełniał ciepły uśmiech Borysa ogarniający całą jego twarz, łącznie z oczami. Odwzajemniała go szczerze przez krótki czas, za moment wracając znów do miny dworskiej numer pięć - delikatnego, niewinnego uśmiechu oraz ocząt jasnych, lśniących, utrzymujących złudne wrażenie jej delikatności. W rzeczywistości przecież była niezłomna i harda, choć subtelna.
Tak! Tak, tęskniła! Wiele miała w sobie uczuć dla pana Goldwella! Nie, nie miała jeszcze męża, chciała tylko pana Goldwella.
-Nigdy nie wypadało, więc z przyzwyczajenia pozwalajmy sobie na ten mezalians- odparła z cichym śmiechem dwórki rozmawiającej na tematy banalne.
Sytuacje podobne do tej często rozbrzmiewały niemal identycznymi śmieszkami innych dziewcząt dworskich księżniczki. Dworki królowej, bardziej stateczne, mniej bawiły się w uwodzenie, częściej wypełniały w skrytości zadania zlecone przez ich panią.
Ach! Jak dobrze, Ava znaczyła więcej niż droższa dupodajka z byle karczmy na Grobli, cóż za zaszczyt - gdyby tylko Borys odważył się to jej powiedzieć prawdopodobnie zbyłaby go uwagą pół słodką, pół jadowitą po czym nie odezwałaby się doń prywatnie już nigdy więcej.
Dobrze więc, że mężczyźni potrafią trzymać język na wodzy.
-Dziękuję. Niektórzy mawiają, iż nawet piękniejsza jestem niż sama księżniczka, jednak gusta nie powinny być tematem dyskusji- skinęła wdzięcznie głową, spoglądając w górę, na swego dawnego stróża, swego dawnego gwardzistę. Biała twarzyczka i skrzące się odbitym światłem oczka głębokiej, błękitnej barwy zachęcały by zaryzykował pocałunek, tak dawno sobie wzajemnie przyrzeczony.
Na wspomnienie o damach, które słuchać o Grobli nie powinny uniosła Ava jeden kącik ust nieco wyżej, rozbawiona.
Nie take rzeczy widywała w wizjach, widziała też egzekucje i czuła swąd palonej wiedźmy - krew nie mogła być jej straszną, musiała nauczyć się wszystko kontrolować, musiała znieczulić się w pewnym stopniu na cudze cierpienie.
Zatrzymała się, zatrzymując jego pociągnięciem za łokieć. Zbliżyła się tak, że suknia gniotła się na przodzie, oparta o nogi mężczyzny. Dzieliło ich pół ręki odległości, dziewczyna patrzyła bezpośrednio w jego twarz z nagle wyzywającym uśmieszkiem.
-Skąd wiadomo, żem damą?- spytała przyciszonym głosem, jak gdyby bała się, że rozwijające się dopiero kwiaty podsłuchają słów przeznaczonych jedynie dla uszu Borysa.
Przez chwilę stała zbyt blisko, zadzierając główkę, okazując być może świadomie swój głęboki dekolt połyskujący perłami którymi obszyte było niskie wcięcie ściskające mocno piersi.
Odstąpiła potem kroczek, odwróciła twarz, niby speszona, jednak uśmiechała się z zadowoleniem i rozbawieniem za raz.
-Niedługo tu jestem, nie widziałam zmian- odpowiedziała, pozornie skromnie odchodząc kilka kroków, by delikatnie i z gracją dotykać samymi opuszkami palców pączków róż. -Zostałam wysłana na dwór, by czas tutaj spędzony poprawił moje zachowanie oraz charakter. Uważano, że zbyt jestem jak na dziewkę rozmowna- zaśmiała się znów niegłośno. Ponad ramieniem rzuciła spojrzenie Borysowi. -Zła to cecha u gospodyni, dobra zaś we dworze. Jestem więc, miast nosić pierścionek i piastować gromadkę dzieci- zakończyła z zadowoleniem, dość wyraźnie mówiąc, że wciąż jest wolnego stanu.
I że mezalianse jej niestraszne.

_________________
1  2  3  4  5  6

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Borys Goldwell

avatar


PisanieTemat: Re: Wewnętrzny dziedziniec   Czw Maj 22, 2014 9:00 am

Och, niech panna Ava nie myśli iż Borys sam do tego dojdzie. Jako mężczyzna zakochany w wojaczce miał naprawdę nikłe doświadczenie w sprawach sercowych, a nawet mniej subtelne znaki wysyłane przez kobiety były dlań nie jasne.
Pokiwał głową w zamyśleniu na słowa kobiety. Nigdy nie przypuszczałby iż dziewczyna jeszcze będzie z nim rozmawiać. Przestał pisać, przestał odpowiadać na listy... Nie uważał za dobre rozwiązanie ich dalszą wspólną przyszłość. Była młodą damą z dobrego domu a on zwykłym wojakiem. Nie powinna była dalej zaprzątać sobie nim głowy, nie on preznaczony był jej na towarzysza lecz jakiś wysoko urodzony radny. Jemu poświęcona była wojaczka i wieczne dążenie do zemsty w swej ojczyźnie. Nie dla niego były miłostki,które zaprzątałyby niepotrzebnie jego myśli.
Przystanął gdy tylko poczuł jak dziewczyna ciągnie go za łokieć. Gdy tylko się zbliżyła stanął niemal na baczność patrząc jej w oczy, ba nawet na chwilę nie spuścił wzroku na jej piersi. A chciał, oj bardzo chciał wziąść ją tu i teraz, nawet na oczach połowy zamku. Ale nie mógł. A chciał, oj jak on bardzo chciał.
Westchnął ciężko po czym spojrzał na bladą dziewczynę. Ostatnimi siłami woli trzymał ręce przy sobie, gentelmanowi nie wypada przecież by wyskakiwał z rękami do kobiety, które tak dawno nie widział.. I która nie była jego żoną a Ava nią nie była,tego był niemal pewien.
- Avo,tego nie ukryjesz. To co dzieje się w górach Grobli powinno tam zostać, a już na pewno nie winny słuchać o tym kobiety z wyjątkiem miłościwie nam panującej..- Powiedział nie co za ostro. Ten ton zawsze mówił iż nie ma ochoty o danej rzeczy rozmawiać, każdy jego rozmówca powinien teraz porzucić ów temat by nie mieć noża wbitego między zebra bądź łopatki.
Słuchał jej z uwagą, nadal stojąc w sztywnej, wojskowej postawie. W głebi ducha ucieszył go fakt iż dziewczyna nie posiada męża, nic jednak nie dał po sobie poznać. Podszedł do dziewczyny sztywno, uśmiechając się jedynie kącikami ust.
-Mnie również nie był i nie będzie dany ożenek. Przyjechałem ledwie na kilka tygodni, później wracam na służbę w rodzinne strony...- Przyznał. Uwielbiał ciagłe podróże, jednak nie sprzyjało ustatkowaniu się. Przez te kilka tygodni chciał być z nią szczery, chociaż raz niemal do końca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Rede
Dworka
Dworka
avatar

Ród : Carakas
Skąd : Odłączona Wyspa
Praca : dworka księżniczki

PisanieTemat: Re: Wewnętrzny dziedziniec   Nie Maj 25, 2014 7:03 pm

Stała zwrócona do gwardzisty niemal tyłem, przyglądając się z pozornie wielkim zainteresowaniem zielonym mackom bluszczu pnącym się po murze i kolumnach dziedzińca. Uwielbiała ten dziedziniec właśnie ze względu na jego pozorne zaniedbanie, zdziczenie, przy dokładniejszych oględzinach okazujące się być wielkim staraniem królewskich ogrodników. Zerknęła przez ramię na pana Goldwella, uśmiechając się tajemniczo. Wydawała się jaśnieć zadowoleniem a także pewnością siebie charakteryzującą osoby mające świadomość panowania nad sytuacją. Zerwała malutki kawałek różanej gałązki, z trzema listkami, zakończony małym białym pączkiem, wciąż wstydliwie zwiniętym, czekającym na cieplejsze dni, by wygrzewać w prażącym słońcu swoje jasne płatki.
Ava zwróciła się ku mężczyźnie zamiatając obrąbkiem sukni ścieżynkę.
-Niech bogowie mają ją w swojej opiece- odparła na wspomnienie królowej automatycznie, jak nakazywał zwyczaj oraz wszelkie konieczne do spełnienia dworskie rytuały. Zaraz jednak odezwała się ponownie. -Sugerujesz, iż emanuję godnością damy?- podchwyciła z krótkim śmiechem i lśniącym ciekawością spojrzeniem temat niemożliwości ukrycia swojego pochodzenia, zręcznie kończąc wątek o Grobli, mimo swędzącego na języczku pytania, czy aby nie jest pan Borys tak skwaszony na wspomnienie górzystego hrabstwa przez jakąś piękność o jasnych oczach i pełnych piersiach, która została tak daleko.
Sztywny, tak sztywny.
Niegdyś był bardziej otwarty, jednak jego chłód magnetyzował Avę w jakiś podstępny sposób. Przez chwilę trzymało ją niepokojące przeczucie - być może nie powinna wyciągać z grobu tej dawnej znajomości? Być może będzie ona jej rozkoszą, katem i trumną?
Pragnęła opanować się. Przecież była rozsądna, nie miała w zwyczaju narażać własnego dobrego imienia oraz opinii o całej gałęzi rodu z którego się wywodziła, a jednak coś sprawiało, że uśmiechała się słodko do kogoś, kto nie powinien dla niej nawet istnieć ze względu na różnice urodzenia. Spuściła skromnie wzrok, zaczęła przyglądać się pączkowi kwiatu trzymanemu w dłoni na wysokości piersi.
Słuchała cierpliwie.
Wracać?
Znów miał odjechać i wrócić jeszcze zimniejszy?
Postąpiła ku niemu kroczek, potem kolejny. Następny.
Przód sukni wgniótł się o jego nogi, ona nagle uniosła błyszczące oczęta na jego twarz.
Uniosła pączek do jego twarzy, delikatnie przesunęła zwiniętymi płatkami po krawędzi jego twarzy, lekko przechylając jasną główkę i uśmiechając się jak gdyby miała asa w rękawie.
-Zostań w pałacu- powiedziała przyciszonym głosem. -Pamiętasz co ci obiecałam? Na co nalegałeś?- dodała, nieco zawadiacko unosząc kącik ust.
Och, Borysie!

_________________
1  2  3  4  5  6

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Borys Goldwell

avatar


PisanieTemat: Re: Wewnętrzny dziedziniec   Sro Maj 28, 2014 5:01 pm

Stał cały czas w sztywnej, wojskowej postawie uważnie obserwując kobietę. Cały czas nie mógł się nadziwić jak bardzo kobieta wyrosła. Pamiętał ją jako podrostka, dziewczynkę dopiero co wchodzącą w świat dorosłości a teraz... Stała przed nim stuprocentowa kobieta, świadoma swoich wdzięków, uwodząca ruchami. Nigdy nie przypuszczałby iż coś takiego wyrośnie z tamtej młodej kobietki, której tak zawrócił w głowie. Co on czuł? Już nie wiedział. Wiele lat służby zabiło w nim wszelkie emocje i uczucia a zwłaszcza miłość i zdolność do okazywania ciepła. Nie pamiętał już jak się kocha, nie umiał nawet okreśłić tego, co czuł patrząc na jasnowłosą.
Wywrócił oczami, a w kącikach jego ust zamajaczył uśmieszek.
-Twych damskich atutów nie da się ukryć, droga Avo.- Powiedział z jednoznaczym błyskiem w oku. Swe walory eksponowała aż nazbyt doskonale, i gdyby nie częte wizyty w karczmach z pewnością ciężko byłoby mu oderwać wzrok od jej sylwetki. On jednak był ponad tymi babskimi gierkami i sztuczkami.
Gdy podeszła do niego jeszcze bliżej, zacisnął mimowolnie pięści. Jej zapach, jakże mu znajomy przywołał do niego większość wspomnień z wieczorów sprzed kilku laty. Wypuścił ciężko powietrze z płuc, starając się nie patrzeć na twarz kobiety. Ach, jakże dawno nie miał prawdziwej kobiety która obdarzyłaby go czymś więcej niż jej tyłek i nagie ciało.
Spojrzał na nią, gdy tylko dotknęła jego szorstkiej twarzy delikatnym pączkiem kwiatu. Przez długą chwilę wpatrywał się w jej jasną twarz, pełny dekolt. Jego mięśnie spięły się, nieświadomie złapał ją swoimi wielkimi rękami w talii dużo mocniej niż powinien. Na jego twarzy zagościł jeden z tych złych uśmiechów, na których widok aż chce się uciec hen daleko stąd.
-Odświerz mi pamięć.- Powiedział tylko uważnie lustrując ją wzrokiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Rede
Dworka
Dworka
avatar

Ród : Carakas
Skąd : Odłączona Wyspa
Praca : dworka księżniczki

PisanieTemat: Re: Wewnętrzny dziedziniec   Sro Maj 28, 2014 6:38 pm

Był inny niż kiedyś - Ava jednak nie wiedziała już, czy rzeczywiście mocno się zmienił, czy jedynie jej pamięć przekłamała wspomnienia o panu Borysie, czyniąc je dużo słodszymi niż sucha, beznamiętna rzeczywistość. Przestała mieć pewność, że oboje byli sobą zauroczeni. Podejrzewała, iż on zwyczajnie, dla zabawy mógł zawrócić jej dwunastoletniej wersji w głowie. Jak dobrze jednak, że wystarczająco długo była już we dworze, by umieć zachować swoje niepewności wewnątrz, pozostając słodką i uwodzicielską dworką księżniczki. Miała jednakże nagle ochotę by wykrzyczeć mu w twarz: "Zbałamuciłeś mnie! Oszukałeś! Obyś zginął na Grobli".
Dodatkowo... Odezwała się ambicja dziewczyny pytając czy rzeczywiście chce ryzykować swoją pozycję dla byle gwardzisty, który zabawił się jej kosztem?
Nie chciała, a mimo tego uwodziła dalej, szukając momentu odpowiedniego na przerwanie przypadkowego spotkania - musiała wszystko ułożyć w głowie, uporządkować.
-Skąd wnioskujesz, iż w ogóle usiłuję je kryć?- zaśmiała się szczebiotliwie.
Och, idealna ekspozycja kobiecych wdzięków była zasługą nie tylko Avy, właściwie w większości była ona zasługą sukni o pięknie głębokim dekolcie i tylko częściowo umiejętnościami dziewczęcia, jedynie z wielkim talentem wykorzystującego wcięcia stroju.
Pisnęła cicho, gdy przyciągnął ją swoimi szerokimi, męskimi dłońmi ułożonymi w jej ściśniętej suknią talii. Zabrzęczała bransoleta w sakwie przytroczonej do perłowego pasa biegnącego wzdłuż krawędzi górnej części sukni.
-Dlaczegóż miałabym ją odświeżać?- spytała słodko-kwaśnym głosikiem, ze złośliwym błyskiem w oku wyślizgując się niczym śliskołuski węgorz z silnego objęcia.
Owinęła się szczelniej szalem barwy królewskiego błękitu, wyszywanego we wzór pozłacanymi nićmi.
Ruszyła przed siebie powolnym krokiem, wędrowała wzdłuż wąziutkiej alejki.
Cień płoził się po ziemiach i krzewach, dłuższy niż nieco wcześniej.
Wieczór zapadał, zbliżał się powoli mrok.

_________________
1  2  3  4  5  6

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Borys Goldwell

avatar


PisanieTemat: Re: Wewnętrzny dziedziniec   Czw Maj 29, 2014 8:53 pm

Niestety właściwością ludzi jest to że się zmieniają. Jest to właściwość mająca miejsce od wieków, niestety bywa strasznie zgubna w skutkach najczęściej dla otoczenia ów jednostki. Nie raz pewnie mieliście doczynienia z sytuacją, gdy jednego dnia normalnie rozmawiasz z człowiekiem, zupełnie otwarcie i szczerze a następnego dnia zmienia się coś, o czym nawet nie masz pojęcia i nagle osoba bez której nie wyobrażasz sobie dnia znika, przestaje się odzywać. I mimo że pytasz i przepraszasz za niewiadome sobie rzeczy ta osoba się odsuwa. Tak, to z pewnością bywa straszne w skutkach. Ava była w o tyle dobrej sytuacji iż zmiany w Borysie zachodziły w długim czasie, i to jeszcze takim czasie gdy nie mieli z esobą styczności. Tak, z pewnością wiele osób oddałoby wiele by móc zamienić dzień na pięć lat. Bardzo wiele...
Och nie Avo, nie uciekaj nam stąd teraz słodka gołąbeczko. Zbyt długo byłaś poza zasięgiem rąk Borysa. Czyż nie ciekawiło Cię co się z nim działo przez te długie lata?
-Stwierdzam tylko fakt, Avo-Powiedział szorstko. Czy wpadł w jej grę? Jest to bardzo możliwe, nigdy nie orientował się w sprawach damsko-męskich chyba że ów dama stała przed nim chętna i gotowa na spełninie jego zachcianek. Wtedy nawet za dobrze wiedział co robił, o czym Ava powinna wiedzieć.
Jego twarz wykrzywiła się pod wpływem złowrogiego uśmiechu. Ach, jak on nie lubił gdy ktoś mu się stawiał. Od pięciu lat rozmawiał tylko z podwładnymi, prostym był więc fakt iż odwykł od normalnych rozmów.
- A czemu nie?- Spytał wpatrując się w jej słodką twarzyczkę. W mężczyźnie aż zawrzało gdy dziewczyna wyślizgnęła się z jego rąk. Avo, nigdy cię nie uczono iż nie odwraca się plecami do drapieżnika?
Dziewczyna nie odeszła daleko. Borys podszeł do niej w dwóchdługich susach i złapał ją za ramię,trochę mocniej niż powinien. Nic nie mógł poradzić na to, iż panowały teraz nim emocje, a każdy wieze złośc jest kochnką przewrotną i bardzo źle doradzającą. Silnym ruchem niemal rzucił ją między krzaki tak, by wylądowała o jedną ze ścian muru. Podszedł do niej po czym oparł swoje przedramię o jej obojczyki. Jego długie blond włosy spłynęły po ramieniu mężczyzny lądując na jej dekolcie.
-Nigdy mnie nie ignoruj szere...- Przerwał patrząc na nią wściekle.Jego wolna ręka przytrzymywała dziewczynę w talii by znów się nie wyślizgnęła. Twarz mężczyzny dzieliła od twarzy kobiety naprawdę bardzo niewielka odległość.
Co teraz, gołąbeczko?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Rede
Dworka
Dworka
avatar

Ród : Carakas
Skąd : Odłączona Wyspa
Praca : dworka księżniczki

PisanieTemat: Re: Wewnętrzny dziedziniec   Pią Maj 30, 2014 7:33 am

Ava również przecież się zmieniła. Z dwunastoletniego podlotka stała się kobietą piękną, ambitną i słodką za raz. Wierzyła także we własny rozsądek oraz zimną krew, pozwalającą zachować trzeźwość umysłu nawet w sytuacjach wymagających stanu bliskiego panice. Białolice dziewczę zaskoczyło pana Borysa pozytywnie rozwiniętymi piersiami, drobniutką talią, pociągającymi usteczkami tak chętnie składanymi w ciup, jak do pocałunku - on zaś zrobił jej niespodziankę z własnej szorstkości, braku obycia, zezwierzęcenia obyczajów.
Czyżby pasowali do siebie tylko wtedy, gdy byli po pięć lat młodsi?
Być może nie pasowali do siebie nigdy, co też dziewczyna zaczynała odczuwać i widzieć. Miała ochotę uciec daleko, zamknąć się w swoich komnatach bądź skupić na układaniu włosów księżniczki w najwymyślniejszą z fryzur. Pragnęła zapytać kart, czy to jej dar przeklął umysł niepokojem o przyszłe dni, o dalszą znajomość z Goldwellem czy też był on jedynie dziełem zawiedzionego serduszka.
-We dworze nie ma faktów, są jedynie kłamstewka, którym wszyscy dają wiarę- odparła przesłodzonym głosikiem, trzepocząc śliczniutko rzęsami. Nie miała ochoty spełniać niczyich zachcianek, wiedziała ile jest warta, wiedziała na kogo zasługuje, a w tym wypadku to pan Borys mógłby jej czyścić śliczne pantofelki, miast wymagać wypełniania jego pragnień.
Krótki był jej spacer, króciutki wręcz. Szybko poczuła dłoń na ramieniu.
Miała przez moment nadzieję, że w Borysie obudziła się dawna, romantyczna delikatność z którą podchodził do niej gdy była równie ulotną i uduchowioną dwunastolatką, jak teraz kobietą dorosłą. Uśmiechnęła się nieco szerzej, nieco szczęśliwiej i szczerzej. Zaraz jednakże poczuła, jak palce mężczyzny zbyt ciasno oplatają jej w połowie nagie przedramię sukni, której rękawy zaczynały się dopiero tuż przed wzgórkiem ramienia. Syknęła niby skrzywdzona kotka, niezadowolona. Zwinęła się, zjeżyła, usiłując uwolnić z uścisku, jednakże została brutalnie pchnięta między krzewy dopiero rozwijających się róż, plecami uderzyła o zimną ścianę po której piął się bluszcz.
Stykając się gwałtownie z murem wytchnęła powietrze, sapnęła niemal, zdziwiona takim traktowaniem tak wysoko urodzonej panienki. Przemknęła jej przez głowę myśl o sukni, czy nie podrze się o kolczaste różane krzaki. Szal osunął się z jednej ręki, zwisł na ziemię, kąpiąc się w wilgotnym gruncie ogrodu. Goldwell przyszpilił ją sobą, niemal napierając na jej młode, nie znające jeszcze pieszczot ciało. Zmrużyła wrogo oczy.
-Szeregowy?- syknęła, kończąc za niego przerwane w pół słowo. Szarpnęła się dwa razy beznadziejnie, nie mając szans samodzielnie wydostać się z pułapki.
Czuła muskające jej piersi kosmyki włosów - irytowało ją to uczucie. Szybko wymyśliła plan.
Zaczęła krzyczeć, wołać o pomoc, spazmatycznie oddychać, przymykać oczy i łkać jak dziewczę szczerze przerażone, bliskie omdlenia spowodowanego strachem o siebie i własną cnotę. Potem wszystko zaczęło dziać się szybko. Dwóch mężczyzn pochwyciło pod ręce pana Goldwella, odciągając go brutalnie od dziewczyny - ich reakcję poprzedził dźwięk butów uderzających w biegu o podłogę korytarza otwartego na dziedziniec. Na całe szczęście nie byli to gwardziści z oddziału Borysa, nie zwrócili także uwagi na jego liberię.
Jeden z gwardzistów przytrzymywał mężczyznę, gdy drugi, niczym gentleman, uniósł opadły wcześniej koniec szala Avy, pomógł jej opatulić się nim, gdy ona niemal mdlała, w pięknej aktorskiej grze, i drżała niczym osika. Wspierała się na ramieniu gwardzisty niby omdlewająca łabędzica.
-Dziękuję panom- powtarzała słabym głosem. -Dziękuję- i tylko raz zerknęła na Borysa, z błyskiem tryumfu w błękitnych oczętach.
Masz, cóżeś chciał!
Przyjęła zaoferowaną pomoc w postaci eskorty do pałacu.
Rzucając jedno spojrzenie "pokonanemu" w tej "bitewce" Borysowi odeszła w towarzystwie gwardzisty, gdy drugi łypał wrogo na mężczyznę, gdy wypuszczał go z kleszczowego uścisku.
Wiedziała już, gdzie pójdzie.
[z/t]

_________________
1  2  3  4  5  6

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Borys Goldwell

avatar


PisanieTemat: Re: Wewnętrzny dziedziniec   Sob Maj 31, 2014 2:57 pm

Owszem zmieniła się, zmieniła się nie tylko w piękną i pociągającą kobietą ale też równie irytującą i nieznośną. Pięć lat w kompanii zmieniło jego podejście, nie przywykł do towarzystwa kobiet tot eż często się zapominał. I gdyby Ava była zwykłą kurewką nie byłoby z tym problemu. Problem dwórek był taki iż udawały wielkie cnotki, wbrew pozorom wiele się nie różniąc od zwykłych,karczmianych dziwek.
Już, już gotował się by najzwyczajniej w świecie, kolokwialnie mówiąc dać Avie po mordzie. I gdyby nie jej słowa z pewnością by to zrobił. Przez długą chwilę patrzył na nią nieobecnym spojrzeniem pełnym wielu różnych i sprzecznych emocji którymi rządziło dziwne otępienie. Co on właściwie robił? Przecież kiedyś nawet kochał to jasnowłose dziewczę.
Pozwolił gwardzistom by zabrali dworkę po czym z wściekłym spojrzeniem wyjął wisior, podarowany mu prez króla i nadający specjalne miejsce wśród strażników.
- Jedno słowo a zabiję i was- Warknął po czym ruszył okrężną drogą do pałacu.
[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wewnętrzny dziedziniec   

Powrót do góry Go down
 
Wewnętrzny dziedziniec
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Szkolny dziedziniec

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Amentes :: Pałac Królewski w Alces :: Parter-
Skocz do: