IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Łąka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Fortuna
Admin
avatar

Ród : Wszechmocny
Skąd : Zewsząd
Praca : Mąciciel

PisanieTemat: Łąka   Czw Kwi 17, 2014 7:05 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Viserys Latrans
Radca Królewski
Radca Królewski
avatar

Ród : Latransowie.
Skąd : Grabierz Zachodnia.
Praca : Bycie zajebistym.

PisanieTemat: Re: Łąka   Pon Kwi 21, 2014 9:18 pm

Wiosna to taka urocza pora roku. Słońce pozwala się coraz dłużej nim nacieszyć, śpiew ptaszyn wypełnia nasze uszy, a dziewki...  Pakują do swych wielkich szaf wszystkie zimowe swetry i odsłaniają to, co należy. Mnie osobiście to cholernie cieszy! Bo ja was, kobietki, szczerze uwielbiam. Jak dla mnie, to mogłybyście nic na sobie nie mieć, ale chyba byście się poprzeziębiały. Szkoda. Choróbska są paskudne i trzeba je omijać szerokim łukiem, czyż nie?
Wiecie co jeszcze lubię? Brak deszczu. To takie dziwne zjawisko, które pojawia się znikąd i rujnuje wszelkie plany człeka. Wstajesz o świcie, szykujesz się, już wychodzisz z chałupy,a tu masz babo placek. Chmury nie wiadomo skąd, deszcz nie wiadomo skąd. To musi być jakaś kara z góry, bo innego wytłumaczenia nie potrafię znaleźć. Tak też było pewnego dnia, gdy planowałem przejażdżkę na łąkę. Wszystkie plany poszły w diabły, przez ten pieprzony deszcz. Dałem sobie spokój i spędziłem cały dzień w moim wyrze, samotnie... A mogłem spotkać jakąś piękną chłopkę w polu. Tamtego dnia moje serce zostało podzielone na malutkie cząsteczki z tego powodu.
Ale spokojnie... Ja nie daję za wygarną. Nazajutrz uczyniłem to samo - wstałem o świcie, uszykowałem się i dosiadłem konia. Ah, co to była za przejażdżka! Towarzyszył mi delikatny wiatr, który wprawiał moje włosy w chaos. Podobało mi się wielce, bo każdy kontakt z naturą jest ukojeniem dla mej duszy. Może się to wydawać śmieszne, ale tak po prostu jest.
Wszystko było pięknie, lecz najwidoczniej za pięknie. Ten pieprzony wierzchowiec potknął się o wystający kamień, po czym zrzucił mnie z grzbietu i sam upadł, przygwożdżając mnie. Miałem wrażenie, że ktoś położył na mnie głaz, taki ciężki był! Oczywiście jakby tego było mało, przywalił mi kopytem prosto w nos. Chyba leciała mi krew z nosa, ale pewności nie miałem.
W końcu straciłem przytomność.

_________________
Ja zaś wolę życie, bo śmierć to na raz sztuka, od której się żadnym dowcipem nie wykręcisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chella Grasse

avatar

Ród : Nieznany
Skąd : Lunarium
Praca : Zielarka, akuszerka,wiedźma

PisanieTemat: Re: Łąka   Pon Kwi 21, 2014 9:43 pm

Czy ty, czy ty
Przy drzewie się pojawisz
Gdzie powiesili mężczyznę
Co troje ludzi zabił
Dziwne rzeczy się tu zdarzyły
Przed obcymi obaw nie miej
Spotkajmy się o północy
Na wisielczym drzewie.


Cicho podśpiewując  Chella przemierzała las w poszukiwaniu kilku wyjątkowych ziół. Wiosna była idealnym okresem na zbieranie brakujących składników do eliksirów i leczniczych wywarów. Tanecznym krokiem wyszła z lasu na piękną łąkę. Kwiaty wypuszczały swoje pąki, a ptaki zaczynały nucić swe pieśni. Bose stopy dziewczyny dotykały zielonych traw, rozkoszując się ich specyficznym dotykiem.
Chella, z błogim uśmiechem na twarzy jak nigdy dotąd czuła się połączona z naturą. I wszystko byłoby cudownie gdyby nie czerwone maki. Dziewczyna zbierała je akurat do wianka, jak i do kilku eliksirów gdy nagle usłyszała wystraszone rżenie konia i krzyk mężczyzny. Rozejrzała się szybko, po czym wiedziona przeczuciem pobiegła. Gnała ile tylko sił w nogach, czerwone maki mówiły jej iż coś się wydarzyło, coś bardzo złego.
Po kilku minutach zobaczyła iście okrutny obraz konia, pod którym coś zdawało się siedzieć. Podeszła spokojnie do zwierzęcia, uprzednio odkładając swój koszyk na bok. Powoli, krok po kroku podeszła do konia, by położyć dłoń na jego szyi i uspokoić go kilkoma cichymi słowami w języku, który znały tylko wiedźmy. Obejrzała szybko nogi zwierzęcia, po czym powoli pomogła mu wstać, uwalniając przy tym jakąś osobę.
Rozejrzała się, po czym podbiegła z koniem do niewielkiego drzewka, do którego też przymocowała uzdy i pozwoliła zwierzęciu się paść. Z miną pełną bólu i strachu wróciła do mężczyzny. Bała się iż nie zdąży go uratować, że nie zdąży go wyrwać ze złych macek śmierci,a przecież to nie był jego czas !
- Nie jest dobrze- Mruknęła do siebie po czym,bez wahania rozdarła dół swej sukienki i przyłożyła go to twarzy mężczyzny, ścierając krew.
Żył. Ciepło rozlało się po sercu dziewczyny....
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Viserys Latrans
Radca Królewski
Radca Królewski
avatar

Ród : Latransowie.
Skąd : Grabierz Zachodnia.
Praca : Bycie zajebistym.

PisanieTemat: Re: Łąka   Pon Kwi 21, 2014 10:04 pm

Ano, pewno, że wiosna to iście wyborny czas na rwanie kwiatów, zwłaszcza dla zielarek. Z roślin da się też przygotować eliksir, czyż nie? W tym fachu chyba najlepiej odnajdują się te obrzydliwe wiedźmy, których szczerze nienawidzę. Gdybym tylko mógł, to bym wszystkie złapał, zamknął, wydupczył a później nabił na pal albo wrzucił na stos. Mam nadzieję, że się nie wystraszyłaś, kochaniutka, bo to jedynie zalążek atrakcji, które czekają Cię, gdy Visiu tylko się dowie, żeś jedną z nich.
Tracąc przytomność, odpłynąłem gdzieś bardzo, bardzo daleko. Znalazłem się w odległej krainie mlekiem i miodem płynącej. Ah, cóż tam się działo! Leżałem sobie na jakimś polu, pół nagi, a wokół mnie, w kółeczku, tańcowały sobie rusałeczki. Miały bajkowe wianki na głowach, a w talii przepasane  jakieś liche prześcieradła. Jedna z nich, piękna blondynka, zarzuciła mi na szyję swój wianek i leniwie zbliżała się do mnie, kiedy...
Kiedy usłyszałem twój głos i dźwięk dartego materiału. Ukradkiem otworzyłem jedno oko, rozglądając się któż do mnie zawitał. Ujrzałem tylko kawałek zwisającego materiału sukienki i zgrabne nóżki, na których chętnie zawiesiłem oko. Ah, dziewko, kimkolwiek jesteś, spadłaś mi z nieba! Dokładnie taki obraz pragnąłem ujrzeć po ocknięciu się. Tylko wiesz... mogłaś więcej podrzeć tej sukienki.
- Hej, pannico! Ubrudzisz swoje rączki. - wymamrotałem, po czym wyrwałem jej z rąk brudny materiał i dokończyłem robotę. - Co taka dzieweczka jak Ty tu robi? Nie boisz się, że przyjedzie tu zbój na koniu i Cię porwie w krzaczki? - spytałem ją z zawadiackim uśmieszkiem.

_________________
Ja zaś wolę życie, bo śmierć to na raz sztuka, od której się żadnym dowcipem nie wykręcisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chella Grasse

avatar

Ród : Nieznany
Skąd : Lunarium
Praca : Zielarka, akuszerka,wiedźma

PisanieTemat: Re: Łąka   Pon Kwi 21, 2014 10:20 pm

Rudowłosa już zabierała się za rozpinanie męskiego odzienia gdy nagle, usłyszała głos mężczyzny, który zabrał skrawek jej sukienki i sam zaczął ścierać sobie krew z twarzy.
-Panie, nie boję się brudnych rączek Z karcącym spojrzeniem odebrała kawałek materiału, by oczyścić kawałek twarzy mężczyzny, który to on pominął. Bez słowa uprzedzenia położyła swoje długie palce na jego twarzy po czym delikatnie dotknęła nos mężczyzny - Boli?- Spytała tylko. Cóż, nie wyglądało to za dobrze, obawiała się iż podczas wypadku chłop mógł nieźle się połamać. Uśmiechnęła się pod nosem.
-Zbierałam kwiatki do wianków gdy usłyszałam rżenie konia więc podbiegłąm sprawdzić co się dzieje. Nie, nie boję się. Jedyny mężczyzna jakiego tu spotkałam spadł ze swojego wierzchowca- Powiedziała słodkim głosikiem, udając zwykłą, prostą dziewkę z jakiejś pobliskiej wsi. Wyglądał jej wyżej postawioną osobę, widziała to po szatach a tacy nie lubią uzdolnionych ludzi bawiących się ziołami i naparami.
Uklęknęła koło mężczyzny,jej długie palce z twarzy mężczyzny zjechały z jego twarzy na szyję i szeroką pierś. Chciała dokończyć rozpinanie jego odzienia, niestety w tej sytuacji jej nie wypadało.
- Czy coś Pana boli? Upadek nie był pewnie przyjemny- Spytała, mając jednak wątpliwą nadzieję iż mężczyzna odpowie zgodnie z prawdą. Oh, znała te gatunek o wiele lepiej niż ktokolwiek mógłby sądzić ! Nie jednego woja przyszło jej w zyciu leczyć. Obdarzyła mężczyznę przyjaznym, ciepłym uśmiechem mając nadzieję iż pozwoli się opatrzyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Viserys Latrans
Radca Królewski
Radca Królewski
avatar

Ród : Latransowie.
Skąd : Grabierz Zachodnia.
Praca : Bycie zajebistym.

PisanieTemat: Re: Łąka   Pon Kwi 21, 2014 10:56 pm

Ahhh, Visiu, po coś się odzywał! Widzisz, ominęło Cię dalsze pozbawianie garderoby. Kto wie, może znalazłbyś się cały nagi, a wtedy pozbawiłbyś odzienia rudowłosą i mógłbyś czynić honory. Teraz, mój miły, już po ptokach, więc chyba nie masz na co liczyć.
Silny wiatr zawiał i sprawił, że moją twarz okryły ogniście rude włosy, pachnące tak przyjemnie, że stały się deserem dla mych nozdrzy. Wdychałem je, oglądałem, podziwiałem. Rozkosz, czysta rozkosz.
Zastanowiła mnie tylko twoja odpowiedź. Nie boisz się brudnej roboty, tak? Wniosek nasuwa się sam - wybitną szlachcianką to Ty być nie możesz. Może to nawet lepiej... Gdybyś spędzała tyle czasu na zamku co ja, to też byś już nie mogła na nie patrzeć. Aczkolwiek, zawiesić oko to nie grzech. Szczególnie gdy są obfite w okrągłości, a bóg odpowiednio je wyposażył..
Widać, żeś odważna. To dobrze, bardzo dobrze. Facetów bać się nie należy, bo bardzo łatwo przekroczyć granicę wiodącą do kraina cnotek-niewydymek. Ale pamiętaj, ufać też im nie możesz. Mało to takich, co wykorzystać chcą i porzucić? Lepiej żebyś na takiego nie trafiła, bo serce może Ci pęknąć, złociutka.
Gdy mnie tak dotykałaś, to przechodziły mnie ciarki. Niezwykle delikatnie dłonie muskały moją szorstką, a w tej chwili poranioną skórę.
- Cholernie boli mnie nos. Pieprzony koń. - rzuciłem pogardliwie w stronę wierzchowca, który wpieprzał w najlepsze trawsko. - No i bolą mnie plecy. Wiesz, przydałby mi się masaż na moje obolałości. - wyszczerzyłem zębiska w szczerym uśmiechu. Śmiało, niech mnie dotyka! Mi ten pomysł jak najbardziej się podoba.

_________________
Ja zaś wolę życie, bo śmierć to na raz sztuka, od której się żadnym dowcipem nie wykręcisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chella Grasse

avatar

Ród : Nieznany
Skąd : Lunarium
Praca : Zielarka, akuszerka,wiedźma

PisanieTemat: Re: Łąka   Pon Kwi 21, 2014 11:14 pm

Zarumieniła się lekko gdy zawiał wiatr, a jej włosy wylądowały na twary jeźdźca. Za długo... Bardzo radko tak długo przebywała w obecności innej osoby, jednak ten ranny wojak wydawał się być przyjemniejszy niż reszta. No i musiała mu pomóc, czyż nie tego uczyła ją niegdyś babka ?
-Przepraszam...-Powiedziała tylko cicho, po czym odgarnęła długie włosy na plecy tak, aby jej nie przeszkadzały i już wiecej nie latały po poobijanym mężczyźnie. Dopiero teraz miała chwilę, aby mu się przyjrzeć. Cóż, wyglądał jej na nieco znudzonego. Nie wiedziała kim był ani co robił w życiu, nie musiała. Oczy mężczyzny mówiły jej wszystko co potrebowała w tej chwili wiedzieć.
Zamyśliła się chwilę, nad odpowiedzią mężczyzny. Nie dobrze, bardzo nie dobrze.. Przyjrzała się uważnie obitej części ciała mężczyzny po czym westchnęła ciężko. Jego nos wcale nei wyglądał najlepiej, z pewnością będzie miał powód by wymyślić jakąś historię o wielkiej walce.
- Nic dziwnego, ma pan na nim niemal odbite kopyto- Powiedziała tylko, cóż musi jakoś go znieczulić, nim będzie mogła się nim lepiej zająć. Jego uwagę puściła mimo uszu. Przejechała tylko zgrabnymi palcami po żebrach mężczyzny każde z osobna uciskając. Podczas tej czynności patrzyła mu w oczy, wątpiła aby powiedział jej, że coś go boli. - A tutaj coś Pana boli?- Spytała.
Uniosła się lekko po czym rozejrzała się uważnie. Kilka metrów od nich leżał powalony pień, obk którego leżał porozsypywany popiół, zapewne z ogniska jakiegoś wędrowca. Przez chwilę jej spojrzenie wędrowało między mężczyzną a ów wypatrzony miejscem po czym uśmiechnęła się zalotnie. Jak nie chcęciami, to sposobem.
- Myślę iż masaż bardzo się Panu przyda, da Pan radę przejść w bardziej ustronne miejsce?- Spytała patrząc na mężczyznę zalotnie spod rzęs. Cóż, nie wiedziała co mogłaby zrobić, jeśli ten mały podstęp by nie zadziałał.

_________________


Chella Grasse

Crazy witch




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Viserys Latrans
Radca Królewski
Radca Królewski
avatar

Ród : Latransowie.
Skąd : Grabierz Zachodnia.
Praca : Bycie zajebistym.

PisanieTemat: Re: Łąka   Pon Kwi 21, 2014 11:34 pm

Słońce, przecież Ty nie masz za co przepraszać. Twoje włosy w żadnym stopniu mi nie przeszkadzały, a wręcz przeciwnie! Ich zapach był interesujący, przyciągał. Gdybym tylko wiedział, żeś wiedźma, to od razu uznałbym, że to dzięki czarom. Na twoje szczęście jeszcze nie wiedziałem, toteż uniknęłaś mych oskarżeń i wrzasków. Poza tym, muszę przyznać, że takie badania chciałbym codziennie. Przyjemny dotyk, pomieszany z łaskotkami dostarczał mi małej przyjemności. Ale gdybyś dopełniła to masażem...
I tym razem mnie nie zawiodłaś! Twoje zachęcające spojrzenie, przepełnione iskierkami, wprawiło w ruch moją męską wyobraźnię. Ah, te kobiety. Co one z nami wyprawiają? Wystarczy jedno znaczące spojrzenie, a facet już jest na jej łańcuchu, wyobrażając sobie bóg wie co.
- Chyba jestem w stanie. - odrzekłem surowo, coby nie wydać się z moimi sprośnymi myślami. Wstałem powoli, pomagając sobie rękoma. Muszę przyznać, że tak ciężko nie wstawało mi się odkąd dwa lata temu schlałem się gdzieś w karczmie, a obudziłem pod jakimś wozem. Obie próby wstania były porównywalne i mogły ze sobą śmiało rywalizować.
Gdy już uniosłem się i przeniosłem w wyznaczone miejsce, usiadłem na trawsku delikatnie, coby sobie pośladków nie poobijać. Od tej całej krwi kręciło mi się w głowie i miałem wrażenie, że znów stracę przytomność. Lekko mną zakołysało i znów upadłem na trawę, tym razem bezboleśnie.
- Skończże z tym per pan. Jam jest Viserys z Grabierzy Zachodniej, całuję rączki. - jak obiecałem, tak uczyniłem; porwałem jej dłonie i wycałowałem.

_________________
Ja zaś wolę życie, bo śmierć to na raz sztuka, od której się żadnym dowcipem nie wykręcisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chella Grasse

avatar

Ród : Nieznany
Skąd : Lunarium
Praca : Zielarka, akuszerka,wiedźma

PisanieTemat: Re: Łąka   Pon Kwi 21, 2014 11:52 pm

W lekkim napięciu czekała, aż mężczyzna jej odpowie. Ach, i tym razem jedno-liniowość męskich myśli wcale jej nie zawiodła. Uśmiechnęła się uroczo, chciała nawet pomóc mężczyźnie wstać, jednak bała się iż ugodzi w jego męską dumę. Gdy tylko wstał szła obok niego, na wszelki wypadek gdyby przyszło mu znów upaść. Po drodze zwinnie zgarnęła swój koszyczek, ach jakie szczęście iż odebrała od miejscowego cieśli swój malutki garnuszek! Wszystko dobrze się złożyło.
Gdy tylko mężczyzna się usadowił, nachyliła się nad nim by dokładniej obejrzeć jego nos. Jakże wielka byłaby szkoda, gdyby przez ten niefortunny wypadek ów mężczyzna był oszpecony. Tak, podobał jej się, jak jeszcze nikt inny. Ale cii, przecież tego nie pokaże, czyż nie?
Usłyszała jak się przedstawia, a za chwilę już dotykał swoimi ustami jej rąk. Chella zarumieniła się, jak zwykła prosta dziewczyna.
- Chella z Lunariumto dla mnie zaszczyt- Powiedziała, z wciąż obecnymi czerwonymi rumieńcami na jej jasnej twarzy. Nigdy jeszcze nie była w takiej sytuacji, zwykle ludzie unikali jej osoby jak ognia. A ona tylko przyjmowała porody i znała się na ziołach! - W takim razie, Viserysie czy pozwolisz mi zrobić okład na twój nos zanim przejdziemy do masażu?- Spytała grzecznie, lekko onieśmielona. W głowie jednak przewertowała wszystkie swojej zioła i specyfiki jakie tylko przy sobie posiadała zastanawiając się co jest najskuteczniejsze... I najmniej ją zdradzi.
Dziewczyna uklękła przed mężczyzną w niewielkiej odległości. Wpatrywała się w niego swoimi oczami, barwy wzburzonego morza czekając na jego decyzję. Założyła za ucho kosmyk rudych włosów, tak usilnie próbującego się od niej uwolnić za pomocą wiosennego wietrzyku.
Poderwała się na nogi gdy tylko mężczyzna upadł na trawę, od razu podskoczyła do niego. Delikatnie uniosła głowę mężczyzny po to, by ułożyć ją na swoich kolanach. Z pewnością będzie dla niego bezpieczniej. Oby to był tylko szok po wypadku..~pomyślała, nadal czekając na odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Viserys Latrans
Radca Królewski
Radca Królewski
avatar

Ród : Latransowie.
Skąd : Grabierz Zachodnia.
Praca : Bycie zajebistym.

PisanieTemat: Re: Łąka   Sro Kwi 23, 2014 8:16 pm

Oj tam, od razu jedno-liniowość męskich myśli. To przez nasz testosteron, który nagminnie nakazuje nam, facetom, myśleć o najpiękniejszych istotach na Ziemi. Cały czas przypomina o sobie, nie dając nam spokoju. I dlaczego wy, kobietki, tego nie rozumiecie? Powinnyście być dumne, że faceci patrzą na was, jak na obiekty pożądania i marzeń. A tymczasem, najczęściej dostajemy wałkiem po głowie i każecie nam pocałować się w nos. Wiecie co? Jesteście cholernie dziwne, a zrozumienie was jest czymś nieosiągalnym i niemożliwym.
Brak przestrzeni między nimi i bliskość, która się wytworzyła niezwykle na niego działała. A te jej włosy... Od zawsze lubił rude kobiety. I blondynki. Te dwa kolory działały na niego błyskawicznie, nie potrzebował żadnych zachęt. Jej gesty, słodki głos, zapach, a nawet rumieńce powodowały, że czuł się wyjątkowo w jej towarzystwie. To komplement z najwyższej półki!
- Mój nos czeka na rehabilitację. Mam nadzieję, że mi go naprawisz. - westchnął, dotykając go. Bolało jak diabli, więc możliwe, że był złamany. Niech no dorwie tego konia, już on mu pokaże! Powyrywa mu wszystkie podkowy i powbija gwoździe w jego pieprzone kopyta, byleby sprawić ból taki sam, jak on sprawił Visowi. Kto to słyszał, łamać nos własnemu panu? Za karę powinien iść do rzeźni i wylądować na stole w niedzielę.
- Swoją drogą, czym się panienko zajmujesz? Widać, że znasz się na rzeczy. - mówił do niej, wciąż leżąc na jej kolanach. - Twój dotyk niesie mi ukojenie, aż mam wrażenie, że to magia... - zamyślił się. Ciekawe, co kryje w sobie owa dziewka.

_________________
Ja zaś wolę życie, bo śmierć to na raz sztuka, od której się żadnym dowcipem nie wykręcisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chella Grasse

avatar

Ród : Nieznany
Skąd : Lunarium
Praca : Zielarka, akuszerka,wiedźma

PisanieTemat: Re: Łąka   Sro Kwi 23, 2014 10:57 pm

Matka Natura tak zaprogramowała męską część świata i nie można nic na to poradzić, najwidoczniej tak musiało już być. Nikt nie mógł na to nic poradzić, nawet Chella umiała działać tylko na jednym osobniku i to też połowicznie. Ach, zrozumienie jakiejkolwiek kobietki jest jedną z wielu zagadek świata, która pewnie nigdy nie będzie zrozumiana, natomiast gdy choć jedna kobieta będzie umiała powiedzieć, czego tak naprawdę chce świat się skończy albo stanie się on istnym rajem. Któż może zrozumieć wyroki natury?
Nie tylko mężczyzna zaczął odczuwać na sobie działania tej bliskości. Rumieńce nie schodziły z twarzy dziewczyny a po plecach przemknął jej zimny, lecz dziwnie przyjemny dreszcz. Dawno już nie przebywała tak długiego czasu z kimś kto był przytomny i skory do jej towarzystwa. Powoli zaczynała się w niej nawet rodzić nadzieja, iż może nie jest jeszcze z nią aż tak źle jak większość sądziła. Bądź co bądź była zwyczajną dziewczyną z ciut niecodziennymi umiejętnościami.
Pokręciła głową z rozbawieniem, po czym delikatnie zabrała dłoń mężczyzny z jego nosa, by ułożyć ją na jego torsie. Nie dotykać jego dłoni!Napomniała się w myślach, po tym jak przeszyło ją elektryzujące i bardzo przyjemne ciepło.
- Pierwsza zasada : nie dotykasz- Oznajmiła po czym sięgnęła po swój koszyczek i kilka zawiniątek leżących obok. Przez chwilę myślała intensywnie, a jej oczy zdawały się patrzeć na coś czego nie ma, gdzieś w oddali. Po kilku chwilach uśmiechnęła się lekko. Rozwinęła zawiniątka, w których znajdowały się najróżniejsze zioła, niektóre całe inne całkiem  zmielone. Wszystkie ułożyła tuż przy koszyczku z którego wyjęła naprawdę malutki garnuszek. Uśmiechnęła się pod nosem, słysząc to pytanie.
-Jestem akuszerką. Pomagam kobietom podczas wydawania potomstwa na świat...- Zaśmiała się cichutko i dźwięcznie. Nie wiedziała co wprowadziło ją w tak promienny nastrój, rzadko kiedy bywała tak uśmiechnięta.- Moja babka była zielarką i akuszerką. Wiele mnie uczyła o roślinach i ich zastosowaniu- Powiedziała, pochmurniejąc na jedną krótką chwilę. Wspomnienia o ukochanej staruszce cały czas ją bolały.
-Naprawdę? Jesteś Viserysie pierwszą osobą od której słyszę takie słowa- Powiedziała grzecznie, znów lekko się rumieniąc. W jej dziewiczym sercu załomotał strach, gdyby ten mężczyzna dowiedział się iż potrafi również wytwarzać eliksiry i rzucać klątwy z pewnością przestałby być taki miły.
Dziewczyna wyjęła z koszyczka mały bukłaczek który napełniła w pobliskim źródełku. Rzadko kiedy ruszała się ze swojej chatki bez czegoś do picia, bądź przegryzienia i dziś, zdało się to być niemal błogosławieństwem.
- A Pan czym się zajmuje?- Spytała z zaciekawieniem. Cóż, z pewnością nie był zwykłym mieszkańcem miasta. Nalała trochę płynu do naczynia po czym wrzuciła kilka garści różnych ziół, zwykle startych niemal na proch. Schowała zawiniątka po czym rozejrzała się i sięgnęła niewielki patyczek. Trzeba napomnieć iż wszystkie ruchy były delikatne, a łapała tylko to co było w jej pobliżu. Pozwalała by głowa mężczyzny spoczywała na jej kolanach, co było o wiele lepszym wyjściem niż miałby siedzieć bądź leżeć na samej ziemi. Wymieszała zioła tworząc  z nich jakby papkę po czym dodała trochę tłuszczu, którego niewielką ilość dostała od poczciwej chłopki której rano pomagała wydać na świat dziewiąte dziecko. Znów zamieszała w kociołku tak by połączyć dwie mazie. W myślach powtarzając formułkę wspomagającą działanie specyfiku. Gdy wszystko było gotowe spojrzała na mężczyznę z góry, przez chwilę patrząc na jego twarz. Jej rude włosy znów porwał wiatr..
- Przygotowałam maść by wszystko lepiej się goiło, ale najpierw muszę to oczyścić- Chella nachyliła się lekko nad mężczyzną po czym uśmiechnęła się uroczo. Cóż, z pewnością nie był świadomy poziomego rozcięcia, jakie teraz zdobiło jego nos. Zdjęła z szyi trzy splecione ze sobą rzemyki do których przymocowana była szklana menzurka, zatkana koreczkiem z przeźroczystym płynem w środku. Mężczyzna nie mógł jej wcześniej zauważyć, gdyż spoczywała ukryta pod suknią między jej młodzieńczymi, jędrnymi piersiami. Oderwała kolejny skrawek materiału ze swojej sukienki, prezentując jedną z nóg niemal że do uda. Odkorkowała buteleczkę po czym nasączyła kawałek materiału płynem.
- Do dna, uśmierzy ból- Powiedziała, troskliwie podstawiając buteleczkę pod usta Visarysa. Delikatnie, jedną ręką uniosła jego głowę by wygodnie mu się piło. Jeździec mógł poczuć charakterystyczny zapach alkoholu. Bo cóż lepiej go znieczuli jak nie kilka łyków okowity?

_________________


Chella Grasse

Crazy witch




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Viserys Latrans
Radca Królewski
Radca Królewski
avatar

Ród : Latransowie.
Skąd : Grabierz Zachodnia.
Praca : Bycie zajebistym.

PisanieTemat: Re: Łąka   Pią Kwi 25, 2014 10:51 pm

Na czym jak na czym, ale na leczeniu i zielarstwie nie zna się ani trochę. Gdyby Chelle zechciała mu wmówić, że w tym magicznym koszyku ma hodowlę palm, uwierzyłby. No bo... czemu miałaby go oszukać? W jakim celu? Ani się na tym nie zna, ani go to nie interesuje. Korzyści by żadnych nie odniosła.
W każdym razie, trzeba przyznać, że komplementów byle komu nie prawi! Możesz się więc, Chella, czuć niezwykle wyjątkowo. Miłe słówko od radcy królewskiego na dzień dobry.
- Jestem radcą królewskim, kłaniam się nisko. - zaczął, z zawadiackim uśmieszkiem. - A tutaj mam bimber. - wyjął piersiówkę, po czym odkręcił kurek i powąchał gwint. - Panie przodem. - rzekł, po czym wręczył jej piersiówkę, poczekał aż wypije i sam chlusnął porządnie, aż mu mordę wykrzywiło.
- Zajmuję się... niczym. Jestem królewskim leniem. Leniem, któremu lenić się wolno i trzeba. A poza byciem radcą królewskim... Dorabiam sobie jako porywacz i gwałciciel. Lubuję się w rudowłosych kobietach oraz zielarkach. - jego twarz nabrała poważnego wyglądu. Nie chciał jej przestraszyć, a jedynie zażartować, choć bardzo ciekawiła go jej reakcja.
Popijał tak sobie ten napój bogów, aż po jakimś czasie zaczął odczuwać skutki. Chelle stała się rozmazana, a on sam nie mógł koordynować swoich ruchów. Czuł, że za chwilę palnie coś, czego będzie żałował. W tym przypadku nie musiał używać słów.
Próbując się podnieść, coby nie leżeć cały boży dzień, niefortunnie złapał się sukienki Chel, która... która najzwyczajniej się podarła. Wybuchnął gromkim śmiechem, choć czuł, że ją zawstydził.
- Ja..ja barzo pszepszam... - pijacki bełkot, który z siebie wydawał, próbował załagodzić sytuację. Niepotrzebnie. Odsłonięte ciało podziałało na niego błyskawicznie.
Alkohol i dziewka obok to znakomite połączenie.
Dotknął jej odsłoniętej nogi i jechał coraz tu wyżej, podwijając sukienkę coraz mocniej. Teraz tylko czekał na jej inicjatywę, lub... strzałę w mordę.

_________________
Ja zaś wolę życie, bo śmierć to na raz sztuka, od której się żadnym dowcipem nie wykręcisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chella Grasse

avatar

Ród : Nieznany
Skąd : Lunarium
Praca : Zielarka, akuszerka,wiedźma

PisanieTemat: Re: Łąka   Sob Kwi 26, 2014 12:00 am

Rudowłosa dziewczyna nie należała do tych, które oszukiwałyby biednego mężczyznę. Kłamstwo było rzeczą której naprawdę nie znosiła, co innego z zatajaniem niektórych wiadomości ale o tym kiedy indziej, musiała przecież uratować kawalera w wielkiej opresji ! A to akurat było dla niej priorytetem. Pokiwała lekko głową, słysząc o jego zajęciu. Od dawna nie miała okazji rozmawiać z kimś piastującym wysokie stanowisko, a tu proszę...
Z wielkim wachaniem przyjęła od mężczyzny piersiówkę. Przez długą chwilę zastanawiała się czy aby mu nie odmówić, Chella nie przywykła do wysokoprocentowych trunków przez co troszeczkę bała się skosztować jej zawartości. Cóż jej jednak mogło szkodzić? Przytknęła buteleczkę do swoich malinowych ust, po czym pociągnęła z niej duży łyk. Odkaszlnęła, a jej twarz przybrała żywych rumieńców, w tym samym czasie przekazała butelkę mężczyźnie. Tyle było w tym dobrego że przynajmniej nic Viserysa nie bolało.
Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem, po czym spojrzała na niego.
- Z pewnością jest to ciekawsze zajęcie niż przesiadywanie w pałacu. Dokąd je porywasz? Chyba nie narzekają na takiego porywacza...- Powiedziała tak, jakby wcale nie była rudowłosą zielarką a rozmowa toczyłaby się o pogodzie. Dziwnym był dla niej fakt, iż przy tym mężczyźnie czuła się zadziwiająco bezpiecznie. Nie wyglądał jej na kogoś, kto mógłby ją w jakikolwiek sposób skrzywdzić.. A może się jednak myliła? Diabli to wiedzą.
Co jakiś czas była częstowana trunkiem którego nie odmawiała, popijała trunek bezwiednie muskajac co jakiś czas skórę Viserysa swoimi smukłymi palcami. Czasem rozluźnienie było zbawienne. Rudowłosej alkohol również uderzył do głowy, jednak na tak drobną osobę trzymała się naprawdę nieźle.
Nagle mężczyzna podjął decyzję o podniesieniu się. Do pomocy użył jej sukienki, która dosłownie rozleciała się na dwie części ! Jej smukłe ramiona i jędrne piersi nie były niczym chronione przed wzrokiem radcy. Chella cała oblała się rumieńcem, niemal od razu zasłaniając swój biust niewielkimi dłońmi. Przez chwilę też miała wrażenie, iż wzrok mężczyzny przepali ją na wylot. Odsunęła się trochę od szlachica,który teraz siedział przed nią oparty o pień starego drzewa. Dziewczyna nie zwróciła nawet uwagi na pijackie słowa, które wypowiedział. Przez chwilę siedziała tak, nie wiedząc co zrobić gdyż z jej sukni pozostały tylko na nic nie zdatne skrawki materiału. I gdyby nie szumiąca w jej głowie okowita z pewnością wstałaby i uciekła w las. Boże błogosław wynalazcę wszelakich trunków! Gdy tylko poczuła jak palce mężczyzny wędrują ku jej udom spojrzała na niego z zaskoczeniem i nikomu jeszcze nie znanym błyskiem w oku. Dziewczyna przysunęła się do Viserysa, cały czas patrząc mu w oczy wyprostowała się, po czym z twarzą przyozdobioną rumieńcami niepewnie odsłoniła swoje piersi. Przejechała ręką od swojej szyi po pas po czym przeniosła ręce na ciało mężczyzny. Powoli rozpięła jego górne odzienie po to, by zsunąć mu je z ramion.
-Teraz jest równo- Powiedziała lekko przeciągając zgłoski przez wpływ trunku. Z anielskim uśmiechem wślizgnęła się na męskie kolana. Otarła się o męskość mężczyzny i objęła jego szyję, by po krótkiej chwili patrzenia szklistymi oczami na Viserysa, wpić się w jego usta z młodzieńczym zapałem i namiętnością, a trochę się tego w niej uzbierało, wierzcie mi łatwym ten dzień nie będzie. Rudowłosa przylgnęła do mężczyzny jakby miał jej uciec, jej piersi i uda ocierały się o mężczyznę zachęcająco. Jej zwinna ręka gładziła twarz oraz szyję jeźdźca po to, by druga bez przeszkód mogła majstrować przy dolnej części jego ubioru chcąc jak najszybciej się jej pozbyć.

_________________


Chella Grasse

Crazy witch




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Viserys Latrans
Radca Królewski
Radca Królewski
avatar

Ród : Latransowie.
Skąd : Grabierz Zachodnia.
Praca : Bycie zajebistym.

PisanieTemat: Re: Łąka   Pią Maj 02, 2014 12:59 am

Rzeczywiście, dziewczyna piła z początku nieśmiało, ale to Viserysowi w zupełności odpowiadało. Przecież dziewce nie wypada ciągnąć z gwintu jak chłop. Ten rytuał, którym jest picie alkoholu wymaga niezwykle dużo finezji i wdzięku, a jednocześnie należy się delektować trunkiem. Vis robił to mniej elegancko - oblewał nieco swoją brodę bo łapczywie pił. Tak to już z nim jest, abstynencją nie grzeszy.
- Mogę Ci pokazać, gdzie porywam i przetrzymuję takie jak Ty. - uśmiechnął się łobuzersko. - Czuję, że spodoba Ci się moja piwnica. Mam w niej więcej takich cudeńków. - wskazał na prawie pustą piersiówkę. - A może i lepsze. Zdaje mi się, że wino, które mój znajomy ostatnio robił jeszcze jest w baniaku... Taka pychota, nie kłamię! Tego, kto wymyślił wino powinno nosić się na rękach, całować mu stopy i wręczyć specjalną odznakę.. CUDOTWÓRCY! - rozgadał się, lecz większość jego wypowiedzi przypominała bełkot, za co serdecznie przeprosiłby Chellę,  gdyby wiedział, że tak właśnie było. Na jej nieszczęście nie wiedział i sądził, że mówił ładnie i składnie.
Alkohol tak omotał jego umysł, że rzeczywistość zwolniła o kilka stopni. Wszystkie ruchy wydawały mu się wolniejsze, lecz nieco rozmazane. Zwłaszcza ruchy oddawane przez Chellę. Były one wykonywane z gracją na miarę prawdziwej księżniczki. Miał wrażenie, że oczy płatają mu figle... Patrzył na tę dziewkę i widział w niej kogoś więcej niż zwykłą zielarkę, on to po prostu czuł w kościach. Może gdyby dokładniej przyjrzał się jej czynnościom, gdy go opatrywała... Ale teraz... teraz każdy jej najdrobniejszy ruch sprawiał, że przez jego ciało było zlewiskiem mieszanki uczuć. Nieznane odczucia kompletnie zaćmiły jego umysł. Można je porównać do kopnięcia prądem lub uderzenia pioruna - dziwne, obce i surowe... ale mimo wszystko przyjemne. Vis patrzył na nią i podziwiał całą jej osobę. Rudowłosa piękność, która ukazywała swoje wszelkie walory, będąc tuż obok niego. Niezwykłe widowisko, które cholernie przyciągało wzrok. Poza tym, urzekła go jej nieśmiałość i wdzięk, które nadawały jej delikatności i kobiecości.
Nie mówił nic - słowa nie były potrzebne. Chwycił ją w swe ramiona, rozebrał a potem pozwolił zostać rozebranym. Wszystko w ważnej i przyjemnej sprawie. Ich ciała stały się jednością na długą, długą chwilę...
Całował ją jeszcze długo, delektując się chwilą zapomnienia. Kto by przypuszczał, że zwykła podróż konna może zakończyć się tak zaskakująco i przyjemnie?
- Widzisz co ze mną zrobiłaś?  Spójrz, leżę nagi na łące. Czegoś takiego jeszcze nie doświadczyłem. - wyszeptał jej do ucha. Podniósł się nieco i ubrał spodnie. Zrobiło się chłodniej, więc nie chciał marznąć. Chłodny powiew nieco otrzeźwił mu umysł.
- A teraz przyznaj się, kim jesteś. - zmienił nieco ton. - Czuję, że za tą zielarką coś się kryje. - Maleńka, jego intuicja nieco się wyostrzyła.

_________________
Ja zaś wolę życie, bo śmierć to na raz sztuka, od której się żadnym dowcipem nie wykręcisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chella Grasse

avatar

Ród : Nieznany
Skąd : Lunarium
Praca : Zielarka, akuszerka,wiedźma

PisanieTemat: Re: Łąka   Pią Maj 02, 2014 1:57 am

Zaśmiała się uroczo i dźwięcznie. Niewielkim zdziwieniem byłoby dla niej gdyby rzeczywiście ją porwał do swych piwnic. Przyznać jednak musiała iż część jego wypowiedzi była dla niej nie zrozumiała, podejrzewała jednak iż rozprawia o jakimś trunku - nie raz słyszała pijanych mężczyzn, a tematy rozmów niemal zawsze zostawały takie same.Wywróciła oczami z lekkim pobłażaniem po czym kolejny łyk napoju wylądował w jej słodkich ustach.
- Byłoby dla mnie zaszczytem odwiedzić twe piwnice...- Powiedziała tylko. Jej jeszcze trzeźwy umysł nie widział sensu by prowadzić z mężczyzną jakąś dogłębniejszą dyskusję. Trzeźwość umysłu jednak długo jej nie towarzyszyła gdyż jej wątła i młoda osoba bywała aż nazbyt podatna na przyjemne działanie alkoholu. Jej przyzwoitość również uleciała gdzieś na kilkugodzinne wakacje razem z trzeźwością i zdrowym rozsądkiem.
Chelli upojenie alkoholowe dziś akurat przyczyniło się do błogiego nastroju i troszkę większego wyczulenia zmysłów niż zawsze. Wiedziała, iż to co właśnie zamierza zrobić z pewnością nie skończy się dobrze... Któż jednak słucha rozumu w takich chwilach ? Niemal oczywistym był fakt iż z pewnością przystanie na mało subtelną propozycję mężczyzny... Prędzej czy później i tak by uległa, zbyt wielka w tej chwili była moc mężcyzny.
Jej nieśmiałe ruchy spowodowane były w braku jakichkolwiek doświadczeń związanych z zaistniałą sytuacją. Liczyła tylko trochę ponad dwadzieścia wiosen i nie miała jeszcze żadnych adoratorów, mimo nawet ładnej buźki. Pozwoliła by ją rozebrał, co prawda nie miał byt wiele do roboty z jej sukienki niemal nic nie pozostało, jednak tym dziewczyna będzie martwić się trochę później.
Kolejne długie minuty zwieńczone były cichymi westchnieniami westchnieniami rozkoszy, z początku połączonej z bólem dziewczyny oraz namiętnymi pocałunkami. Kobiety takie jak ona posiadały nie jeden sposób, aby drzwi raju na kilka długich chwil otworzyły się dla towarzyszącego im mężczyzny, zwłaszcza w takich sytuacjach. Dziewczyna nie wahała się, by dziś wypróbować w praktyce każdy z nich.
Po wszystkim rudowłosa gładziła delikatnie twardą skórę mężczyzny, co jakiś czas zapuszczając się w najróżniejsze rejony ciała Viserysa. Chyba żadne z nich nie przypuszczało iż dzisiejszy dzień może się tak wspaniale skończyć.
- Potrafię zrobić dużo więcej... Gdybyś chciał znajdziesz mnie w leśnej chacie...- Powiedziała, niby przypadkiem przejechała noskiem po jego policzku z figlarnym uśmiechem. W czasie gdy on przyodziewał swoje spodnie, włożyła na siebie resztki sukienki, która szczerze mówiąc nie chroniła specjalnie przed zimnem. Jej niewielkie ciało przeszedł dreszcz, to też znów przysunęła się do mężczyzny.
Następne słowa mężczyzny sprawiły iż jej twarz diametralnie się zmieniła. Uśmiech zbladł a oczy dziewczyny wypełniła mieszanina smutku i odrobiny strachu. Spuściła wzrok na swoje dłonie, ułożone na podołku. Trwała tak przez dłuższą chwilę, rozważajac wszelkie za i przeciw. Wiedziała iż prędzej czy później mężczyzna dowie się o wszystkim, nie chciała jednak aby tak się stało, co to to nie. Westchnęła ciężko nadal patrząc na swoje dłonie. Uśmiechnęła się smutno.
-Wiesz już przecież kim jestem, zwykła prosta zielarka i akuszerka nic więcej. - Powiedziała tylko po czym położyła głowę na ramieniu mężczyzny patrząc na niego spod kąta.
- Ja tylko wiem dużo więcej o ziołach od innych zielarek...- Dodała cichutko, tak że nawet on mógł tego nie usłyszeć.

_________________


Chella Grasse

Crazy witch




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Viserys Latrans
Radca Królewski
Radca Królewski
avatar

Ród : Latransowie.
Skąd : Grabierz Zachodnia.
Praca : Bycie zajebistym.

PisanieTemat: Re: Łąka   Sob Maj 03, 2014 4:25 am

Dotykał ją, muskał jej skórę, robił to z najwyższą delikatnością na jaką mógł się zdobyć. Chciał sprawiać przyjemność i samemu dostawać rozkosz. Muskał ustami jej szyję, zjeżdżając ku niższym partiom ciała. Starał się nie omijać żadnego milimetra jej ciała. Jego umysł został doszczętnie przyćmiony przez jej wdzięk i urodę, a świat zaczął postrzegać przez pryzmat jej ciała - piękny i kształtny. Tonął w jej dotyku i finezji, którymi go nagradzała.  Świat spowolnił, a zrzucenie tempa spowodowało, że czas przyjemności niesamowicie się wydłużał. Gładził jej skórę, która w dotyku przypominała jedwab najwyższej jakości. Poznał całe jej ciało, co zwieńczył zjednoliceniem się z jej ciałem.
Fajna ten.. dziołcha rudo...
Po wszystkim nie mógł nawet zebrać myśli w kupę - był zbyt odurzony jej ciałem i alkoholem. Ubrawszy się, uniósł zad i chwiejnie stojąc spojrzał na nią. Ujął w dłoń jej brodę i przyciągnął do swojej twarzy. Niechlujnie ją obwąchał, wyczuwając dziwną aurę. Wcześniej w ogóle nie zwracał na to uwagi, ciśnienie, które w nim było zagłuszało ten fakt. Teraz... teraz  czuł i to doskonale.
- Dziwnie mi śmierdzisz. - powiedział ostro. - Nazbyt ładnie. Proste dziewki tak nie pachną, one śmierdzą wsią, śmierdzą robotą, którą wykonują... A Ty! Ty pachniesz, Ty uwodzisz, Ty zagłuszasz umysł...! - krzyczał, wpadając w szał.
Niech no sobie ta rudowłosa nie myśli bóg wie czego! Viserys jest bliski odkrycia jej tajemnicy, więc niech na siebie uważa. Za chwilę może zostać pozbawiona jakiejś kończyny... lub życia. On nawet nie spojrzy na to, że przed chwilą uprawiał z nią seks - zapomni o tym, bo wiadomość, że Chelle jest wiedźmą rozpanoszy się po całym mózgu.
- Mów mi kim jesteś, albo sam się dowiem... I nie ręczę za siebie! - warknął, szukając swojego miecza, który upadł gdzieś na polu.
Dziewkę może uratować już tylko jakieś zaklęcie.

_________________
Ja zaś wolę życie, bo śmierć to na raz sztuka, od której się żadnym dowcipem nie wykręcisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chella Grasse

avatar

Ród : Nieznany
Skąd : Lunarium
Praca : Zielarka, akuszerka,wiedźma

PisanieTemat: Re: Łąka   Sob Maj 03, 2014 1:10 pm

Dziewczyna po całym zdarzeniu miała wielką nadzieję, iż mężczyzna przestanie cokolwiek podejrzewać, że jego wątpliwości przyćmi rozkosz, której jak największymi pokładami starała się go obdarzyć. Niestety, najwidoczniej dopływ krwi podziałał na niego zupełnie inaczej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać.
Obserwowała uważnie każdy jego ruch, kuląc się z zimna. Cichutko, w myślach powtarzała pewną formułkę prosząc wiatr by choć na chwilę przestał wiać. Tak się też stało, jednak mężczyzna nie miał nawet jak połączyć tego zdarzenia z rudowłosą. Stała przed mężczyzną który trzymał jej brodę za mocno na początek kolejnych igraszek. Rozerwana suknia nadal ukazywała biust kobiet a  jej oczy powoli zaczynały rzucać gromami. Viserysie, czyż mama nie uprzedzała że z wiedźmami się nie zadziera?
Jego kolejne słowa przelały czarę goryczy. Dziewczyna nie znosiła, gdy ktoś wypominał jej z jakiej warstwy społecznej była zrodzona. Przecież wiedźm to nie powinno dotyczyć, żyła z dala od społeczeństwa a już takich jak mężczyzna powinna unikać.
- A jak mam pachnieć gdy całe dnie spędzam wśród ziół? Pieniądze wyrzarły ci rozum Viserysie, uważaj na słowa które padają z twych ust ! Wiesz kto najbardziej śmierdzi? Wy! Te wszystkie pałacowe psy biegające za władcą i liżące mu zadek...- Syknęła. Pogoda zdawała się reagować na targające dziewczyną uczucia. Wiatr znów zaczął biegać po łąkach ze zdwojoną siłą, porywając do tańca włosy Chelli. Niebo w kilka chwil zaszło ciemnymi chmurami, zanoszącymi śmiercionośną ulewę. Byle królewski pies nie będzie siew  ten sposób odnosił, jej należał się szacunek!
W czasie gdy szukał swego miecza wściekła dziewczyna wyjęła jeden z flakoników, które znajdowały się w jej koszyczku. Nie czekając aż mężczyzna znajdzie broń, gdyż wiedziała iż wtedy ma znikome szanse na ujście z życiem, mimo najróżniejszych sił stojących po jej stronie. Zrobiła kilka kroków w stronę mężczyzny, chwilę przed nim stała po czym całą  swoją siła spoliczkowała Viserysa. W tym samym momencie z niemal czarnego nieba rozległ się grzmot. Ach,dawno natura jej tak nie sprzyjała! Wbrew pozorom Chella nie była taka bezbronna, wiele lat życia samej nauczyło ją jak sobie radzić w wielu sytuacjach, a jej magiczne zdolności tylko jej w tym pomagały...
Okrążyła mężczyznę z wyzywającym spojrzeniem, kręcąc swoimi biodrami, kusząc i uwodząc. Jej krągłości przyciągały wzrok królewskiego radnego, a gdy zrobiła już pełne koło wokół niego rzuciła mu pod nogi niewielki flakonik z granatową cieczą. Niewielka buteleczka rozbiła się, a mężczyznę otoczyły smużki granatowego dymu, usilnie owijając się wokół jego ciała.
- Przeklinam Cię, Viserysie z Zachodnich ziem Grabieży. Dopóty nie zrozumiesz błędu jaki popełniłeś twoja męskość będzie uśpiona i nawet najpiękniejsze panny świata nie będą w stanie jej rozbudzić. Każdy wysokoprocentowy trunek będzie uciekał z twych ust....- Powiedziała śpiewnie i bardzo melodyjnie. Smużki dymu, gdy już owinęły się wokół jego osoby wtopiły się w jego ciało. Pioruny co jakiś czas rozcinały niebo, a grzmoty zdawały się zwiastować upadek nieba. Wściekłe oczy dziewczyny zaszły łzami, które po chwili spłynęły po dziewczęcym policzku.
Po kilku chwilach niebo zaczęło się nie co rozpogadzać.
- Myślałam że jesteś inny...- Powiedziała cicho.

_________________


Chella Grasse

Crazy witch




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Viserys Latrans
Radca Królewski
Radca Królewski
avatar

Ród : Latransowie.
Skąd : Grabierz Zachodnia.
Praca : Bycie zajebistym.

PisanieTemat: Re: Łąka   Pon Maj 05, 2014 3:00 am

Viserys przejechał opuszkami palców po swoich długich wąsach. Słowa dziewki wydawały się takie zabawne... A on śmiał się i śmiał. Donośnie, głośno i długo – tak, by podkreślić zabawną wartość wypowiedzi dziewczyny. Pewnie, każdemu z łatwością przychodzi grożenie innym, jednak Vis nie wierzył w groźby bez pokrycia. Mogła sobie gadać co chciała, mogła nawet pogrozić mu paluchem przed twarzą. Nie robiło to jednak najmniejszego wrażenia na radcy królewskim.
- Ja? Liżę królewskie zadki?! Czekaj no... - warknął i chwycił jej rudawe włosy. - Zaraz Ci pokażę, kto z naszej dwójki będzie lizał zadek. Zapewniam Cię, że to na pewno nie będę ja. - mówił donośnie, by dziewczyna wszystko zrozumiała i przesłała te informacje do móżdżku.
Odwrócił się i stracił dziewkę z oczu. W tamtym momencie nie zdawał sobie sprawy, jak wielki popełnia błąd. Nie wolno tracić z oczu wroga podczas konfrontacji – pierwsza zasada, którą wpajał mu ojciec. Nawet chwilowe odwrócenie uwagi może spowodować prawdziwą lawinę nieszczęść, tak jak w tym przypadku.
Grzebał i grzebał w trawie. Przez chwilę miał wrażenie, że na przekór jemu samemu jakieś wyższe, nieokreślone siły nakazały trawom rosnąć coraz wyżej i wyżej, by nie dobył miecza. Czołgał się, raczkował, wszystko po to by jak najszybciej znaleźć miecz. Wszystko na nic, to cholerne narzędzie po prostu zniknęło, rozpłynęło się w powietrzu... a może w złym miejscu szukał. Może miecz zaczepił się o siodło gdy upadał wraz z koniem? Rozejrzał się za zwierzęciem, ale on tylko leżał pod lasem i obserwował zaistniałą sytuację. W myślach obrzucił konia najgorszymi  obelgami jakie znał.
Co to za koń, który spieprza i zostawia swego pana na pastwę losu? Niech no go dorwę, a obiecuję, że pójdzie do rzeźni, a potem upchnę go na targu za grosze...
Zrezygnowany podniósł się z trawy, zdezorientowany dziewczyną. Poczęła ona go okrążać, machać biodrami, kusić... O co chodzi? Odprawia jakiś rytuał? Vis głowił się, nic nie rozumiejąc. Nie rozumiał tylko przez ułamek sekundy, bo chwilę potem wszystko stało się jasne. Wiedźma rzuciła mu jakieś gówno pod nogi, które wybuchło dymem. Latrans o mało się nie udusił od tego zapachu, który napędził mu łez do oczu i zadał bolesny cios płucom.
- Ty... suko...  - próbował krzyczeć, ale dym mu na to nie pozwalał. Dusił się i pluł flegmom bo jakiejś dziwce zachciało się bawić w czarownicę.
Zatkał nos i usta, dzięki czemu przez chwilę się nie dusił. Odskoczył w bok, by uwolnić się ze źródła dymu. Czuł, że powietrze wokół stało się ciężkie, przesycone jakby... magią? Nie potrafił dokładnie stwierdzić, w końcu nie był specjalistą. Jeszcze raz spojrzał na dziewkę, wykrzywiając twarz w grymas.
- Myślałaś?! A od kiedy Ty mnie, kurwa, znasz?! Od godziny, czy może dwóch?! Gówno o mnie wiesz, a ten czar wcale Ci nie pomoże... - wrzeszczał wściekły. - Mogę Ci obiecać, a nawet przysiąc – zaczął się do niej zbliżać. - że spłoniesz na stosie. Jak nie dziś, to jutro. Co ma wisieć, nie utonie, jak mawiają. Wydawałaś się taka urocza... Teraz wiem dlaczego. Pewno rzuciłaś na mnie jakiś urok, cobym się Tobą zainteresował i wychędożył, bo nikt przy zdrowych zmysłach Cię nie tknie! - coraz bardziej się nakręcał, a odległość między nimi coraz niebezpieczniej się zmniejszała. - Jestem pierdolonym radcą królewskim i nikt nie ma prawa podnieść na mnie ręki... A już na pewno nie taki śmieć, jak wiedźma. Was powinno się nabijać na pale i ogradzać nimi mury miasta! Takie paskudztwo każdego by odstraszyło... - mówił i mówił, czując, że popada w obłęd.
Był tak blisko niej, że znów ujrzał tę słodką twarz, która go tak urzekła. Tym razem go obrzydziła i sprawiła, że miał ochotę chwycić za włosy, sprowadzić do parteru i gwałcić długo i boooleśnie. Pragnął obrzydzić jej mężczyzn, zadawać ból i patrzeć jak cierpi. Szkoda tylko, że uraczyła go tym pieprzonym zaklęciem. Teraz nie wiadomo jak długo będzie działał i czy da się go jakoś cofnąć. Był cholernie, cholernie zły i zdezorientowany.  Już sam nie wiedział co ma zrobić, szukać miecza, pobić ją czy po prostu uciec do konia i spieprzać gdzie pieprz rośnie? Uznał, że mimo wszystko jest kobietą, a ich nie wolno bić. Tylko i wyłącznie z tego powodu udało się jej nie oberwać.
- Cofnij to zaklęcie. Cofnij, bo inaczej pojadę do miasta i znajdę jakąś grupę brudasów, którzy chętnie zabawią się z taką ślicznotką... A potem obrabują, zabiją i wrzucą gdzieś do rzeki. Cofnij, bo gorzko pożałujesz. - mówił surowo. Już nie był tym miłym i szelmowskim Visem, którego poznała. Teraz stał się żądną zemsty bestią.

_________________
Ja zaś wolę życie, bo śmierć to na raz sztuka, od której się żadnym dowcipem nie wykręcisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chella Grasse

avatar

Ród : Nieznany
Skąd : Lunarium
Praca : Zielarka, akuszerka,wiedźma

PisanieTemat: Re: Łąka   Pon Maj 05, 2014 9:22 pm

Pisnęła cicho gdy tylko mężczyzna złapał ją za długie włosy. Viserys powoli zaczynał przekraczać niepisaną granicę cierpliwości młodej wiedźmy, kręcąc sobie coraz to większego bata na jego szlachecki tyłek. Najwidoczniej nigdy nie miał do czynienia z nikim, kto znał się na czarach prości ludzie wiedzieli iż takim osobom nie gra się na nerwach, a z pewnością nie obraża się ich. Mężczyzna błądził, iż groźby Chelli są bez pokrycia nawet nie wiedział jaką ma nad nim przewagę.. Kopnęła mężczyznę w kolano, obrzucając go wściekłym spojrzeniem.
- Mylisz się Viserysie- Syknęła cicho. Wykorzystała moment gdy zdezorientowany mężczyzna padł na ziemię by szukać swej broni. Popełnił jeden błąd, który będzie ego bardzo dużo kosztować. Ona już się z pewnością o to postara, bądźcie wszyscy tego pewni. A ten dzień mógł zakończyć się dla niego o wiele przyjemniej niż teraz, mógłby korzystać z uprzejmości wiedźmy dopóty by nie padł... A tak padnie pod siłą jej uroków.
Uważnie obserwowała trochę wystraszoną i na pewno wściekłą twarz mężczyzny, podczas wypowiadania swojego przekleństwa. Zawiodła się na nim i może uraczyłaby go jakąkolwiek litością gdyby nie bolesne słowa które co rusz wypowiadał do dziewczyny. Mimo swojego marnego urodzenia Chella miała bardzo wysokie mniemanie o sobie, w końcu była wiedźmą. Gdyby chciała już dawno mogłaby za pomocą czarów przejąć panowanie... Jednak nie chciała. Wolała spokojne życie w leśnych gąszczach, wolała pomagać ludziom... Wysoko urodzeni jednak chyba nigdy nie uszanują mocy, jaką ta wiedźma posiada mimo iż nie raz zwracali się do niej o pomoc...
Niebo zdążyło się uspokoić gdy mężczyzna zaczął wyrzucać z siebie wściekłe słowa. W prawie już spokojnej Chelli zawrzało ponownie. Niemal momentalnie niebo znów zasnuło się ciężkimi, prawie czarnymi chmurami a silny wiatr niemal zwalał z nóg. Oczy rudowłosej wręcz kipiały złością. Spojrzała w stronę pięknego konia mężczyzny i szepnęła kilka słów. Ten zerwał się na równe nogi po czym pognał gdzieś w las. Kolejne gromy rozrywały niebo. Dziewczyna obserwowała mężczyznę stojąc dumnie, mimo rozerwanej sukni ukazującej jej piękne wdzięki.
- Czytam w tobie niemal jak w otwartej książce, Twoje oczy mówią wszystko... Zamilcz!  Gdyby nie ja zginąłbyś pod swoim wierzchowcem ! Okazałam Ci litość a ty tego nie uszanowałeś i nie licz na to iż ujdzie Ci to płazem ! - Warknęła. Nie ruszyła się nawet o krok gdy do niej podchodził. Jej oczy zaszkliły się na słowa o tym, iż musiała rzucić na niego urok. Rozpętała się burza, z nieba runął ulewny deszcz a wiatr wiał coraz mocniej. Kolejne słowa mężczyzny przelały czarę goryczy. Dziewczyna zamachnęła się z całej siły wymierzając mężczyźnie policzek. W momencie gdy go uderzyło dało się słyszeć silny grzmot, odgłos starych bogów burzy.
- Nic nie musiałam rzucać. Tylko spróbuj mnie tknąć a zawiśniesz na sznurze o wiele szybciej niż myślisz. Władam siłami o których nawet nie śniłeś Viserysie. - Tu podeszła do mężczyzny tak, iż niemal stykali się nosami, złapała go za poły kurty. -I jeśli mnie zabijesz, szybko znajdziesz się w najgorszych okowach piekieł- Powiedziała mu na ucho, słodkim niemal uwodzicielskim tonem. Spojrzała mu jeszcze przeciągle w oczy. Mógł teraz dokładnie zauważyć żal i wściekłość tańczące w jasnoniebieskich oczach dziewczyny. Odepchnęła go po chwili robiąc kilka małych kroków  w tył.
- Dopóty nie zrozumiesz swoich błędów klątwa będzie trwać. Gdy okażesz mi należyty szacunek i przeprosisz za swe błędy zastanowię się nad jej zdjęciem. - Powiedziała głosem pełnym dumy. Deszcz coraz mocniej lał z nieba, jakby próbując ugasić chęć mordu, która ukazała się na twarzy mężczyzny. Dziewczyna zaśmiała się uroczo i wdzięcznie, niczym pozbawiona trosk dziesięciolatka. Jeśli sądzi iż może jej grozić prostymi ludźmi, którzy tak ją uwielbiali był w wielkim błędzie.
-Nikt z ludzi których chciałbyś nająć nic mi nie zrobi. Mają u mnie dług wdzięczności za uratowanie ich bliskich. Nikt po za mną nie jest w stanie uwolnić Cię od mej klątwy więc zasada jest prosta : zrozumiesz co zrobiłeś i przeprosisz zastanowię się nad zdjęciem zaklęcia, jeśli tak się nie stanie możesz zapomnieć o miłosnych igraszkach jak i pijackich zabawach w karczmie.... Wszystko jest proste i klarowne, czyż nie ?- Powiedziała nader spokojnym i opanowanym tonem. Mokre włosy dziewczyny przykleiły się do jej szyi i piersi, deszcz skutecznie ukrył kilka łez, które niekontrolowanie spłynęły po policzku rudowłosej dziewczyny. I mimo tych wszystkich czarów i zaklęć była tylko młodą, porzuconą dziewczyną...

_________________


Chella Grasse

Crazy witch




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Viserys Latrans
Radca Królewski
Radca Królewski
avatar

Ród : Latransowie.
Skąd : Grabierz Zachodnia.
Praca : Bycie zajebistym.

PisanieTemat: Re: Łąka   Wto Maj 06, 2014 4:52 am

Wściekłość, która go ogarniała była niczym w porównaniu do słów, które z siebie wyrzucał. Złość próbował przelać w wypowiedzi, ale suma sumarów i tak brzmiały one zbyt łagodnie. Nie rozumiał, jak taka prosta dziewka odważyła się rzucić czar na jego męskość. Jemu to się po prostu nie mieściło w głowie, a jeszcze bardziej nie mógł zrozumieć samego siebie. Co go podkusiło by wychędożyć dziewkę spotkaną w polu? Teraz przynajmniej ma nauczkę na przyszłość – nie wkłada się palucha do byle otworu. Już lepiej by wyszedł, gdyby poszedł do domu publicznego, choć i tam rzadko zaglądał.
Tę uśpioną męskość chyba jakoś by przebolał... przez jakiś czas. Ale żeby pozbawiła go możliwości picia alkoholu? Szczyt wszystkiego. Huczne zabawy i biesiady to jego drugie imię! Przecież to właśnie na tych wszystkich zabawach poznał tylu wspaniałych ludzi, a zabawa bez alkoholu to nie zabawa... przynajmniej nie dla radcy królewskiego, który winien pić najdroższe trunki. Jeszcze dziołcha pożałuje, że pozbawiła go tego prawa. Jak nie teraz, to kiedy indziej...
Patrzył na nią przez pryzmat obrzydzenia. Cały czas coś robiła, jak nie rzucała uroków, to płoszyła konia i powodowała deszcz... A właśnie, koń. Kolejny powód, dla którego Vis powinien ją zabić. Czym on teraz wróci do miasta? Jak ma się uwolnić od tej wiedźmy, gdy wokół burza, a on sam, bez konia...
Znów się śmiał z tego, co mówiła. Rzeczywiście, mogłaby go powiesić na sznurze. Ciekawe tylko, co by powiedział król na wieść o śmierci swojego radcy. Nie sądzę, by puścił to płazem i zaniechał poszukiwań sprawcy owego mordu. Gdyby tak przypadkiem odnalazł Chellę, co gorsza, gdyby przypadkiem dowiedział się, że jest wiedźmą... Chella, biada Ci, biada.
- Zwróć mi mego konia - szeptał, lecz nie był pewien, czy wiedźma go słyszy przez huk wywoływany deszczem i grzmotami. - Zwróć mi go, a ja wrócę do miasta i dam Ci spokój. Uwierz mi, to jedyne rozsądne wyjście dla Ciebie. Całkiem możliwe, że nic Ci się nie stanie. - na razie, dorzucił w myślach.
Patrzył na nią podejrzliwie, jak gdyby bał się, że zaraz zrzuci na niego kolejną klątwę. Gorzej już chyba i tak nie może być, więc.. pal licho. Oddaj konia i spieprzaj.

_________________
Ja zaś wolę życie, bo śmierć to na raz sztuka, od której się żadnym dowcipem nie wykręcisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chella Grasse

avatar

Ród : Nieznany
Skąd : Lunarium
Praca : Zielarka, akuszerka,wiedźma

PisanieTemat: Re: Łąka   Wto Maj 06, 2014 11:28 am

Ach gdyby nie drążył tematu dotyczącego jej prawdziwego nic by się nie stało, po za dodatkowymi rozkoszami jakimi obdarowała by go rudowłosa dziewczyna. Wiedźmy miały to do siebie iż bywały bardzo kapryśne i pod żadnym pozorem nie należało ich obrażać... I ranić. Musiała sama sobie przyznać iż zachowanie mężczyzny gdzieś, tam w środku ukuły ją w bardzo bolesny punkt. Wiedziała ze jest skazana na samotność, jednak starała się o tym nie myśleć. Ba, nie miała o czym mówić skoro nawet nie posiadała jakiegokolwiek posagu. Nikt nie weźmie panny bez posagu, w dodatku wiedźmy...
Zasłużył na karę, jaką otrzymał. I bardzo dobrze wiedział, co zrobić aby została ona odwołana.  I gdyby tylko naprawdę chciał i się postarał dziewczyna mogłaby zdjąć z niego klątwę w przeciągu kilku dni, do niego jednak należała decyzja co zrobi z tym fantem i czy pogorszy swoją sytuację. Ona jedynie chciała by zrozumiał swój błąd i ją przeprosił... Czy to aż tak wiele ?
Ach, Viserys był głupcem jeśli uważał iż jej sieci nie są zarzucone na pałac. Prawda była zupełnie przeciwna. Zagryzła wargę po czym zaczęła szeptać cichutko niezrozumiałe dla niego słowa. Tym razem nie był to czary lecz kolejne ciche przekleństwa kierowane ku mężczyźnie, ach niech się cieszy iż nie wzięła większej ilości swoich magicznych fiolek !
-Twojego konia spłoszyła burza, nie ma w tym ani jednej mojej zasługi- Obdarowała go niewielkim kłamstwem. Wywróciła oczami, co to za wielki jeździec i wojak który nawet nie umie złapać swojego konia ? Zebrała swoje rzeczy po czym odwróciła się plecami do mężczyzny i... odeszła. Zgrabnym, nieco kokieteryjnym krokiem ruszyła ku ścianie drzew którą z ich miejsca ledwo było widać. Tanecznym krokiem wbiegła między drzewa, szukając śladów spłoszonego zwierzęcia. Nie musiała długo szukać gdyż kilkaset metrów dalej wodze zaplątały się w jakąś gałąź. Dziewczyna podeszła powoli do konia, cały cas uspokajająco do niego przemawiając. Po kilku dłuższych minutach rozplątała wodze. wyjęła z koszyczka garnuszek, niewielką łyżką nałożyła znajdująca się w środku masę na skrawek materiału który był niegdyś jej sukienką i szczelnie go zawinęła zawiązując u góry pęk. Gotowy pakunek wrzuciła do sakwy przyczepionej do siodła mężczyzny. Poklepała zwierzę po szyi po czym zabrała rzeczy i poprowadziła pięknego konia do Viserysa. Cały czas przemawiała do zwierzęcia cichym i uspokajającym tonem. Niebo powoli zaczynało się przejaśniać, co sprawiało iż zwierzę stawało się coraz to spokojniejsze.
Podeszła do Viserysa spokojnie z wodzami w jednym ręku, i koszyczkiem przewieszonym przez drugie ramię. Jej oczy nadal pełne były negatywnych emocji. Podała mężczyźnie wodze, na dłuższy czas zatrzymując się spojrzeniem na wierzchowcu.
- Wiesz gdzie mnie szukać gdy zmienisz zdanie- Powiedziała tylko, po czym uraczyła mężczyznę ostatnim spojrzeniem i weszła między leśne drzewa udając się do swojej chaty. Kilka kroków od mężczyzny z jej oczu popłynęło kilka łez..
Mężczyzna w swej sakwie mógł znaleźć lekarstwo które dla niego przyrządziła...
[zt]

_________________


Chella Grasse

Crazy witch




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Viserys Latrans
Radca Królewski
Radca Królewski
avatar

Ród : Latransowie.
Skąd : Grabierz Zachodnia.
Praca : Bycie zajebistym.

PisanieTemat: Re: Łąka   Czw Maj 08, 2014 3:54 am

Viserys Latrans wychował się w bogobojnej rodzinie. Już od małego miał wpajane pewne wartości i zasady, którymi powinien kierować się w przyszłości. Jak to w życiu bywa, ludzie nie zawsze mają chęć postępować według wskazówek rodziców. Vis czasem żył zgodnie ze wskazówkami, a czasem po prostu uczył się na swoich błędach – ponoć to najlepsza nauka. To właśnie ojciec nauczył go, że wiedźmami należy się brzydzić. Zabił on niemało wiedźm, a Vis na własne oczy widział, jak palą się one na stosach w centrum miasta. Został tak wychowany, więc nie należy się dziwić, że tak zareagował na tę dziewkę. Do magii podchodził jak do ognia – kontaktu z ogniem lepiej unikać. Dlatego też wrzeszczał i wyrywał sobie włosy z głowy.. Była to swoistego rodzaju obrona przed czymś nieznanym, czymś co znał jako złe, a okazało się przyjazne i dawało rozkosz.
Gdyby Chella o tym wiedziała, to pewno zmieniłaby zdanie. Niestety, Vis to unoszący się honorem facet i za żadne skarby nie odwoła tego, co powiedział. Ubliżał kobiecie, ale nawet ten fakt nie był w stanie jakkolwiek wpłynąć na jego sumienie. Będzie musiał ochłonąć i kiedy indziej z nią porozmawiać, o ile się na to zdobędzie. W końcu żadnemu człowiekowi nie przychodzi z łatwością przyznawanie się do własnych błędów, a tym bardziej przepraszanie za nie. Najwyraźniej będzie musiał zapoznać się z pojęciem pokora...
Czas płynął dziwnym tempem. Vis sam nie wiedział, czy na polu spędził parę godzin, czy pół dnia. Zresztą, na przyjemnościach czas najszybciej płynie, toteż nie zdziwiłby się, gdyby nadchodził wieczór. To właśnie z wcześniej wymienionego powodu Latrans nie miał czasu troszczyć się o wierzchowca – był pochłonięty intensywnym zajęciem. Swoją drogą, sam by sobie poradził z przywołaniem konia do porządku, a pomoc Chelli była niepotrzebna. Już wystarczająco mu dzisiaj „pomogła”... Mimo wszystko, rzucił ciche podziękowanie w jej stronę. Nie chciał wyjść na kompletnego buraka.
- Owszem, wiem, gdzie Cię szukać. Zapewniam Cię, że jeszcze się spotkamy. - odpowiedział, żwawo wsiadając na czarnego wierzchowca. Wił się niespokojnie, najprawdopodobniej został spłoszony przez grzmoty, które jeszcze chwilę temu było świetnie słychać.
Rzucił ostatnie spojrzenie w stronę rudowłosej, po czym pogonił konia i ruszyli oni w drogę powrotną. Nareszcie.

[z/t]

_________________
Ja zaś wolę życie, bo śmierć to na raz sztuka, od której się żadnym dowcipem nie wykręcisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reins Tarrs

avatar

Skąd : Swisk
Praca : Złodziej/Były książę

PisanieTemat: Re: Łąka   Sro Cze 04, 2014 8:05 pm

Końskie kopyta stąpały powoli po małej ścieżce, wiodącej przez łąkę. Jeźdźcem wierzchowca był tajemniczy mężczyzną z założonym kapturem na głowę. Dało się zauważyć, że jest uzbrojony po żeby. Przy pasie trzy sztylety, dwie szable natomiast przywiązane do siodła. Wyglądał na takiego, którego lepiej nie tykać.
Oczywiście był to Reins, ale co tutaj robił? Zmierzał do stolicy, Alces. Miał parę rachunków do wyrównania. A jego podróż trwała już wiele, wiele dni. Koń już prawie nie wytrzymywał ciężaru swojego jeźdźca. Gdy tylko Tarrs to spostrzegł jak najszybciej zszedł ze swojego "przyjaciela" i łapiąc rączkę przy siodle zaczął prowadzić konia dalej. Nerwowo się rozglądał. Ptaki szalały. Chyba zbliżała się burza. Niebo się chmurzyło, a to źle. Mężczyzna nie miał gdzie się ukryć nawet. No i znów zmoknie. Najgorsze, że jego rumak już go nie udźwignie, więc to będzie długa droga... Szczególnie, że tutejsza ścieżka lada chwila po deszczu może się zrobić bagnem. Jeszcze większe utrudnienia!
-W niezłe gówno się wpakowaliśmy. A mogliśmy zatrzymać się w tej gospodzie i odpocząć. Ale ja jak zwykle byłem "mądrzejszy"!- Powiedział do konia, który zarżał. Świetnie. Teraz rozmawia ze zwierzętami. Coraz mniejszy kontakt z jakimkolwiek człowiekiem źle na niego działał. Może i z ptakami ćwierkać zacznie?

_________________
Zemsta
...


Patrzysz na człowieka który stracił wszystko co mu ofiarowano. Patrzysz na człowieka który nie ma już nic. Patrzysz na człowieka któremu świat runął na głowę.
Tylko zemsta jeszcze trzyma mnie przy życiu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mariota Appleby

avatar

Skąd : Sprattus
Praca : Łuczniczka

PisanieTemat: Re: Łąka   Sro Cze 04, 2014 8:44 pm

Kolejna konna przejażdżka, zamiar odwiedzenia wiedźmy w środku lasu, w jej chatce otoczonej ziołami oraz dziką naturą, piękną i nieopanowaną. Kłusem powoli rozjeżdżała wierzchowca, by pozwolić sobie na dziki galop przez łąki i pola. Łuk wraz z lotkami strzał sterczał z pokrowca przytroczonego paskiem biegnącym na skoś piersi dziewczyny. Jechała ku lasowi, a ścieżka zakręcała łagodnie przed lasem. Dziewczyna usłyszała głos, jak gdyby ktoś mówił do... konia?
Splunęła, widząc, że i jej rumak zastrzygł uszami.
Ściągnęła bez słowa wodze, by zjechać na trawę ustawiła konia idealnie przy wyjeździe ze ścieżki. Wybrała miejsce gęsto zarośnięte drzewami, między którymi rozpięły się krzewy, zasłaniając Mariotę wyjmującą łuk, zakładającą strzałę na cięciwę.
Wycelowała, a cięciwa przylgnęła do jej policzka, pióra lotki muskały usta.
Czekała w bezruchu, koń, przyuczony już do podobnych sytuacji, nie odzywał się w odpowiedzi naturze, opuścił łeb i zaczął podskubywać trawę, znudzony całym zajściem, które miało się wydarzyć.
Mężczyzna wyszedł, dziewczyna natychmiastowo skorygowała punkt obrany za cel - szykowała się na jeźdźca, tymczasem mężczyzna prowadził rumaka za wodze.
-Ha, Hirundo, patrzże. Ktosik z obczyzny- powiedziała głośno, by mężczyzna zobaczył panienkę złożoną do strzału, celującą wprost w jego pierś z łuku za pomocą którego z łatwością mogłaby przeszyć go strzałą na wylot.
Koń, słysząc swoje imię, nawet poruszył uszami, udając zainteresowanie.
Hirundo odpowiedział cichym parsknięciem na rżenie rumaka nieznajomego.
-No, panie, wyrzuci pan te sztyleciki i szabelki, to i strzałę może wstrzymam- powiedziała z chytrym uśmiechem, a ręka ani jej drgnęła, wciąż utrzymując cięciwę napiętą, a cel obrany.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reins Tarrs

avatar

Skąd : Swisk
Praca : Złodziej/Były książę

PisanieTemat: Re: Łąka   Sro Cze 04, 2014 9:03 pm

Słysząc głos... kobiecy głos, zatrzymał się, a wraz z nim jego koń. Reins ściągnął z głowy kaptur, który przysłaniał mu pole widzenia. Włosy zgarnął z czoła i zaczął przyglądać się tej osóbce. Nie! Czemu czekała go śmierć?! Dlaczego ma umrzeć właśnie teraz?! A tak na serio to ziewnął tylko w odpowiedzi.
Jakoś mu się nie podobało pozbycia się swoich cudeniek sprowadzonych z dalekiego południa.
-Czego chcesz? Pieniędzy? Nie mam. Konia Ci mogę dać, ale ledwo dycha.- Spojrzał na swojego rumaka, który opuścił łeb. "Najlepiej mnie tak zostawić z tym samego!" Pomyślał złodziej. Nagle zdał sobie sprawę jak bardzo jest z nim źle, więc szybko spojrzał na bandytkę.
Założył ręce na pierś czekając na jej odpowiedź. Albo ruch. To już zależne od niech. Ale tak na prawdę to śmierć nie jest fajną perspektywą. Niestety Reins jest zbyt dumny i nie odpuszcza...
-Daj mi iść dalej. Toż Ci nie wadze.- Powiedział z cichym westchnięciem. Od kiedy to się podchodzi do człowieka  do niego celuje? No chyba, że chodzi o złoty pieniądz. Ale sam Tarrs zna mniej konfliktowy sposób ich zdobywania.
To czekamy...

_________________
Zemsta
...


Patrzysz na człowieka który stracił wszystko co mu ofiarowano. Patrzysz na człowieka który nie ma już nic. Patrzysz na człowieka któremu świat runął na głowę.
Tylko zemsta jeszcze trzyma mnie przy życiu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Łąka   

Powrót do góry Go down
 
Łąka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Amentes :: Alces :: Przedmurza miasta-
Skocz do: