IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Łąka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mariota Appleby

avatar

Skąd : Sprattus
Praca : Łuczniczka

PisanieTemat: Re: Łąka   Sro Cze 04, 2014 9:38 pm

Dlaczego ma się ich pozbyć?
Bo Mariota ma chętkę opchnąć je na targu, ot i dlaczego.
Uśmiechnęła się kpiąco na ziewnięcie podróżnika, rozpoznając robotę Swiskich rzemieślników w jego odzieniu oraz pochwach na miecze. Także rząd na koniu pochodził wyraźnie z południa. Dziewczyna nieco złagodziła uśmiech, przez kilka sekund myśląc o własnych przygodach w tymże egzotycznym kraju. Stamtąd przywiozła dziwny w Amentesie zwyczaj malowania czernidłem kresek wzdłuż linii rzęs, sprawiających iż oczy przypominać zaczynały kocie.
-Ho-ho, ziewał nam tu będzie. Widzisz to, Hirundo?- skomentowała kwaśno panienka, nieco popuszczając już cięciwy. Uśmiechała się z zadowoleniem, pełna dumy z siebie, że jeszcze z wprawy w okradaniu nie wyszła. -Jużże mówiłam, szabelek chcę i sztylecików, panie głupcu- oho! Nawet nadała mu już ksywkę, ależ ten dzień okazywał się być produktywny.
Puściła cięciwę, w ostatniej chwili przenosząc cel na jego nogę. Wypuszczona strzała bezgłośnie pędziła, zbyt szybka by się przed nią uchylić. Ukąsiła udo tuż ponad kolanem, przeszywając kończynę na wylot, drąc mięśnie, uwalniając krew.
Panienka tuż po wystrzale nie czekała, by ujrzeć efekty. Pobudziła konia piętami, a ten ruszył do powolnego galopu z miejsca.
Gdy mężczyzna, podróżnik odczuwał skutek strzału, dziewczyna już trzymała jego konia za wodze i odpychała go nogą od jego zwierzęcia.
A pal to licho, konia z rzędem też bierzemy!
-Po dobroci trza było, to i krzywdy bym nie zrobiła. Do wiedźmy leź, to wyratuje- poradziła, po czym zacmokała na swojego rumaka, prowadząc za wodze, tuż obok siebie, wymęczone, ale piękne zwierze podobne do Hirunda z sylwetki.
"Arab"- zawyrokowała po chwili, po czym splunęła na bok. "Ależ urodziwy to on ci był, aż szkoda zostawiać tak na śmierć z juchy straty" pomyślała z westchnieniem, po czym zaczęła przygotowywać oba zwierzęta do transportu rannego tak, by i jej nie zaszkodził. Odpięła z jednej strony wodze ukradzionego rumaka, tak, by powstała linka za którą można by prowadzić.
Odtroczyła szabelki od siodła, podczepiła pod własne poniżej lewej nogi, by mieć do nich łatwy dostęp prawą dłonią.
Zeskoczyła z konia, trzymając oba za wodze podeszła do rannego.
Ściągnęła mu pas ze sztyletami, zapięła na sobie, dbając bardziej o łup niż rannego przystojniaka.
Podźwignęła go szybko, nieco brutalnie, po czym wrzuciła wysilając się chyba całym zapasem możliwości przenoszenia ciężarów na grzbiet jego zajeżdżonego konia.
Splunęła.
Wskoczyła na Hirunda, trzymając konia podróżnika za odpiętą z jednej strony wodzę.
-Wiśta, Hirundo- powiedziała koniowi, po czym zwróciła twarz ku wiszącemu w siodle na brzuchu mężczyźnie. -A spróbujże coś wywijać, to na wykrwawienie porzucim- zagroziła.
Skierowała mały pochód na ścieżkę prowadzącą w głąb lasu, ku chacie wiedźmy.
Zabijać go w końcu nie chciała, zwłaszcza, że urodziwy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reins Tarrs

avatar

Skąd : Swisk
Praca : Złodziej/Były książę

PisanieTemat: Re: Łąka   Czw Cze 05, 2014 1:38 pm

Może nie minęła sekunda jak strzałą pomknęła ku niemu raniąc nogę, tym samym przebijając się przez mięśnie. Krew zaczęła płynąć strumieniem, a Reins zgiął się z bólu dłońmi tamując ranę, lecz kobieta bez problemu powaliła go na ziemie...
Nienawidzę tego kraju... Pomyślał zaciskając zęby i ponownie próbując coś zrobić z nogą, jednak bezskutecznie. Jego twarz zrobiła się blada jak ściana, a oddech stał się ciężki. Miał dziś wyjątkowego pecha. Ograbiła go jedna kobieta z łukiem. Konia nie było mu szkoda bo ten zwierzak i tak niedługo zdechnie, ale uzbrojenie... Miecze i sztylety sprowadzone z Swisku. Tak właśnie złodziej dał się okraść. Co za ironia...
Miał szczerą ochotę ją teraz rozszarpać tak jak ona mu nogę. Jednak był na to teraz za słaby. Bandytka nie miała problemu z "uwięzieniem" go i położeniu w pozycji takiej jakby z polowania wraz ze zdobyczą wracała. Na domiar złego jego koń go zdradził! Co za bydle!
Coś tam udało mu się usłyszeć o wiedźmie i wykrwawieniu. Połączył to w jedno i wyszedł zły efekt.
-Zostaw mnie, nie chce do żadnej wiedźmy!- Powiedział zdenerwowany, jednak niezbyt mógł się ruszać. Nie miał po prostu sił, krew mimowolnie ściekała na ziemie. Tak się kończy podróż do Amentesu. Kraju korupcji i przestępstw. Tutaj kobieta potrafi Cie okraść ze wszystkiemu i jeszcze oddać wiedźmie na pożarcie. Na pustyni to są chociaż litościwi łowcy niewolników...

_________________
Zemsta
...


Patrzysz na człowieka który stracił wszystko co mu ofiarowano. Patrzysz na człowieka który nie ma już nic. Patrzysz na człowieka któremu świat runął na głowę.
Tylko zemsta jeszcze trzyma mnie przy życiu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mariota Appleby

avatar

Skąd : Sprattus
Praca : Łuczniczka

PisanieTemat: Re: Łąka   Pią Cze 06, 2014 4:50 pm

Złodziej dał się okraść złodziejce - kiepsko to świadczy o jego kunszcie bądź rozsądku, a najprawdopodobniej o obu tych cechach. Być może nie zarobiłby strzały, gdyby tylko poważnie potraktował celującą doń z łuku kobitkę w długich włosach zebranych w wysoki kucyk i z namalowanymi czernidłem kreskami biegnącymi wzdłuż linii rzęs. Błyskała przecież niebieskimi oczyma w których widać było, że nie blefuje, że strzeli bez cienia współczucia.
-Macie szczęście, panie głupcu, że nie w nastroju jestem do dobijania, bo bym drugą strzałę w brzuch zasadziła i po sprawie- powiedziała z uśmiechem osoby zadowolonej z siebie, miękko siedząc w siodle i pracując łagodnie biodrami.
Koń leniwie stawiał kolejne kroki, a krew z rannego ciekła stosunkowo wartko, ściekając po boku jego konia. Przepraszam - już nie jego konia, którego krok nawet jak na leniwe stąpanie Hirundy był potwornie wolny.
Ułamała wiotką gałązkę, giętką i cienką, z drzewa obok którego powoli przejeżdżali spokojnym stępem. Użyła jej zamiast bacika, smagając zdobytego konia po słabiźnie, by dodał nieco kroku. Kiedy zaś krwawiący mężczyzna odezwał się, ona tylko zamachnęła się jeszcze raz gałązką, tym razem jednak by smagnąć po twarzy rannego podróżnika. Aż zaświszczało powietrze, gdy tylko wykonała krótki ruch nadgarstka obracając się w siodle, by spojrzeć na karanego za głupie gadanie mężczyznę. Na twarzy malował się gniewny mars.
-Siedzi cicho, bo ochota mnie na dobijanie jednak najdzie- warknęła, bezdusznie pospieszając gałązką zdobytego konia do kłusa, choć oddychał ciężko i świszcząco, wyraźnie niemalże zajeżdżony na śmierć.
Popędziła do kłusa również Hirundę, by jak najszybciej znaleźć się przy domu pani Chelli i pozbyć się zbędnego balastu w postaci brudzącego krwią piękny rząd ze Swisku, który to rząd ona miała zamiar sprzedać tak samo jak i uzbrojenie z którym mężczyzna wędrował.
Jechali wąską drogą, głębiej w las, wiedzeni pamięcią Mariotki.
Cieszyła się na spotkanie z wiedźmą, choć jednocześnie obawiała się jej nieco - prawdopodobnie dlatego, iż nie do końca dosłownie powiedziała jej o swoim fachu. Być może przyczyną był także wyuczony w dzieciństwie niemal przesadzony szacunek oraz dystans, które żywiło się wobec leśnych akuszerek.
Teraz jednak mężczyzna potrzebował pomocy, bo Mariota nie miała ochoty mieć na sumieniu tak przystojnej gęby.
Splunęła na lewo, ponad rękami ściskającymi wodze.
-No, dalej, chyżo!- zachęciła oba konie, nie zwracając uwagi na podrygującego w siodle jej już rumaka podróżnika, walającego się tam prawdopodobnie niczym wór kartofli.
Pospieszyła zwierzęta jeszcze trochę.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reins Tarrs

avatar

Skąd : Swisk
Praca : Złodziej/Były książę

PisanieTemat: Re: Łąka   Pią Cze 06, 2014 8:41 pm

Zaśmiał się nerwowo. Można by rzec, ze nawet i z niej zakpił.
-Swoje ofiary się powinno dobić bo kiedyś mogą się zemścić.- Odparł bardzo dobrze znając to pojęcie. Sam był w takiej sytuacji. I szlachta i ta bandytka mieli u niego przechlapane. Ta łuczniczka, choć chciała mu pomóc Tarrs jednak to lekceważył. Nie uznał to za zadość uczynienie. Jak tylko będzie miał możliwość... i jeśli dożyje, to kiedyś ją zabije. Kiedyś.
Oczy mu się podkrążyły, robił się ciepły, a z czoła kapał pot. Czyżby zaczęły u niego występować objawy gorączki, spowodowane zakażeniem? Hm, jeśli będzie trzeba amputować nogę to dalej pozostaje ryzyko, że z nim może być gorzej.
-Suka...- Dodał po czym stracił przytomność. Wiadomym było o kim mówił. Ale teraz nikt się and tym rozwodzić nie będzie. Głowa Reinsa zwisała bezwładnie. Jego sytuacja była coraz gorsza. Tracił krew, objawy choróbstwa zaczęły występować, a on sam nie miał siły na nic. Nawet na utrzymanie przytomności...

_________________
Zemsta
...


Patrzysz na człowieka który stracił wszystko co mu ofiarowano. Patrzysz na człowieka który nie ma już nic. Patrzysz na człowieka któremu świat runął na głowę.
Tylko zemsta jeszcze trzyma mnie przy życiu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mariota Appleby

avatar

Skąd : Sprattus
Praca : Łuczniczka

PisanieTemat: Re: Łąka   Nie Cze 08, 2014 1:08 pm

-Ta, dobijać- mruknęła, zerkając na niego spode łba.
Mówiła już, że zabijać nie chciała, a że przypadkowo coś przestrzeliła ważniejszego niż jedynie mięśnie to może i jej wina, ale przecież nie będzie w związku z tym nikogo zabijać ani brać kolejnego życia na sumienie.
Przynajmniej do czasu, kiedy sobie ten ktoś nie zasłuży.
Czym mógłby zasłużyć?
Wyzwiskiem.
-Dam ci ja sukę- warknęła, gwałtownie ściągając wodze Hirundy, by go zatrzymać.
Zrabowany podróżnikowi koń równie gwałtownie zatrzymał się, zarzucił łbem i mało energicznie zatańczył w miejscu, nieco przestraszony zbyt nagłymi ruchami zwierzęcia przed nim oraz dosiadającej go amazonki. Dziewczyna popatrzyła na zemdlałego jak na śmiecia, po czym bezceremonialnie zepchnęła go z siodła na którym leżał.
Spadł w trawę przy ścieżce niczym wór pełen kartofli lub innego kopalnego warzywa, być może nawet dodatkowo jeszcze coś łamiąc.
Wściekła za wyzwisko panienka wyciągnęła ponownie łuk, założyła strzałę na cięciwę, po czym przebiła mu na wylot jeszcze drugą nogę, zbyt zła na niewdzięcznika, by zastanowić się, czy to go nie zabije - o to już nie dbała. Ładny ryj czy brzydki, tfu, już nieważne! Byle tylko już na niego nie patrzeć, bo zniesmaczenie bierze. Splunęła na twarz nieprzytomnego, zawróciła konia ciągnąc za sobą również zrabowane zwierzę, nagle nieco energiczniejsze i jakby zadowolone, że pozbyło się ciężaru jeźdźca bez świadomości kołyszącego się w siodle.
Ścisnęła Hirundę piętami, smagnęła bacikiem z cienkiej gałązki wierzchowca skradzionego na szlaku, po czym powolnym kłusem zawróciła ku miastu.
Zawracając oba konie nie zwracała nawet uwagi na to, czy przypadkiem któreś ze zwierząt nie przydepnie podkutym kopytem leżącego bezwładnie w trawie krwawiącego potężnie mężczyzny bladego jak ściana.
Cmoknęła na zwierzaki, nie oglądając się za siebie.
Jedynie grotów żałowała, że straciła, i piór z lotek - takie groty drogie były, a piórka cudnie się na lotki nadawały.
A, kij z tym.
Ważne, żeby tego ryja już nie oglądać.
[z/t]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Boży Głupiec

avatar

Ród : Ho hej
Skąd : Oddzwoneczkuj się!
Praca : Żarciki

PisanieTemat: Re: Łąka   Nie Cze 08, 2014 1:21 pm

Drzewka szeptały sobie, stykając się czule liśćmi, króliczki kicały od krzaczka do krzaczka, trawa głośno rosła, a ścieżką wędrował skacowany mężczyzna.
-Łobogowie, wina dajcie- czknął gdy wpadł na drzewo.
Spojrzał na pień krytycznie, kiwając się nieco, nie do końca utrzymując pionową postawę. Widział chyba w drzewie mężczyznę, gdyż zamachnął się ręką z dłonią zaciśniętą w pięść, chcąc wymierzyć temu mężczyźnie, którego widział w szorstkim pniu karę za wpadanie na niego, groźnego i silnego, całkowicie oczywiście trzeźwego, godnego obywatela Amentesu.
Zatoczył się jednakże, ciągnięty siłą ręki, padł w trawę, a raczej - spadł na mężczyznę leżącego przy ścieżce. Zaczął, sapiąc i kląc, podnosić się z ziemi. Niechcący wsadził rękę w lekko rozwarte usta mężczyzny, przez co niemal natychmiastowo otrzeźwiał.
-Łobogowie, ubił żem człeka!- jęknął przerażony, patrząc na mężczyznę nad którym stał na czworaka.
Wytrzeszczył oczy, odskoczył, padając zadem w trawę za sobą. Dłonie i koszulę miał we krwi, która zabłądziła również na zarośniętą brodą twarz, splątując kręcone włosy zarostu.
-Łobogowie, zbóje!- wydarł się cienkim, niemal kobiecym głosem, ponownie czkając, gdy tylko zobaczył tkwiące z kolan nieprzytomnego mężczyzny strzały.
Wstał powoli, przyglądając się nieufnie bezwładnemu, blademu jak ściana facetowi spoczywającemu na poboczu ścieżynki, jak gdyby ten krwawiący nieprzytomny miał zamienić się zaraz w upiora i rzucić się z zębami na jego szyję bądź męskie przyrodzenie, chcąc pozbawić możliwości zabawiania się z córką młynarza.
Potrząsnął głową.
Zatoczył się znów, niemal ponownie upadając na broczącego krwią rannego.
Podniósł go za jedną rękę, za drugą, zarzucił obie na plecy.
I zaczął ciągnąć go za sobą, szorującego nogami po ścieżce, jakby miał do czynienia z belą siana, nie z rannym człowiekiem.
Czkał co jakiś czas po drodze, zmierzając ku chacie wiedźmy.
[z/t dla Reinsa]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mariota Appleby

avatar

Skąd : Sprattus
Praca : Łuczniczka

PisanieTemat: Re: Łąka   Sob Cze 14, 2014 7:14 pm

Od razu wytarła krew podróżnika z drogocennego siodła, które miała ochotę zatrzymać dla siebie zamiast sprzedawać - wyglądało na rozkosznie drogie i wygodne dla zmęczonych długą drogą pośladków biednej łuczniczki, zwłaszcza wysokie łęki przedni oraz tylny, pozwalające rozsiąść się nieco jak w fotelu na wyszywanym grubą, żółtą nicią w nieokreślony bliżej wzór przypominający arabeskę czarnym siedzisku. Ogłowie do kompletu było równie piękne, godne książęcych dłoni oraz królewskiego rumaka.
Rumak sam w sobie wydawał się być godnym członka królewskiej rodziny.
Powoli jechała jedną dłonią trzymając wodze obu koni. Zrabowane zwierzę człapało, zmęczone, za nią i jej rączym Hirundą od czasu do czasu machającym łbem z niezadowolenia – jak można tak wolno poruszać się będąc już na granicy lasu? Przecież miejsca jak to, pełne trawy i młodych kwiatków, aż proszą się o galop, o pełen pęd którym pokonałoby się rozciągającą się szeroko łąkę na skoś. Dziewczyna splunęła na bok, poprawiła wolną ręką pas na którym trzymała się jej pleców pochwa z łukiem. Zakręciła powoli barkiem, jak gdyby była zmęczonym wojakiem, nie jedynie złodziejką wędrującą ze swoim łupem ku miastu, by opchnąć za jak największą cenę zdobycze.
Zdobycze, które były naprawdę wartościowe, co nawet jej średnio wprawne oko mogło ocenić i docenić. Szable zwieszające się przy siodle Hirundy, pas ze sztyletami zapięty na biodrach - wszystko miało piękne rękojeście, a wydawało się być ostre tak, iż upuszczony nań włos rozpadłby się wpół po zetknięciu z ostrzem.
Smagnęła wierzbową witką ukradzionego konia pięknej, buławej maści, o krótko ściętej grzywie, ledwo wędrującego pod ciężkim siodłem.
-Ależ ten twój jeździec zidiociały być musiał, tak rumaka twojego pokroju zajeździć- splunęła ponownie, wcześniej wygłosiwszy nieprzychylny komentarz z marsową miną.
Ha! Odcmyka trochę zwierzaka, to może będzie równie dobrym wierzchowcem, co jej Hirundo wiecznie spragniony pędu!
Wyjechali z lasu powolnym tempem, łąki otworzyły się przed nimi swoją zielonością, delikatnym wietrzykiem rozganiającym upał późnej wiosny czy też wczesnego lata. Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem, zerkając spod daszka dłoni na niebo, na którym pasła się jedynie jedna mała chmurka niczym czyściutka owieczka. Mariotka potoczyła potem spojrzeniem po okolicy – dostrzegła pastuszków i pastereczki, dostrzegła posilające się trawą trzody krówek, świń, owiec i kóz, a także kilka koni szczypiących leniwie zieleń pastwisk.
-Co powiecie, konichy, na popas?- zaproponowała wzdychając z zadowoleniem, upajając się zapachem zbliżającego się wielkimi krokami gorącego, wilgotnego lata.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cosima Arenaza

avatar

Skąd : Jaszczurczy Ogon
Praca : pasterka

PisanieTemat: Re: Łąka   Sob Cze 14, 2014 8:40 pm

Późna już była pora i bogowie jedynie wiedzą, dlaczego nieśmiała pastereczka dopiero teraz kroczyła drogą, prowadzącą od jej domostwa aż po łąki. Cosima mimo zerwania się ze swego łóżka już bladym świtem, wyraźnie musiała mieć sporo innych zadań, opóźniających jej wyjście z kozami.
I może nawet mogłaby dziś wyręczyć się młodszą siostrą, jednak poczucie obowiązku nie pozwalało dziewczęciu zostawić swe stado w rękach innej osoby. Poganiała więc te co niechętniej podążały na pastwisko, stukając kijem o ziemię i wymawiając imiona jakie nadała. Kozy jednak, choć jak bardzo ukochane przez Cosimę, tak samo były uparte i wystawiały cierpliwość pasterki na próbę. Dziś chyba bardziej smakowała im trawka przy ścieżce, gdzie miały ochotę się zatrzymać i nie iść dalej. Cosima jednak nie dawała za wygraną, pragnąc dostać się w miejsce, które zwykle wybierała. Położone na uboczu, w oddaleniu od głównych ścieżek, gdzie mogła w ciszy rozsiąść się w cieniu drzew i ćwiczyć rysunki, które lubiła tworzyć, chociaż talentu wielkiego nie miała.
Cosima nieśmiało odpowiadała na pozdrowienia ze strony mijanych młodzieńców i panien w podobnym wieku, którzy zbierali się razem, już dawno porzucając próby zaproszenia ją do swego grona. Zawsze wymawiała się obowiązkami, opuszczając spojrzenie i przyspieszając kroku. I może nawet chciałaby skorzystać z propozycji, ale strach przed kompromitacją na oczach tylu osób, okazywał się silniejszy.
- Tavia, nie zaczepiaj Osela!
Z rozbawieniem odezwała się do jednej z młodszych kózek, która jeszcze tkwiła na etapie dziecinnych zabaw i była jednym z najbardziej pociesznych stworzeń, jakie kiedykolwiek Cosima widziała.
Zatrzymała się wreszcie w wybranym miejscu i rozglądnęła wokoło, powoli przysiadając pod drzewem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mariota Appleby

avatar

Skąd : Sprattus
Praca : Łuczniczka

PisanieTemat: Re: Łąka   Sob Cze 14, 2014 9:50 pm

Hirundo prychnął niezadowolony, gdy dziewczyna usztywniła dosiad, zatrzymując go, kiedy skradziony koń nie potrzebował nawet ściągnięcia wodzy czy szarpnięcia, ani nawet głosowej komendy - zatrzymał się po prostu, ze zwieszoną ze zmęczenia głową. Dziewczyna wyskoczyła z siodła i niemal nie wpadła na kózkę, która podbiegła, by zaczepiać Hirundę. Koń strzygł uszami na małe stworzonko pobekujące radośnie.
-A won mnie stąd- zaśmiała się łuczniczka, zamachując się ręką niby dla odpędzenia młodej kozy, która jednakże bawiła ją na tyle, by Mariota nie była zła za przeszkadzanie jej w odpoczynku. Ściągnęła drogocenne siodło ze skradzionego zwierzęcia, odłożyła je na trawę nie mając innego miejsca na nie, podpięła koniowi wodze, by nie zsunęły mu się przez łeb i nie spadły przed kopyta.
Hirundo zaczął brykać trochę dookoła razem z kózką, zaś koń-zdobycz złodziejska wydawał się być całkowicie obojętny. Uwolniony od siodła natychmiast pochylił łeb, by zacząć skubać trawę niedaleko ścieżki. Dziewczyna poklepała go po szyi, szepcząc coś czule - odczuwała swego rodzaju afekt względem koni. Uważała je za dumne i silne zwierzęta, nie tracące swego nieokiełznanego uroku oraz hartu nawet z wędzidłem w pysku i batem smagającym je po zadach.
Gwizdnęła na swojego konia, który z uniesionym w zabawie ogonem podkłusował do niej wysoko unosząc nogi, jak gdyby na pokaz. Kózka, mecząc, pobiegła za nim. Swego rumaka Mariota oporządziła podobnie jak wcześniej skradzionego bułanka, zdejmując siodło i podpinając wodze.
Pozwoliła koniom pasać się i brykać z kozą, kiedy sama podeszła do jakiejś pasterki siedzącej pod drzewem.
-Te, pasterka- zaczepiła ją, pozdrawiając niedbałym salutem dwóch palców złożonych razem. -Konia jednego mi na fermie przechowacie przez dni kilka z rodziną? Zapłacę- splunęła po męsku, wsuwając dłonie w kieszenie męskich spodni które miała na sobie.
Wzrokiem śledziła Hirundę - uspokoiwszy się zaczął paść się przy nowym, bułanym towarzyszu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cosima Arenaza

avatar

Skąd : Jaszczurczy Ogon
Praca : pasterka

PisanieTemat: Re: Łąka   Sob Cze 14, 2014 10:17 pm

Cosima już wyciągała z torby szkicownik, który wyglądał na stary i jakby niedawno do użytku znowu zabrany. Obcy głos jednak prędko oderwał jej myśli od małej przyjemności. Pasterka podniosła spojrzenie, od razu kierując je na dziewczynę i swą kózkę, która postanowiła posłuchać swej pani i pozaczepiać kogoś innego niż Osela. Dziewczę spojrzało z lękiem na nieznajomą, która nie wydawała się niezadowolona z obecności zwierzaka, ale mogła to szybko nadrobić. Cosima podparła się na ręce, przechylając w stronę kózki i zastanawiając czy wstawać, aby podbiec do zwierzaka i złapać go zanim narobi jakichś szkód, albo sobie krzywdę. Z końmi nie była oswojona, pewnie uważając go za większą wersję swych kozich towarzyszy. Cosima nie chciała, aby się mała wepchała pod jego kopyta.
- Tavia!
Zawołała na kózkę, która ani myślała posłuchać, zbyt rozbrykana w zabawie z nowym przyjacielem. Pasterka już chciała się podnieść, gdy dostrzegła jak zbliża się ku niej nieznajoma. Wrodzona nieśmiałość niemal od razu wywołała przyspieszone bicie serca i napad gorąca, wywołanego przez zdenerwowanie. Już szukała słów przeprosin, wstając z trawy i patrząc na dziewczynę niespokojnie, gdy ta się odezwała, wprawiając Cosimę w konsternację. Także swym zachowaniem! No bo kto to widział, żeby panienka się tak zachowywała. Pasterka aż popatrzyła w miejsce, gdzie ślina na trawę poleciała i znowu na nieznajomą zerknęła.
- Ja nie wiem. Ojca musiałabym spytać.
Odezwała się, nieco ciszej niż można było się spodziewać. W gwarnym mieście nie dałoby się jej może nawet usłyszeć. Szczęściem, że były w miejscu gdzie tylko trele ptaków ciszę zakłócały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mariota Appleby

avatar

Skąd : Sprattus
Praca : Łuczniczka

PisanieTemat: Re: Łąka   Sob Cze 14, 2014 10:42 pm

Ptaki się darły, słońce świeciło już jak pod zachód słońca, coraz niżej nad horyzontem, wciąż jednak nie zabarwiając na żadne odcienie wieczoru nieba. Mariota ledwo usłyszała odpowiedź dziewczyny - zakołysała się na piętach odsupłując od paska jedną ręką sakiewkę. Wolną dłonią zaś ujęła podbródek dziewczęcia, uniosła wyżej, jak zwykle za wysoka dla innych panienek by mogły spojrzeć jej w twarz. Spojrzała jej w oczy, oceniając ją bardzo widocznie - przesunęła wzrokiem po buzieńce, jak gdyby chciała ocenić czy warto zaufać jej, a co za tym szło - jej rodzinie.
-Głośniej gadaj, tu nie kaplica, dziewko- uniosła kącik ust, jakby czymś rozbawiona. Puściła w końcu brodę panienki, poklepała ją po policzku uśmiechając się chytrze. Wyciągnęła z sakiewki srebrną monetę i wcisnęła ją pasterce w dłoń. -Leć, pytaj. Bez zwłoki- powiedziała niemal tak, jak gdyby wydawała pasterce polecenie, jednak uśmiech na jej twarzy oraz błysk w oku wydawały się być wystarczającymi przesłankami, jeżeli nie liczyć monety w palcach oraz widoku łuku sterczącego zza pleców zchłopiałej pannicy, by wykonać to, o co prosiła.

//nie mam weny jakoś .-.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cosima Arenaza

avatar

Skąd : Jaszczurczy Ogon
Praca : pasterka

PisanieTemat: Re: Łąka   Sob Cze 14, 2014 11:00 pm

Cosima ze strachem spojrzała w oczy nieznajomej, gdy ta postanowiła złapać ją za podbródek. Była pewna, że zaraz otrzyma cios i chciała coś powiedzieć, zapewne przeprosiny, ale tylko usta otworzyła, nie mając śmiałości na wypowiedzenie jakichkolwiek słów. Wpatrywała się w Mariotę równie intensywnie co ona w nią, jednak nie miała tej samej pewności siebie ani spokoju ducha. Aplebby może mogła nawet zauważyć jak dziewczę drży w lęku o siebie, nie mogąc jednak wykonać choćby ruchu.
A przecież powinna. Powinna umieć reagować na zachowania, które jej się nie podobały. Dalej się nie nauczyła, woląc unikać takich sytuacji niż z nimi walczyć. Dobrze jednak, że dziś trafiła na Mariotę a nie kolejnego bezczelnego mężczyznę. Przełknęła ślinę, gdy nieznajoma ją puściła. Wycofała się zaraz o krok i spojrzała na monetę w swej dłoni, z zaskoczeniem przyjmując ten podarek.
- Ale... ojciec jest w centrum i wróci jutro.
Odpowiedziała, równie cicho i z obawą o to, że może obrazić swą odpowiedzią dziewczynę. A przecież nie taki był jej zamiar. Chciała wspomóc przyjezdną, ale nie mogła decydować o własności swego ojca podczas jego nieobecności. Popatrzyła na łuczniczkę, zatrzymując spojrzenie na jej broni i denerwując się podwójnie. Pozazdrościła jej teraz tej swobody, bo jej sama odpowiedź sprawiała wiele problemów.
- Ale jeśli pani nalega...?
Dodała szybko, chcąc zażegnać ewentualną złość panny, zachowującej się jak mężczyzna. Nigdy nie mając z kimś takim do czynienia, nie wiedziała jak ma postępować. Była więc tak samo zestresowana jak w przypadku kontaktu z jakimkolwiek obcym mężczyzną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mariota Appleby

avatar

Skąd : Sprattus
Praca : Łuczniczka

PisanieTemat: Re: Łąka   Nie Cze 15, 2014 9:01 am

Mariota była bezczelną kobietą - gorsze to niż bezczelny mężczyzna, choć nie zgwałci, taki pozytyw.
Roztrzęsiona dziewka była kimś, kim Mariota nigdy być nie chciała. Dziewczyna gnąca się nad robotą, w przyszłości zapewne zgięta niemal wpół od garbu, który narośnie jej na plecach przez to ślęczenie nad szyciem czy kucharzeniem. Widocznie bała się łuczniczki o bystrym, niebieskim jak woda spojrzeniu. Na miejscu tej dziewki Mariota już dawno sklęłaby na czym świat stoi osobę mającą odwagę traktować ją niby poślednią służkę.
Na odpowiedź ciemnowłosa panienka zakołysała się znów na pięcie, w zamyśleniu nieco marszcząc brwi i sznurując usteczka.
-Bies by to brał- burknęła pod nosem, rozcierając dłonią kark. Spojrzała znów jasnym wzrokiem na pannicę, nagle zadowolona, najwidoczniej wymyśliwszy rozwiązanie problemiku. -Skoro ojca nie ma, to mi weźmiesz konia do obórki, dziewko, na jedną noc póki co- powiedziała nieco władczo, jakby pastereczka nie miała nic w tej sprawie do gadania.
Właściwie niewiele miała do powiedzenia - Mariotka z łukiem oraz sztylecikami, a także z brakiem jakichś szczególnie wielkich skrupułów była osobą, której się nie odmawiało, gdy ładnie prosiła, bo mogła się prośba przerodzić w groźbę.
Łuczniczka obejrzała się na konie - Hirundę pasącego się spokojnie, leniwie oganiającego się ogonem od much, podszczypywała młoda kózka, a bok skradzionego bułanka zdobiła wielka plama krwi, którą zbroczył się jego wcześniejszy właściciel po tym jak złodziejka i buntowniczka w jednym przestrzeliła mu nogę.
Potem z resztą przestrzeliła również drugą.
"Groty przednie przez durnia straciłam, kurwa nędza"- pomyślała ponownie spluwając na bok, jak gdyby miała za dużo śliny.
W rzeczywistości zwyczajnie nie lubiła przełykać nadmiaru śliny, który zbierał się w ustach.
Wolała ją wypluć, a potem zwilżyć gardło piwem bądź winem, w ostatnim przypadku jakąś smaczną wybitnie poleweczką, z całą pewnością nie karczmianą.
Wyciągnęła z sakiewki kolejną srebrną monetę, zbliżyła się do dziewczęcia i wrzuciła jej ją za dekolt, jak gdyby była tanią dziwką, nie ubogą i zlęknioną pasterką za murami miasta.
-Posilą się konichy i zabierasz nas pod obórkę, cobym bułanka zostawiła- zarządziła siadając pod drzewem.
Oparła plecy o pień, nogi wyciągnęła przed sobą, rozchyliła nieco luźno związane sznureczki pod szyją, dla większej swobody. Złożyła ręce na piersi przyglądając się z rozbawieniem zmieszanej i przestraszonej pastereczce.
-No nie bójże się, pannico. Nie utłukę- zaśmiała się zarzucając włosami.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cosima Arenaza

avatar

Skąd : Jaszczurczy Ogon
Praca : pasterka

PisanieTemat: Re: Łąka   Nie Cze 15, 2014 2:35 pm

Oh nie! Cosima nie chciała oglądać niczyjego niezadowolenia, malującego się na twarzy. Zlękła się jeszcze bardziej, że swą odpowiedzią nic nie wskórała, tylko w gniew nieznajomą wpędzając. Aż wstrzymała oddech, obserwując ruchy łuczniczki i żałując, że nie znalazła się tu wcześniej. Może dzięki temu wracałaby teraz do domu i nie musiała rozmawiać z obcą osobą? Nie wiedziała cóż może jeszcze dodać, by gniew dziewczyny nieco zelżał. Czy mogła odetchnąć, widząc jak nieznajomej znowu łagodnieje oblicze?
- Em dobrze.
Odpowiedziała, równie cicho jak poprzednio, w zdenerwowaniu zaciskając dłoń na materiale sweej biednej, starej sukni. Nie miała siły, aby postawić się nieznajomej, która przytłaczała swym butnym nastawieniem. Nawet myśl o tym, że ojciec może nie być zadowolony, nie pomogła jej odmówić ani wskazać innego odpowiedniego miejsca. Popatrzyła w ślad za spojrzeniem łuczniczki i aż usta z niedowierzania otworzyła, widząc krew na koniu. Co się mogło stać? Cosima szybko opuściła spojrzenie, gdy Mariota się do niej zbliżyła. Gdy wrzuciła pieniążek, pasterka dłonią przykryła ten kawałek widocznej skóry pod szyją, jakby suknia cokolwiek odkrywała i zaczerwieniła ze wstydu. Spojrzała na dekolt, korzystając z okazji, że łuczniczka zajmuje miejsce pod drzewem i wsunęła dłoń pod materiał, aby wyciągnąć monetę.
- Nie, nie boję się.
Zaprzeczyła, chociaż bez przekonania, a z jeszcze bardziej czerwonymi policzkami ze wstydu i lęku, przed zauważeniem tego przez innych. Nieśmiało podeszła do własnej torby i przyklękła na trawie, by schować dwie monety jakie dostała. Wyciągnęła za to kawałek chleba i sera, zapakowane w biały materiał i podała go nieznajomej, chyba tylko po to aby nieco udobruchać.
- Pani pewnie głodna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mariota Appleby

avatar

Skąd : Sprattus
Praca : Łuczniczka

PisanieTemat: Re: Łąka   Wto Cze 17, 2014 6:49 pm

Tak, spokojnie mogła odetchnąć, Mariota przecież w ogólnym rozliczeniu nie była agresywna ani skora do niepotrzebnej przemocy. Jedynie gdy kradła lub ratowała własną skórę zdarzało jej się kogoś pobić czy zabić, ale cóż - niektóre zawody wymagają ofiar w ludziach, tak wygląda świat. Łuczniczka jest jednym z tych, który zwiększa liczbę tych ofiar bronią, nie własną piersią.
Bawiła ją nieśmiała pastereczka, która wydawała się chcieć być wszędzie, tylko nie w towarzystwie bezczelnej Mariotki.
-No i to jest podejście jakie lubię- zaśmiała się rubasznie, klepiąc krzepko panienkę po plecach. -Bez obawy, ojciec zły nie będzie jak mu o monetę więcej za noc zapłacę, spokojna twoja rozczochrana- dodała, wesoła znów i radosna, nie myśląc o zajściu z lasu, gdzie porzuciła człowieka zapewne na śmierć z wykrwawienia.
Buta, wraz z zamiłowaniem do łuku, były najlepszymi przyjaciółkami wędrownej zbójniczki - nic więc dziwnego, że tak często panienka znajdowała się w centrach sporów oraz bitek, z których uciekała po okiennicy na krokwie pod sufitem karczmy, gdzie zaszywała się w cieniu, często aż do rana, najpierw uważając, by nie zostać zauważoną przez drugą stronę sporu, potem już tylko siedząc tam i kiwając nogami w oczekiwaniu na zniknięcie ich z zasięgu wzroku - obserwowała wściekłych ucieczką pyskatej panny mężczyzn kotłujących się za oknami karczmy.
Na zapewnienie o braku strachu Mariota przez chwilę patrzyła wzrokiem pełnym błysku oceny, po czym roześmiała się głośno, z pełnych płuc. Odrzuciła głowę do tyłu, przymknęła z rozbawienia oczy, które wkrótce musiała delikatnie ocierać palcami, gdyż załzawiły się nieznacznie od rechotu.
-Ta, nie boisz się- powiedziała w końcu przełykając swoje rozbawienie.
Charknęła obrzydliwie, splunęła jak najdalej od siebie.
Na zaproponowane jedzenie spojrzała tylko bystro, na chwilę przenosząc spojrzenie na pastereczkę.
-Ano, przekąszę, jak dają- powiedziała z sympatycznym uśmiechem.
Przejęła chleb oraz ser, ułamała sobie po niewielkim kawałku, nie chcąc zbyt wiele zabierać wyglądającej na ubogą dziewczynie, a jednocześnie nie mając zamiaru uczynić jej afrontu odmową posiłku.
Zaczęła powoli jeść, dość jak na nią kulturalnie, bez rozmowy z pełnymi ustami i wpychania do ust zbyt dużej ilości jedzenia. Spojrzała na konia o sierści zbrukanej na boku krwią.
-Tego z krwią, bym u was zostawiła. Facet, zagranicznej urody, jakby się oń pytał, to nie widzieliście żadnego bułanka- powiedziała poważnie, mierząc wzrokiem dziewczynę, po czym wrzucając do gęby resztkę sera, którą trzymała jeszcze w dłoni. Przełknęła, po czym podjęła dalszą część zdania. -Kradziony- wytłumaczyła jednym słowem, przenosząc znów spojrzenie na swoje wierzchowce. -Dobre konisko, tylko go niemal na śmierć zajeździł, dureń, co właścicielem był- pokręciła z dezaprobatą głową, nieświadomie stawiając się w pozycji osoby wojującej o prawa zwierząt do godnego traktowania.
Mariota - kobieta wyprzedzająca swoje czasy o stulecia.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cosima Arenaza

avatar

Skąd : Jaszczurczy Ogon
Praca : pasterka

PisanieTemat: Re: Łąka   Sro Cze 18, 2014 9:26 am

Nieśmiały uśmiech pojawił się na ustach Cosimy, gdy jej towarzyszka nie wzgardziła skromnym poczęstunkiem. I chociaż pasterka wyglądała jakby w każdej chwili miała zerwać się z miejsca, by uciec, to jednak twardo tkwiła w miejscu. Może strach przed gniewem łuczniczki był tego przyczyną?
Cosima usiadła na trawie, zaraz zwracając swe spojrzenie na jedną z kózek, która postanowiła dołączyć do swej pani. Zwierzak podszedł i skubnął pasterkę za materiał na plecach, domagając się uwagi. Dziewczyna uśmiechnęła się do swej podopiecznej i podrapała po grzbiecie, tylko swym zwierzakom ukazując śmiałą i spokojną naturę. Długo jednak uwagi kozie nie poświęcała, bowiem głos Marioty kazał na nią spojrzeć. I jeśli na moment Cosima się rozluźniła, tak zaraz strach ją na nowo ogarnął.
- Kradziony?
Mariota mogła ujrzeć jak wygląda przerażenie na twarzy dziewczęcia. No bo przecież jak to? Ona nie powinna narażać rodziny! Biedna młódka była teraz straszliwie skołowana. Nie potrafiła kobiecie odmówić, czując się jak pod ścianą, a teraz dowiedziała się, że wielka kara może spaść na głowę rodziny.
- Ja nie mogę...
Powiedziała cicho, ze strachu spuszczając spojrzenie na trawę, którą skubała nerwowo. Dlaczego ona? Nie mogła mieć kolejnego spokojnego dnia, który spędziłaby w samotności? Cała blada na twarzy, zacisnęła usta, czując jak mają ochotę drżeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mariota Appleby

avatar

Skąd : Sprattus
Praca : Łuczniczka

PisanieTemat: Re: Łąka   Sro Cze 25, 2014 9:38 pm

Mariota wyczuwała spięcie dziewczyny, przyjmowała je za zabawne. Nie rozumiała jak można bać się pojedynczej osoby z łukiem, osoby, która płaci ci monetami za przechowanie zwierzęcia, i to srebrnymi, nie miedziakami. Uśmiechnięta łuczniczka przestałaby dopiero być uśmiechnięta, gdyby Cosima zaczęła na nią lżyć albo gdyby splunęła jej w twarz. Jak mogłaby być na nią zła za to, że wstałaby i odeszła? Mariotka zwyczajnie wtedy wzruszyłaby ramionami zaczynając ponownie przyglądać się swoim dwóm wierzchowcom.
Dziewczyna przyglądała się najpierw z wesołością w oczach małej, zaczepnej kózce. Ujęła między kciuk i wskazujący palec długie źdźbło trawy, delikatnie zaczęła wodzić opuszką kciuka po cienkiej, zielonej łodyżce.
-Ano kradziony, nie inakszej- zaśmiała się łuczniczka zrywając trzymane między palcami źdźbło.
Wsunęła je w usta, przygryzła lekko między zębami. Poruszyła wargami, przez co źdźbło poruszyło się zamaszystym ruchem. Zatrzepotała rzęsami, jak gdyby coś wpadło jej do oka. Potarła powiekę kułakiem, znów zaczęła mrugać. Splunęła na bok, gdy oko zaczęło piec niemiłosiernie od tarcia. Przeklęła cicho pod nosem, po czym zwróciła spojrzenie na panienkę siedzącą nieopodal, wydającą się być jeszcze bardziej wylęknioną niż do tej pory, jak gdyby po raz pierwszy w życiu miała do czynienia ze skradzionymi własnościami.
-A możesz, pannica, możesz - kto broni?- spytała z kwaśnym przez paproch w oku uśmiechem, znów pocierając powiekę dłonią zwiniętą w pięść. -Nie bójta się, okulały tamten będzie, obronicie się z ojcem widłami jak trza będzie- powiedziała, nieco wyżej unosząc kącik ust.
Oparła się wygodniej o pień drzewa, gwizdnięciem przywołała Hirundę. Koń podbiegł z uniesionym wysoko ogonem i radością w oczach, wysoko unosząc nogi, jakby chciał popisać się przed nowym kompanem - bułankiem - swoją sprawnością oraz pięknem arabskiej krwi.
-To jak będzie? Przechowacie na tę jedną noc?- spytała powstrzymując się od drapania powieki i gmerania przy zaczerwienionym już oku, zaczynającym powoli łzawić. -Jeszcze jedną monetę dam, a niech stracę- powiedziała, kusząc by usłyszeć odpowiedź pozytywną.
Poklepała pochylającego się nad nią konia po szyi, zaczęła głaskać go oburącz po łbie, drapać czoło i nasadę grzywy.
Wierny Hirundo zasługiwał na pieszczoty.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Boży Głupiec

avatar

Ród : Ho hej
Skąd : Oddzwoneczkuj się!
Praca : Żarciki

PisanieTemat: Re: Łąka   Sob Sie 23, 2014 5:59 pm

Kilka jeszcze krótkich, mało wnoszących do rozmowy odpowiedzi nieśmiałej Cosimy sprawiło, że nawet gadatliwa zazwyczaj i butna Mariota zamilkła, zmęczona usiłowaniem nawiązania jakiegokolwiek kontaktu z pastereczką. Siedziała tylko, oglądając konie, przeżuwając źdźbło trawy i usiłując wyciągnąć z oka paproch. Cosima natomiast wydawała się siedzieć jak na szpilkach, zupełnie jak gdyby łuczniczka miała zaraz poderwać się, unosząc łuk do twarzy, zakładając już na cięciwę strzałę wcześniej wyciągniętą z kołczanu. Biedna, spięta pastereczka, która najwyraźniej bała się złodziejskiego nasienia wypoczywającego po sprawnym, leśnym napadzie pod sąsiednim drzewem. Dlatego też wypasająca swoje kochane kózki dziewczyna uciekła jak najszybciej, bardzo grzecznie żegnając się z nowopoznaną rówieśniczką. Mariota tylko wzruszyła ramionami, nie patrząc nawet za pasterką. Wstała za jakąś godzinę spod drzewa, przywołała Hirundę, a bułanek z zakrwawionym bokiem podążył za karoszem, jakby już uznał go za alfę. Zarzuciła siodło na grzbiet skradzionego zwierza, wskoczyła zwinnie na grzbiet własnego wierzchowca i wyruszyła znaleźć farmę skłonną przechować jednego konia, wyklinając się za zbytnią rozrzutność względem pasterki przez którą straciła kilka monet.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kraven Vakoss

avatar

Ród : Vakoss
Skąd : Ceras
Praca : Następca tronu

PisanieTemat: Re: Łąka   Nie Sie 31, 2014 6:58 pm

Gdy niewiasta przemówiła swym anielskim jakże pięknym dźwięcznym głosikiem skowronka uśmiechnąłem się promiennie doń i skinąłem głową. Nie ujęła mego ramienia co mnie nieco zaskoczyło ale i pochlebiło ów kobiecie. A raczej jeszcze dziecku. Gdy już po chwili umówieni rozeszliśmy się w swoje strony pośpieszyłem odziać się odpowiednio do przejażdżki jak i przygotować się. Równie ważne było, by księżniczka czuła się w mym towarzystwie odpowiednio do swego stanu jak i nie lepiej. Gdy po pełnym przesypaniu klepsydry stałem u stajni z koniem u boku dostrzegłem jak piękność zbliża się nie ubłagalnie. Lekko skinąłem jej głową po czym dosiadłem konia tuż po niej.
- Czyżby Pani? Jesteś tego pewna? Może jeśli nie masz nic przeciw sprawdzim ile wyniosą nasze rumaki? Mój ogier nie jedno wyniósł.
Przyznał choć wiedział, że i tak da jej fory, była kobietą a takowym się ustępuje bynajmniej częściowo. Gdy już po chwili wyruszyli niemal cwałem zaśmiałem się w głos.
- No paczcie ileż wasza klacz wyciąga. Lepiej niż nie jeden ogier.
Ozwał się jadąc nieco wolniej niż księżniczka. W końcu po co odbierać kobiecie okazję do radości? Gdy w końcu dogoniłem ją zwolniłem nieco by wyrównać.
- Może powiesz coś Pani o sobie? Adoratorów wiele Panienka ma zapewne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anastasia Aviona
Rodzina Królewska
Rodzina Królewska
avatar

Ród : Karniwor, Kulkidd
Skąd : Lunarium
Praca : bycie księżniczką

PisanieTemat: Re: Łąka   Nie Sie 31, 2014 7:40 pm

Niby ruszyli z kopyta, a tren wierzchniej sukni powiewał wraz z warkoczem za dziewczyną, gdy potężny kasztankowy ogier sadził kolejne fule galopu, a mężczyzna na koniu tuż obok sądził, że daje im fory. Ha! Zetta czuła, jak mięśnie jej konia spinają się, gdy ona powstrzymuje rumaka przed wyrwaniem wprzód i pokazaniem wszystkich swych umiejętności. Sprowadzany z Grabieży nadawał się nawet do bitwy, do noszenia rycerza w pełnym rynsztunku wciąż pędząc na łeb, na szyję, jak więc lekkość kruchej bladolicej księżniczki miałaby w jakikolwiek sposób być zbyt dużym obciążeniem? Nie byłoby przesadą stwierdzenie, że Anastasia i jej Feliks byli najszybszą parą koń i jeździec w królewskim dworze.
-Klacz? Och, rumaki chyba nie są pańską pasją- zaśmiała się, opadając z gracją w siodło, do wysiadywanego galopu, rezygnując z półsiadu. Trzymała wodze luźno, wiedząc, że konia prowadzi się naciskiem nóg, nie ciąganiem za pysk. Znała do tego dobrze swego złotogrzywego ogierka, wiele razy przesadzali razem strumienie oraz płoty, nie mając z tym najmniejszego problemu.
W niedługo potem zwolnili, Zetta powściągnęła pęd rumaka, pozwalając mu iść jedynie prężnym kłusem. Pobudziła piętami jego boki, by zaprezentował się w pasażu i tym samym zwolnił jeszcze trochę. Posłusznie obniżył zad, opuścił łeb, zaczął unosić wysoko nogi jak gdyby był baleriną przeskakującą z jednej stópki na drugą. Machał zadbanym, lśniącym ogonem, parsknął cicho.
Odpuściła mu, przyspieszył raźno, unosząc wysoko łeb i strząsając szyją, przez co złociście połyskująca w słońcu lata grzywa rozsypała się na brązowej sierści. Przełożywszy wodze w jedną dłoń, bez strachu schyliła się i poklepała go w pochwale po szyi.
Słysząc słowa o adoratorach uśmiechnęła się na poły chytrze, na poły z rozbawieniem.
-Czyżbym w waszej książęcej mości głosie słyszała zazdrość?- rzuciła mało dziewczęco, zbyt bezpośrednio by mogła ujść za słodką, bezbronną dziewuszkę. Przyglądała się ze śmiechem błyszczącym w błękicie tęczówek księciu Kravenowi.
Jednak to badanie spojrzeniem nie trwało długo - szybko zaczęła rozglądać się po rozległych łąkach, jak gdyby nie widziała ich od dawna. Była na przejażdżce zaledwie dzień wcześniej, a mimo tego widziała zmiany, jak gdyby otoczenie zmieniało się nieznacznie z dnia na dzień, czemu dziewczątko nie było w stanie się nadziwić. Westchnęła z cichym zachwytem, zamykając dłonie na wodzach, by koń odrobinę zwolnił.
-Lato w pełnym rozkwicie- powiedziała cicho, patrząc w dół łagodnego pagórka na który wjechali. Otaczały ich maki, których czerwone głowy kiwały się na wiotkich łodygach spokojnie, łypiąc na ludzi czarnymi oczyma. Zetta pragnęła dodać, że jej matka już nigdy tego nie zobaczy, jednak przygryzła jedynie wargę na króciutką chwilę. Przeniosła znów spojrzenie na księcia. -Skoroż jesteś naszym gościem, zapewne przywdziejesz żałobne barwy i przybędziesz na nocne czuwanie do kaplicy- stwierdziła, a gdzieś w tle jej głosu brzmiało pytanie, nie rozkaz. Znów spojrzała na oddaloną linię lasu. Zatrzymała konia, który z niezadowoleniem przyjął postój, zarzucając łbem.
Bała się, że ten cudowny kraj, który właśnie oglądała, posypie się pod rządami króla Gariona, zza którego nie będzie wyglądać królowa matka, królowa marionetek.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kraven Vakoss

avatar

Ród : Vakoss
Skąd : Ceras
Praca : Następca tronu

PisanieTemat: Re: Łąka   Pon Wrz 01, 2014 3:21 am

Cóż i tutaj ciemnowłosa piękność miała rację nijak nie znosił a raczej nie interesował się zwierzyną typu konie. Lekko zaś uśmiechnął się do pięknolicej i skinął głową potwierdzająco.
- Spostrzegawczaś Pani, owszem nie są one moją mocną stroną, wszak bardziej pasjonuje mnie polowanie niźli konie. Każdy ma swe lubości czyż nie?
Uśmiechnął się doń delikatnie. Gdy sama zaczęła się rozglądać po ziemiach otaczających ich mości książę dostrzegł jej wewnętrzny smutek i podjechał do panny bliżej.
- Tak piękne lico nie powinno się zamartwiać i smucić. Wszystko ma swój początek i koniec. Ale zapewniam Cę Pani, że twa matka nie odeszła na wieki, jest przy tobie każdego dnia w każdej chwili. Tutaj.
Wskazał serce kładąc nań dłoń i lekko się uśmiechnął.
- Owszem zazdrosnym jest bowiem, tak piękne lico nie tylko stroi smutek żałobny ale i niepewność. A co do przybycia na czuwanie, a i owszem przybędę wszak gościem jestem twego królewskiego brata Pani. W moim kraju żałobę przechodzi się również w domostwach poddanych każdy w swój sposób czuwanie przechodzi na dźwięk dzwonów. I tak dzwony milkną do dnia pochówku.
Oznajmił kładąc dłoń na ramieniu księżniczki.
- Nie samaś Pani w żałobie a cały lud i poddani. Również i ja będę żegnał twą matkę jeśli zgodzisz się Pani u Twego boku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anastasia Aviona
Rodzina Królewska
Rodzina Królewska
avatar

Ród : Karniwor, Kulkidd
Skąd : Lunarium
Praca : bycie księżniczką

PisanieTemat: Re: Łąka   Pon Wrz 01, 2014 1:46 pm

Spojrzała nań bystro, słysząc o polowaniach.
-I ja lubię gonić przez las za zwierzyną- przyznała z rozbrajającym uśmiechem, uśmiechem niemal zdjętym z twarzy jej ojca króla.
Potem zaś, zasłuchana w przyjemnie brzmiący męski głos, pozwoliła sobie na chwilę zamyślenia, powstrzymując konia przed podjadaniem roślin drobnymi sygnałami przesyłanymi przez ściśnięcie boków łydkami bądź lekkie klepnięcie którąś z pięt. Komplement przyjęła z delikatnym uśmiechem, przenosząc na towarzysza przejażdżki łagodne spojrzenie ocząt.
Poczuła się dziwnie, gdy poczuła przez delikatną, lejącą się tkaninę czarnej koszuli oraz nieco mniej miękką materię krótkiego giezła pod spodem, dotyk na ramieniu. Nie pozwoliła jednak zmieszaniu na pokazanie się w nawet najdrobniejszym ruchu mięśnia na twarzy, jedynie jej uśmiech lekko się poszerzył, jakby wdzięcznie.
-Chętnie przyjmę twe wsparcie- odparła dyplomatycznie, dając koniowi sygnał, by ruszył przed siebie powolnym kłusem, dzięki czemu wymknęła się spod męskiej dłoni, wyprzedzając niewiele zagranicznego księcia.
Wzrok wbiła w teren przed sobą oraz jej rumakiem, nie obracając się na mężczyznę, chcąc mu pokazać że nawet jeżeli jest młódką, wciąż pozostaje księżniczką, dumną, pewną siebie i nie do zdobycia prostymi sztuczkami męskiego rodu wykorzystywanymi by zaciągnąć pannę do łoża.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kraven Vakoss

avatar

Ród : Vakoss
Skąd : Ceras
Praca : Następca tronu

PisanieTemat: Re: Łąka   Pon Wrz 01, 2014 5:31 pm

Skinąłem głową z zadumą równie głęboką niż potrzeba. Choć po chwili wróciłem do normalności o ile można to wszak tak zwać. Gdy usłyszałem słowa młódki o tym, że przyjmie me ramię w czasie czuwania lekko się uśmiechnąłem bowiem zdawał się być wszak iście idealną damą. Również jej dryg nie uszedł mu wzorku.
- W takim bądź razie moja Pani jesteśmy umówieni. Czy masz jakoweś życzenia?
Zagadnął z uśmiechem na ustach po czym spojrzał nań z zaciekawieniem.
- Może nim wrócim na zamek powiesz coś o sobie piękna Pani?
Zapytał z uśmiechem na ustach do kobiety. Po czym przeniósł wzrok na jej lico.
- Co Cię Pani interesuje?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anastasia Aviona
Rodzina Królewska
Rodzina Królewska
avatar

Ród : Karniwor, Kulkidd
Skąd : Lunarium
Praca : bycie księżniczką

PisanieTemat: Re: Łąka   Pon Wrz 01, 2014 7:35 pm

-Jedynym mym życzeniem jest, byś, panie, nie usiłował odciągać mych myśli od modłów- odparła, ni to z przyganą w głosie, ni to przekornie na zadane pytanie, starając się obrócić sytuację na swoją korzyść.
Och, mężczyzna chcący poznać damę! Niewiarygodna historia, nie do pomyślenia wręcz - zazwyczaj słyszało się o tym, jak to ktoś wrzucił pannę w krzaki, zadowolił się i zostawił bękarta pod sercem pohańbionej kobiecinki, której jedno wydarzenie przeprowadzone wbrew jej woli złamało całe życie, uniemożliwiając małżeństwo, jako nieczystej, przez co po śmierci ojca pozostawała z dziecięciem na łasce bądź niełasce braci. Ci zaś kryli ją przed światem, by nie przyniosła rodzinie więcej jeszcze wstydu niż do tej pory. Poznawanie kobiet, nawet księżniczek, wydawało się być Anastasi dziwnym, acz przyjemnym, zaskoczeniem zafundowanym przez zagranicznego księcia.
Dla zyskania odrobiny czasu przeciągnęła przez ramię lśniący warkocz, pogładziła go opiętą cienką brązową skórką rękawiczki dłonią, przyglądając się ścieżce spomiędzy końskich uszu. Feliks szedł raźno, pochrapując, jak to każdy rumak z szerokimi chrapami.
-Skoroż taka twoja wola, panie-odparła słodko, jakby szykowała uroczą niespodziankę.
Przełożyła wodze w jedną dłoń, schylając się ku ziemi niemal akrobatycznie, sięgając dłonią po jeden z wysokich, czerwonych kwiatów muskających czubki jej jeździeckich butów. Zerwała mak, wyprostowała się znów w siodle. Spojrzała na rozmówcę z uśmiechem, wsuwając jednocześnie kwiat za ucho.
-Maki zdobią mnie równie przystojnie jak rubiny- powiedziała z pewnym siebie błyskiem oczu, rozdzielając lejce na obie dłonie, choć nawet na nie nie patrzyła.
Kunszt jej jeździectwa można było dojrzeć w każdym, najdrobniejszym ruchu, jak gdyby każdy był cudownie naturalny, nieprzemyślany, a mimo to odpowiedni i całkowicie na miejscu. Była chyba jedyną z dam, o których można było powiedzieć, że niemal zrodziły się w siodle - zazwyczaj tą metaforę chowało się w zanadrzu dla młodzików trenujących wojaczkę z końskiego grzbietu, którą i Zetta miała opanowaną, potrzebując jedynie nieco lżejszego, dla niej specjalnie wykutego miecza.
-Och! Cóż mnie nie interesuje - na podobne pytanie łatwiej byłoby odpowiedzieć- zaśmiała się. -Uwielbiam z chartami polować na zwierzynę, a także śpiewać i tańczyć. Zainteresowania me nie są zbyt różne od zajęć zwykłej dworki- zbyła go dyplomatycznie, nie chcąc chwalić się umiejętnościami bojowymi czy też, tym bardziej, swym zamiłowaniem do uprawiania wielkiej polityki.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kraven Vakoss

avatar

Ród : Vakoss
Skąd : Ceras
Praca : Następca tronu

PisanieTemat: Re: Łąka   Wto Wrz 02, 2014 10:57 am

Skinął pochlebnie głową kobiecie. Och tak wiele mógł zrobić ale nie zrobił nic. Był w końcu szlachcicem nie jakimś pachołkiem. W jego żyłach płynie krew królewska a nie jakiegoś wieśniaka. Gdy księżniczka wspomniała o modłach pokręcił głową z uznaniem i lekko skinął głową.
- Ależ moja droga, przecie nie mam zamiaru odciągać Cię od modlitw. Skąd by przyszły Ci takowe myśli?
Zapytał zaskoczony i lekko się uśmiechnął doń przyglądając się jej akrobacjom.
- Wyćwiczonaś Pani.
Zaśmiałem się lekko do Anastasi przyglądając się ów makowi.
- Jesteś Pani o wiele piękniejsza niźli ów mak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Łąka   

Powrót do góry Go down
 
Łąka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Amentes :: Alces :: Przedmurza miasta-
Skocz do: