IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Rynek główny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Fortuna
Admin
avatar

Ród : Wszechmocny
Skąd : Zewsząd
Praca : Mąciciel

PisanieTemat: Rynek główny   Czw Kwi 17, 2014 7:04 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan Gartnait

avatar

Skąd : Sprattus
Praca : Łotrzyk

PisanieTemat: Re: Rynek główny   Sob Kwi 19, 2014 7:57 pm

// początek


Aidan dotarł do murów miasta, gdzie miał zamiar zaopatrzyć się w jakieś zapasy i... kilka sakiewek złota. Tak się składało, że nie miał przy ni złamanego miedziaka, który zapewniłby mu jakąś strawę. Jedynie kilka szmat w starym worku, przerzuconym przez ramię. Chłopak przeszedł mury, mieszając się w tłum, podążający na rynek i starając się nie rzucać w oczy strażnikom. Wolałby mieć tą pewność, że nikt nie zapamięta jego przystojnej gęby, która tak przykuwała spojrzenia młodych dziewek. Aiden zaśmiał się sam do siebie, słysząc myśli jakie rozbijały się mu po głowie, a których nigdy nie nauczył się kontrolować. Drapiąc zarośnięty policzek brudnymi pazurami, obrócił się za jakąś młódką, która zaraz została pociągnięta za ramię przez, stojącą na straży jej cnoty, matulę.
Aidan zarechotał pod nosem, ledwo unikając zdarzenia z grubym jegomościem, niosącym jakieś skrzynie z owocami. Aż ślinka łotrzykowi poleciała na widok czerwonego, soczystego jabłuszka, toteż ruszył za handlarzem i przysuwając się do prawego boku, klepnął mężczyznę w lewe ramię, dzięki swemu sprytowi zdobywając jabłuszko. Handlarz instynktownie zwrócił twarz w drugą stronę, co pozwoliło Aidanowi sięgnąć po owoc i ulotnić się od razu z miejsca zdarzenia. Z zadowoleniem ruszył dalej, podrzuciwszy jabłko i łapiąc je zaraz, by wytrzeć o brudny rękaw swej koszuli.
Wgryzając się łapczywie w owoc, dotarł do centralnego punktu rynku i obrócił wokół własnej osi, by rozglądnąć po miejscu w którym jego stopa stanęła pierwszy raz. Tłumy ludzi, dziesiątki stoisk, kolorowe towary, nawoływania kupców, zachwalających swe towary. Oczy Aidanowi aż się zaświeciły, nie wiedząc na co spoglądać. Wolnym krokiem ruszył więc wzdłuż kramów, wyszukując naiwniaka, który nie dbał o swe złoto.
Aidan chętnie się nim zaopiekuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fortuna
Admin
avatar

Ród : Wszechmocny
Skąd : Zewsząd
Praca : Mąciciel

PisanieTemat: Re: Rynek główny   Sob Kwi 19, 2014 8:14 pm

Na niewielkie podwyższenie stojące w centralnej części rynku wdrapał się, przerywając występ wędrownych muzyków, pracownik królewskiego dworu pełniący pieczę nad stajniami. Uciszył kilkoma przekleństwami gawiedź wyrażającą w sposób wyjątkowo mało dworny niezadowolenie z wtargnięcia na scenę mężczyzny w królewskiej liberii pachnącej końskim potem.
Obracając się Aidan zobaczył, że coś się dzieje.
Mając nadzieję na łatwy łup wśród zagapionego na głównego dworskiego stajennego tłumu nie pilnującego swoich sakiewek. Gdy stajenny odchrząkiwał przed rozpoczęciem swojego zawezwania, pośledni złodziejaszek zgarnąwszy po drodze ciężką sakiewkę z paska jakiejś niewiasty w bogatym stroju, zdaje się jednej z dworek, wysłanej po wstążki lub siateczki do włosów, przecisnął się do jednego z pierwszych rzędów zaciekawiony.
-Poszukujemy młodych, chętnych do pracy w królewskiej stajni! Zapewniamy wikt, posłanie oraz hojną zapłatę!- wydarł się stajenny grubym głosem wzrokiem poszukując kogoś, kto według niego nadawałby się do tejże roboty. -Zgłaszajcie się, ludzie!- poganiał niecierpliwie tłum, wiedząc, że nie ma całego dnia.
Rozpoczęły się przekrzykiwania.
Cóż zrobisz, Aidan?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan Gartnait

avatar

Skąd : Sprattus
Praca : Łotrzyk

PisanieTemat: Re: Rynek główny   Sob Kwi 19, 2014 8:53 pm

Aidan w dwóch kęsach dokończył soczyste jabłuszko, które chociaż na moment wstrzymało marsz wygrywany przez kiszki i pozwoliło mu usłyszeć słowa mężczyzny, poszukującego tanią siłę roboczą. Aż się zaśmiał, rozglądając po tłumie wokoło. Wiedział, że praca będzie ciężka i mało opłacalna, dla tych wszystkich, którzy nie mieli innego wyboru, zostając wykorzystani przez bogatszych. Z drugiej zaś strony, była to idealna okazja do załatwienia sobie wielu dojść, a poza tym.. wyspać się na sienniku a nie na ziemi, to jakaś różnica! Chłopak w zastanowieniu potarł szorstką dłonią po policzku i skrzywił się, nie mogąc zdecydować co zrobić.
- No dobra, ja!
Szturchnął kogoś barkiem, by móc przejść i machnął ręką sam nad sobą. Chociaż jeden dzień, jeden posiłek, jedna noc w ludzkich warunkach. Potem pójdzie w siną dal, gdy okaże się, że praca zbyt ciężka i nudna. Tak, tak, Aidan zapewne długo nie wytrzyma w roli stajennego. A mają c nową sakiewkę, mógł się ulotnić w każdej chwili. Może i z koniem! Aidan uśmiechnął się szeroko na tą myśl i puścił oczko jakiejś dziewce, stojącej na boku. Zaprosiłby ją na sianko, oj zaprosiłby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fortuna
Admin
avatar

Ród : Wszechmocny
Skąd : Zewsząd
Praca : Mąciciel

PisanieTemat: Re: Rynek główny   Sob Kwi 19, 2014 9:27 pm

Gawiedź zaczęła pomrukiwać, rozbawiona, gdy zgłosiło się trzech łosi. Zaczęli powoli się rozchodzić, muzycy pomstowali zaś na królewskiego stajennego, że rozegnał im publiczność. On, nie zwracając uwagi na przekleństwa grupy bardów, zeskoczył z podwyższenia. Podszedł, ocenił bez słowa swoich kandydatów, po czym skierował ich do królewskich stajni, gdzie pokazano im pokój służby na zapleczu stajni, z siennikami rzuconymi na uklepaną ziemię. Kazał przynieść im ciepłą strawę i zaczął zapoznawać z zawodem.


możesz napisać w stajniach, gdzie trochę poczekasz aż wrócą księżniczka, Ava oraz Andriej z wycieczki nad rzekę lub możesz opisać jak został ci przydzielony siennik oraz zakres pracy, po czym pisać gdzie zechcesz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lothar Darnley

avatar

Skąd : Farolan

PisanieTemat: Re: Rynek główny   Sob Kwi 26, 2014 10:26 pm

Lothar, postanowiwszy rozejrzeć się po raz wtóry po mieście odkąd zaciągnęła go tutaj Maude zaplątał się na rynek. Lawirując między ludźmi rozglądał się dookoła. Prawdę mówiąc, Alces imponowało pod względem wielkości. Już nie wspominając o różnicach między tym miastem a jego domem w Farolan.
Pełnia życia na dworze mogłaby na niego czekać... gdyby nie fakt, że jest przywiązany lojalnością do swojej Pani i mogą opuścić miasto dokładnie tak szybko i niespodziewanie, jak tu przybyli.
Mając swoje ambicje podziwiał piękne mieszczki, ale celował znacznie wyżej... W końcu sam był z rodziny szlacheckiej, a jego tarcza i miecz, z którymi na mieście się nie rozstawał wiecznie o tym przypominały.
Zatrzymał się na chwilę, obserwując okolicę i ludzi. Zwyczajowo schował ręce pod swoim płaszczem, trzymanym w nienagannej czystości, kolejny wyczyn godny podziwu jeśli weźmie się pod uwagę okoliczności i towarzystwo Lothara.
Miał nadzieję na spotkanie jakiejś dwórki, po chwili namysłu obrócił się w miejscu i ruszył w przeciwną niż dotychczas stronę, choć spokojnym krokiem, lewą dłoń trzymając dumnie na gałce rękojeści miecza. Innymi słowy, ruszył w stronę bramy, nauczył się już, że tam zawsze może dziać się coś ciekawego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Rede
Dworka
Dworka
avatar

Ród : Carakas
Skąd : Odłączona Wyspa
Praca : dworka księżniczki

PisanieTemat: Re: Rynek główny   Nie Kwi 27, 2014 11:54 am

Przyozdobiona wieńcem składającym się z bieli oraz fioletów okolonych zielenią mięty oraz łodyżek i liści wróciła znad rzeki razem z księżniczką. Miała świadomość, że biele wśród ozdoby jej włosów zlewają się z jasnością cery oraz koku z zawiniętego warkocza ciężko opadającego na kark. Pomogła Mianie przebrać się, wymieniła kwiaty w fryzurze swojej pani na świeże, piękne kwiecie wiśni. Ukłoniwszy się oddaliła się wypełniać dyspozycje - dopilnowała, by wśród potraw znalazło się coś lżejszego, słodszego, mniej mięsnego niż zwykłe dworskie potrawy, choć w rzeczywistości wszyscy wiedzieli już w kuchni co trzeba gotować, przez co codzienna wizyta Avy jak zwykle zmieniła się w krótkie pogaduszki, wymiany mało znaczących ploteczek, krótkie śmiechy. Z gracją skinęła głową ochmistrzyni na pożegnanie, po czym udała się do swoich komnat, by w końcu przebrać się - zmęczyła ją suknia do konnej jazdy barwy skrzepniętej krwi obramionej złotem lamówek oraz subtelnego wzoru w rozcięciu spódnicy. Ukochawszy sobie mieszanie stylów rodzimego wraz z zagranicznym przepychem zdjąwszy gorset z niskim kwadratowym dekoltem pięknie eksponującym piersi oraz wszystkie spódnice, szerokie i piękne, wsunęła się w białą spodnią suknię opadającą szyciem z koła wokół kostek, leżącą delikatnie na biodrach i delikatnie ukazującą części obojczyków wraz z tajemniczą drogą rysującą się między piersiami, by zakryć ten jasny, matowy przepych przeplatany wyszywanymi białą, jednakże lśniącą nicią, kwiatami, wierzchnią częścią kreacji barwy bladego różu z szeroko rozciętymi rękawami. Założyła jeszcze pasek z podwójnego sznura pereł, aby ukazać lepiej swoją talię. Pozostawiła na głowie wieniec, zdając sobie doskonale sprawę z własnej ulotności, mlecznej urody podkreślonej strojem w niemal identycznej co jej cera barwie.
Przywiązała do paska niewielką sakiewkę z brokatu, nie chcąc zostawiać swojej bransolety w komnacie, po czym wzięła wiadomość z dyspozycjami dla krawcowej od księżniczki. Wsunęła świstek papieru do sakwy i wyszła ze swojej komnatki.
Płynęła przez korytarze, sunęła w dół schodów niczym duch, wydając się płynąć powyżej stopni.
Wyszła w pełne słońce bocznym wejściem pałacu i skierowała swoje płynne kroki ku głównemu rynkowi. Zabrała jeszcze przed wyjściem sporo swoich pieniędzy odkładanych od dawna, zdecydowawszy kupić sobie pewien cudowny materiał - ciemny granat ozdobiony bogato ciemnozielonymi liśćmi winorośli oraz winnej barwy owocami, wydającymi się być tak soczystymi, jak gdyby zaraz można było je wyjąć z tkaniny i wsunąć do ust, by poczuć ich dojrzały smak. Chciała z tego materiału spodnią spódnicę do najnowszej swojej sukni balowej szytej na Lucyjską modłę - połączyć ją pragnęła z górną częścią spódnic - miała już przygotowany jedwab barwy ciemnego fioletu w ilości wystarczającej, by starczyło również na gorset. Lamówki w identycznym kolorze ozdobione motywem winorośli wyszytym złotem, granatowy aksamit do podszycia szerokich rękawów, złota siateczka do wstawienia w dekolt... Ava miała wiele czasu, by przemyśleć jak ma wyglądać suknia z jej ostatnich marzeń. Przecież, jak dworka, niewiele miała zmartwień poza ploteczkami oraz pięknymi strojami.
Wędrowała wzdłuż straganów, oglądając prześliczne wstążki, siatki na włosy, czepce i woalki.
Przednie skórki na pantofelki, jeździeckie kapelusiki do noszenia na bakier.
Zamówiła swoją wymarzoną tkaninę we wzór gron oraz winnej rośli, po czym, zamiast kierować się od razu do pałacu, posłała poślednią służkę, którą zabrała ze sobą aby niosła jej koszyk, do swoich komnat, by nakazała dostarczyć przygotowane materiały oraz lamówki do krawca.
Zdecydowała, że gdy młoda dziewczyna wróci mówiąc, że wszystko zostało dostarczone, dopiero pójdzie do krawca.
Przecież księżniczka nie potrzebowała jej aż do obiadu.

_________________
1  2  3  4  5  6

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lothar Darnley

avatar

Skąd : Farolan

PisanieTemat: Re: Rynek główny   Nie Kwi 27, 2014 3:26 pm

Jak zwykle, w okolicy bram miasta było głośno. Czego jak czego, ale tego wybaczyć miastu nie był w stanie. Aż za często panujący tu gwar był nie do zniesienia. Z drugiej strony, rynek to nie miejsce do przemyśleń osobistych na tle egzystencjalnym, toteż nie powinno mu to przeszkadzać. A jednak.
Przynajmniej dostał to, po co tu przyszedł - właśnie jakiś złodziejaszek wykłócał się ze strażnikiem, przedstawiając mu co myśli o prawie. Najwyraźniej nieskutecznie, bo dość szybko zreflektował się i spróbował dać w długą.
Ku wielkiemu rozbawieniu Lothara jak i okolicy, dość szybko dotknął twarzą bruku, obalony przez stróżów prawa. I tak mógł się uznać za szczęśliwca, że był to bruk, a nie rynsztok.
Po tym krótkim przedstawieniu zawrócił między stragany, podziwiając miejską feerię barw.
W oddali dostrzegł pałac w Alces. Tak, zdecydowanie był to najbardziej imponujący element w okolicy. To tam odbywały się najlepsze bankiety i serwowano najlepsze wina... Wydarzenia godne dziedzica majątku. Gdyby tylko wciąż nim był.
Musiał się więc ograniczyć do wizyt i noclegów w karczmie, gdzie jeśli w ogóle było wino, to rozwodnione. Nie, żeby miał coś przeciwko karczmom. Bynajmniej, tak się złożyło, że to jedno z jego ulubionych miejsc, gdzie zawsze można wypić dobre piwo albo miód, przekrzykiwać się z kompanami wzajemnie i ewentualnie zapracować na wiązankę wyzwisk od Maude. A wszystko to w pozytywnej atmosferze i śmiechu.
Czasem tylko można było sprowokować bójkę. Ale na pewno nie w mieście. Wszakże Maude została zaproszona na dwór przez królową.
Dlatego też nie miał zamiaru za długo tkwić na peryferiach. O nie. Dostanie się do pałacu drogą polityki na pewno zajmie mu trochę czasu... Ale to rzecz jasna tylko kwestia tego jednego kryterium.
A był zupełnie przekonany, że jest to droga bardziej długotrwała niż gdyby miał ją sobie zdobyć stalą.
W międzyczasie swoich rozważań zakupił na jednym ze straganów najlepiej wyglądające jabłko, jakie tylko mógł dostrzec, z rozrzutnością płacąc więcej, niż należało.
Owoc jednakże był z pewnością wart tych pieniędzy, gdyż oczy go nie oszukały.
Byłby pozostał w swoich rozważaniach i planach, gdyby nie fakt, że dostrzegł osobę, która wyróżniała się na tle ludzi przebywających na rynku. Młode dziewczę, o cerze jasnej niemalże jak śnieg nie pozostawiało najmniejszych wątpliwości, że jej miejsce jest na dworze.
Uśmiechnął się do siebie nieznacznie. Czyżby właśnie bogowie zesłali mu przepiękną przepustkę na dwór?
Nie zamierzał się dłużej zastanawiać, miast tego podszedł spokojnym, stonowanym krokiem do dziewczyny zajętej podziwianiem bogatych strojów.
- Witaj, Pani. Co tak przepiękna młoda dziewczyna robi tutaj sama, narażona na czyhającego na okazję złodzieja? - uśmiechnął się wyjątkowo uprzejmie i szczerze, lecz zachował dworską rezerwę. Po czym szybko dotarło do niego, że w dobrym tonie będzie się przedstawić. - Jestem Lothar Darnley, syn Llane'a Darnleya i Elii z Kulkiddów. Czy mogę prosić o uchylenie tego rąbka tajemnicy, byś zdradziła mi swoje miano, prześliczna? - Cały ten czas starał się uchwycić wzrok dziewczyny. W końcu na dobre pierwsze wrażenie ma się szansę tylko raz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Rede
Dworka
Dworka
avatar

Ród : Carakas
Skąd : Odłączona Wyspa
Praca : dworka księżniczki

PisanieTemat: Re: Rynek główny   Nie Kwi 27, 2014 4:56 pm

Wynalazła między kramami sprzedających piękne materie handlarzy kolejną piękną tkaninę: ciężki brokat barwy brzoskwiniowego poranka ozdobiony wyszywanymi grubo nicią identycznej barwy kształtami przypominającymi wygiętą łzę i dodatkowo wyszywany perłami. Kolejne perfekcyjne na dolną spódnicę znalezisko, które ucieszyło mlecznobiałe oblicze dziewczęcia ocienione ciężkim wieńcem z nadbrzeżnych i leśnych kwiatów. Służka nie spieszyła się najwidoczniej, jak to jej zostało przykazane, tak więc Ava zmuszona była oczekiwać wśród tłumów oglądających się za jej jasnością oraz bogactwem kapiącym wręcz z sukni. Nie zwracała nań uwagi, nie mąciła jej nastroju żadna przypadkowa wizja dotycząca najbliższej przyszłości bądź przypadkowego przechodnia.
Płynąc między ludźmi niczym woda napotykająca kolejne przeszkody wędrowała od stoiska do stoiska, zakupując za drobne monety wstążki do ozdabiania sukien, siatki oraz spinki do rozlicznych fryzur, dla których finezyjnego układania budziła się nie raz przed świtem.
Kupcy, wiedząc, że ta dziewczyna to dworka księżniczki, że w jej imieniu biega po straganach aby znajdować materiały oraz cudeńka już od dawna prześcigali się w zdobywaniu jej konsumenckiej wierności spuszczając dlań z ceny bądź dorzucając coś ot tak, darmo, jako śliczniutki prezencik dla śliczniutkiej damy.
Nikt nie miał odwagi zaczepiać jej w środku rynku - przyglądała się złotym wisiorkom na jednym z kramów, gdy ktoś złamał tę niepisaną zasadę.
Spojrzała na niego zdziwiona, uśmiechając się jednak miło, po dworsku: znaczyło to, że przykleiła do twarzyczki uśmiech wyglądający na niewinny oraz szczery, jak każda dama dworska już doń przyzwyczajona. Pomimo uśmiechu miała ochotę zignorować mężczyznę, mimo tego, nie wiedzieć dlaczego... Uniosła kolejny wisiorek - malutki pałac, nie do końca wierną replikę pałacu w Alces, po czym oglądając go dokładnie z każdej strony odparła nieznajomemu:
-Bardziej niźli złodzieja obawiam się niepożądanych adoratorów- słowa wymawiała miękko, aksamitnie, lekko zbyt cicho nakazując tym samym nieznajomemu pochylić się ku niej, zmniejszyć dzielącą ich odległość. Wydawała się to mówić niewinnie, jak gdyby nie było to aluzją mówiącą: "odejdź, człowieku". Spojrzenie miała tak lśniące i szczere, że jedynie podskórnie wyczuć się dało ten niewielki zastrzyk jadu, którym splunęła.
Jednakże panny dworskie umieją uwodzić - tej umiejętności nie wolno im za nic odmawiać.
Odłożyła miniaturowy pałac na bok, sięgnęła po niewielką sylwetkę błazna wydającego się stać na jednej nodze.
Spojrzała na niego ponownie, na chwilę chwytając spojrzenie nieznajomego, aby słodko zatrzepotać rzęsami i niby płocha młódka odwrócić wzrok.
-Ava Rede z Carakasów, mój panie- jedną dłonią chwyciła poły sukni, delikatnie, pełnym gracji ruchem, po czym lekko dygnęła.
Dygnięcie to było jedynie spełnieniem wymogu dworskiej kultury, i to niezbyt dbałym. Widać to było, a kolejną przesłanką dla niewielkiego jej zainteresowania nowym znajomym mogło być zainteresowanie z którym powróciła do przeglądania wisiorków.
Zapłaciła w końcu za oba, wsunęła je do sakwy przy pasku.
-Życzy pan sobie pomocy, panie Darnley?- zadała pytanie unosząc nieznacznie jedną brew i nie odrywając od buzi uśmiechu niewinnego podlotka czy też może zakochanej młódki.
"Po cóż pan podszedł?" chciała spytać.
Nie spytała.

_________________
1  2  3  4  5  6

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lothar Darnley

avatar

Skąd : Farolan

PisanieTemat: Re: Rynek główny   Nie Kwi 27, 2014 7:22 pm

Bardzo chciał zmienić formę uśmiechu słysząc niewinną odpowiedź dziewczęcia. Powstrzymał się jednak, dając się wciągnąć do zabawy.
A więc grę czas zacząć... Jak sobie panienka życzy.
Pomyślał, nie dając poznać po sobie swych całkowitych zamiarów. Nie oczekiwał, że wszystko pójdzie gładko. Wręcz przeciwnie, obustronna rozmowa z pewnością pozwoli mu poznać dworskie zachowania, o których jedynie mógł usłyszeć od matki. Przecież nie mógłby pozwolić sobie na wkroczenie w obce mu kręgi nieprzygotowanym. Co wcale nie znaczy, że jej słowa go nie sięgnęły. Czyli jednak dwórki naprawdę potrafią używać słów niby miecza, czy może stosowniej by było powiedzieć - idealnie ukrytego sztyletu?
Ale wcale nie zamierzał pokazać, że jedyne co potrafi to machać mieczem.
Skłonił się zgodnie z kulturą dworu, dokładnie tak, jak go tego nauczono przed laty. Aż dziwne, że pamiętał tyle czasu coś, co dopiero teraz znalazło zastosowanie.
- Doprawdy, rad jestem - odparł tonem, który mógłby zostać uznany za nieszczery, gdyby nie brzmiał zbyt szczerze. Udał zainteresowanie wisiorkami, jak gdyby sam szukał czegoś dla jakowejś towarzyszki. Chciał parsknąć śmiechem, wyobrażając sobie reakcję Maude obdarowanej tego typu prezentem. Powstrzymał się, ograniczając się do szybkiej zmiany uśmiechu, zaraz opanowując się jednak. Okazanie jej takiej błyskotki niechybnie doprowadziłoby do tego, że straciłby oko. Może chociaż lewe, żeby była równowaga stron między nim a Arne.
Pytanie dwórki szybko odciągnęło go od rozważań nad potencjalnym uszczerbkiem na zdrowiu.
- Po prawdzie, jest jedna drobnostka, w której może panienka pomóc - jego ton spoważniał, choć wcale nie przestał brzmieć uprzejmie. Palcem złowił, niby wędką, jeden kuriozalny wisiorek wyrobiony na podobiznę wyjątkowo szpetnego stworka. Można zachodzić w głowę, co też takie szkaradztwo robi na tej skądinąd ładnej wystawce.
- Niedawno dopiero przybyłem do Alces i niezbyt dobrze się tu orientuję. Czy mogłabyś, proszę, pomóc poznać to miasto? Byłbym wielce zobligowany do spłacenia zaciągniętego długu, panno Rede - dokończył myśl, odkładając wisiorek.
Nie mógł przestać się zastanawiać, w jaki sposób tak młoda dziewczyna może go zadziwić. Domyślał się jednak, że istnieje ich dużo. Postanowił więc uważać, nie dając po sobie tej dozy ostrożności poznać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Rede
Dworka
Dworka
avatar

Ród : Carakas
Skąd : Odłączona Wyspa
Praca : dworka księżniczki

PisanieTemat: Re: Rynek główny   Nie Kwi 27, 2014 9:31 pm

Skinieniem głowy przyjęła ukłon, nieco zbyt głęboki względem jej urodzenia oraz pozycji, tak więc odczytany został przez dziewczynę jako zalotność połączoną z cwaniactwem.
-Ja także- uśmiechnęła się nieco szerzej, chcąc sprawić rozmówcy choć odrobinę przyjemności słowami, jak gdyby równowagę starała się zachować nawet podczas rozmowy. Z zainteresowaniem zerknęła nań, gdy powiedział coś o drobnostce.
Spłoniła się leciutko, trzepocząc rzęsami nieco zalotnie, znów odwróciła wzrok układając usta nieco mocniej w dzióbek, by wyglądać na nieskalane jeszcze dorosłością dziewczątko.
Wiedziała, że pruderia jest zwodnicza, dobra by mieszać w głowie i uwodzić. Najlepsza, by zyskać korzyści nie narażając swego dobrego imienia - nie obiecywało się przecież nic, nie mówiło. Zwyczajnie sznurowało się słodziutko wargi, opuszczało nieco spojrzenie ocieniając policzki rzęsami.
Schowawszy wisiorki do sakiewki zamiotła suknią kocie łby ziemi zwracając się przodem do nowego rozmówcy. Zmierzyła Lothara badawczym wzrokiem błękitnych oczu przynoszących na myśl najczystsze niebo w najsłoneczniejszy z dni uśmiechając się dalej nieco marzycielsko, jednak w większości zwyczajnie niewinnie.
Oderwała od niego spojrzenie, gdy mignęła jej czarna czupryna służebnej dziewki posłanej do pałacu, by wysłała tkaniny do krawca. Dziewczyna odnalazła Avę, dygnęła niezgrabnie, jak to służba, jednakże odpowiednio głęboko. Stwierdziła, że materiały powinny już być u krawca.
-Wracaj do pałacu i wróć do swojej roboty, pan Darnley dotrzyma mi towarzystwa- odesłała rzeczowym tonem dziewkę, po czym znów spojrzała na dopiero co poznanego mężczyznę. -Oprowadzę pana po obiedzie. Muszę teraz odwiedzić szwaczkę księżniczki, po czym spieszno mi będzie na posiłek - objaśniła miękko i przepraszająco za raz, po czym, jak gdyby nagle oświecona, uniosła oba kąciki usteczek wyżej, oczy zabłysły. -Jako krewny korony, zostanie pan wpuszczony na posiłek w wielkiej sali, więc zapraszam, by mi pan towarzyszył.
Niby zawstydzona własnym "wybuchem" entuzjazmu pochyliła się znów nad straganem, dotknęła opuszką palca wisiorka dopiero co odłożonego przez towarzysza rozmowy.
Na chwilę spojrzenie jej zmętniało, poczuła zapach krwi, zobaczyła śmierci oraz rabieże przemykające pędem przed oczyma. Miała wrażenie, że cofa się w czasie, że czuje na języku smak trucizny. Dopiero gdy wizja skończyła się Ava zdała sobie sprawę, że nie oddychała przez dłuższą chwilę - nie wiedziała jednakże, iż pobladła mocno, że jej twarz pobielała niczym kredowy papier. Zaczerpnęła głęboko powietrza.
Wiedziała już od dawna, jak ukrywać własne wizje - właśnie przez wynaleziony przez siebie sposób uchodziła za osóbkę wątłego zdrowia. Zachwiała się lekko, po czym z gracją umierającego łabędzia omdlała, opadając na ziemię powoli jak na człowieka, niczym piórko wypadłe ze skrzydła wrony.

_________________
1  2  3  4  5  6

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lothar Darnley

avatar

Skąd : Farolan

PisanieTemat: Re: Rynek główny   Pon Kwi 28, 2014 2:02 pm

Obserwował zachowanie dwórki, jak gdyby dawał się powoli wciągać w pułapkę. Pilnował, by nie zdradziła go mowa ciała, podczas gdy zbyt pełny ukłon wynikał z oczywistego nieprzystosowania do życia w takich warunkach. Co innego jego skądinąd urodziwa rozmówczyni, którą perfekcyjnie wyuczono wszystkich tych zachowań tak w teorii, jak i praktyce.
Co nie znaczy, że zamierzał odpuścić.
Nie mógł powiedzieć, że nie przypadają mu do gustu te wszystkie dworskie pozory. Wreszcie w końcu trafił do miejsca, w którym znajdzie nie tyle równych sobie, co wręcz lepszych w dziedzinie udawania.
Choć trochę zazdrościł chłopakom z kompanii. Oni będą pić na umór, a on będzie słuchaj wszelkich narzekań Maude odnośnie tego, że niepotrzebnie przyjmowała zaproszenie. O ile w ogóle miała w tej kwestii jakikolwiek wybór.
Nie zamierzał jednak wcale pokazywać, że dorównuje kompanom we wszystkich przymiotach ich wątpliwej cnoty. Ava była na to po prostu zbyt urocza, mógłby nawet pokusić się o stwierdzenie, że niewinna, gdyby nie to, że była właśnie dwórką.
Jej spojrzenie w istocie było czyste jak niebo, gdybyż tylko potrafił spojrzeć głębiej i odczytać wszelakie informacje, których te oczy strzegą.
Sam też jednak spoglądał łagodnie, w głębi duszy ciekaw, czy nie za łagodnie. Niesłychanie zadowolony był więc z faktu, że przybyła służka, którą to powitał uprzejmym skinieniem głowy. Przysłuchał się poleceniom, jakie otrzymała od jego nowej znajomej, po czym wychwycił w chmurze zamyślenia zwrot do niego samego.
- Pani, dotrzymać Ci towarzystwa będzie dla mnie zaszczytem - odrzekł spokojnie, na chwilę zatrzymując myśl na wyrażeniu "krewny korony". No tak, przecież sam jej to powiedział.
Uśmiechnął się jakby sam do siebie, widząc jak ponownie odwróciła się ku straganowi. Zdziwiło go jednak mało naturalne zachowanie dziewczyny.
- Zbladłaś, Pani. Czy coś się stało? - spytał, ale widząc, że odpowiedzi raczej nie otrzyma podtrzymał omdlałą dwórkę, niesłychanie rad z faktu, że postanowił ubrać się bardziej wyjściowo. Inaczej ktoś mógłby się zaistniałą sytuacją zainteresować. Gorzej, że nie miał pojęcia jak - i czy w ogóle - ją cucić. Jak na złość, dookoła straganów były tylko kocie łby. Niefortunne miejsce na utratę przytomności, skoro nie ma nawet czystego miejsca, na którym by ją ułożyć. Dojrzał jednak ławkę, na której, o radości niepojęta, z łatwością można położyć drobną osobę. Ułożył ją więc na niej, izolując przedtem od powierzchni swoim płaszczem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Rede
Dworka
Dworka
avatar

Ród : Carakas
Skąd : Odłączona Wyspa
Praca : dworka księżniczki

PisanieTemat: Re: Rynek główny   Wto Kwi 29, 2014 9:06 am

Naturalnie - dwór był miejscem pięknie ubranych aktorów nie zawodowych, jednakże być może tych zawodowych w ich fachu prześcigających. Nawet omdlenia są wśród dworzan kartą przetargową, drogą ewakuacyjną lub sposobem na zwracanie ku sobie spojrzeń ludzi. Ava korzystała ze swego arsenału uśmieszków, dygnięć, w tym jednego dygu specjalnie dedykowanego mężczyznom wysoko urodzonym, omdleń oraz słodkich minek. Ciężko jej czasem było pogodzić w sobie role wieszczki, osoby widzącej prawdy przeszłe, teraźniejsze oraz przyszłe, z rolą dziewczyny z dobrego rodu wciąż i wciąż udającą, by tylko zyskać przywileje, piąć się coraz wyżej po drabinie dworskiej kariery.
Jak na dworkę rzeczywiście była niewinna - przynajmniej w tamtej chwili wciąż niewinność trzymała się jej niby rzep psiej sierści - więc jej słodkie ocienianie policzków rzęsami nie było do kości przesiąknięte nieszczerością.
Ucieszyła się wewnątrz, gdy mężczyzna złapał ją wpół i powstrzymał przed opadnięciem na gładzone kamienie targu niby rzucony bezlitośnie do połowy wypełniony wór kartofli. Nie lubiła uderzać głową w ziemię bądź posadzkę podczas udawanych omdleń, choć musiała to robić by wyglądać realistycznie.
Palcami, niby słabymi i ledwo zginającymi się na życzenie swej właścicielki, w sztucznym staraniu usiłowała chwycić rękaw swego rozmówcy, chcąc okazać, że jedynie mocno zasłabła, że przytomność wciąż się jej trzyma. Padająca na ziemię dworka zawsze wywoływała na głównym rynku wiele zamieszania. Ludzie rozstąpili się, utworzyli kółko gapiów i każdy każdego przekrzykiwał czy przeklinał, byle tylko znaleźć się bliżej centrum wydarzeń oraz z bliska przyjrzeć się bogaczom, wcześniej nie dostrzeżonym w tłumie. Gawiedź hałasowała, a wianek, nie zauważony, spadł z jasnej główki w kurz rynku.
Obwisając niby kawał szmaty pozwoliła zanieść się na ławkę, ułożyć na płaszczu rozścielonym na siedzisku. Poruszała się ostrożnie i słabo, udając, że ledwo udaje jej się nieco mocniej otworzyć błękitne oczka.
Oddech miała urywany i płytki - nawet tego dopilnowała, aktoreczka.
Powoli zginała rękę, jak gdyby chciała unieść się na łokciu.
Opadła z powrotem na ławkę, zamykając jednocześnie oczy, jak gdyby samo zgięcie łokcia było wysiłkiem ponad miarę.
Trzepotała rzęsami, ustom nakazała wyglądać słodko choć przypuszczalnie dla omdlałej panienki. Uwodziła swoją przykrywką dla wizji. Czuła, że za tym mężczyzną ciągnie się śmierć na karym, rączym rumaku z bielą kości wymalowaną na czarnej sierści.
-Panie- szepnęła, niby ostatnim wysiłkiem, z przyjemnie mimo jej stanu brzmiącym przydechem, który, gdy nie odgrywała chorej i zasłabłej, użyty podczas przyciszonej rozmowy z jakimś mężczyzną powodował lekkie bladnięcie na twarzy, gdy humory wszystkie wraz z juchą odpływały w inne rejony, budząc delikatnie spokojne dotychczas lędźwia.
Wędrowała dłonią coraz bliżej mężczyzny, słabo chwyciła go za mankiet. Powoli uniosła powieki, spoglądając rozmówcy półotwartymi oczętami wprost w jego łagodne oczy, oczy godne zakochania się.
-Muszę iść- szepnęła ponownie, przerywając jednak, jak gdyby mówienie sprawiało zbyt wiele trudności -do... szwaczki- dokończyła, a dłoń jej opadła ciężko na ławkę.
Opiekuj się, panie, dziewczęciem.

_________________
1  2  3  4  5  6

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lothar Darnley

avatar

Skąd : Farolan

PisanieTemat: Re: Rynek główny   Wto Kwi 29, 2014 12:52 pm

Po prostu wspaniale. Zainteresowanie gapiów było ostatnią rzeczą, jakiej potrzebował w tej chwili.
Idźcie stąd, ludzie, nie ma tu nic do oglądania.
Pomyślał, bardzo chcąc to powiedzieć. Nie powiedział, wolał milczeć. Milczenie jest złotem, a do tego jest bardzo bezpieczne.
Był jednak niesłychanie ucieszony, gdy poczuł, jak jego rękaw zostaje ściągnięty chwytem. Gdybyż tylko zdawał sobie sprawę z faktu, że został w wyjątkowym stylu ograny, z pewnością mogłoby mu to ułatwić życie. Ale świadom tego nie był, wszak nie jest codziennością, by ktokolwiek ryzykował upadek na bruk w towarzystwie kogoś, kto zupełnie przed chwilą postanowił nawiązać znajomość.
I tak już omdlenie w tej sytuacji wydało mu się absurdem.
Biorąc jednak pod uwagę posturę i zachowanie Avy uznał to następstwo za całkiem możliwe i nie zadawał sobie więcej pytań.
Zsuwający się bezwiednie wianek byłby gotów przeprosić za brak należytego szacunku, gdyby nie to, że delikatnie zmienił kurs, w którym owe akcesorium zmierzało, dzięki czemu skończyło na ramieniu wojaka.
Połowiczny sukces. Dworka znalazła się na ławce, wciąż jednak nie wykazywała zbytniej żywotności. Umieścił wianek za jej głową, a usłyszawszy szept zmuszony został do przyklęknięcia, aby usłyszeć którekolwiek jej słów. Zaiste, jeśli grała to musiała być tego idealnie wyuczona. Lothar zapomniał bowiem o czujności wobec niej, skupiając się na jej bezpieczeństwie w otoczeniu.
- Pani, przede wszystkim musisz dojść do swych sił - odparł, wydawałoby się gotów bezinteresownie pomóc. A jednak rozmowy tej by nie było, gdyby nie chciał dostać się na dwór. Nawet jeśli dziewczę tylko mistrzowsko udaje, to na dobrą sprawę nic mu to nie wadzi. Ot, test zaufania wobec drugiego człowieka. W końcu on nie ma tą drogą nic do stracenia, a wiele do zyskania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Rede
Dworka
Dworka
avatar

Ród : Carakas
Skąd : Odłączona Wyspa
Praca : dworka księżniczki

PisanieTemat: Re: Rynek główny   Czw Maj 01, 2014 1:21 pm

Najbezpieczniej jest spać, nie tylko milczeć - słuchanie również może w czasach niepokoju okazać się zabójcze.
Dziewczyna, udawać koszmarnie zemdlonej nie mając ochoty, powędrowała powoli dłonią wzdłuż rękawa pana Darnleya, aby ująć między palce materię rękawa na wysokości połowy przedramienia mężczyzny. Czuła zapach mięty roztaczany przez wieniec ułożony za koroną jej włosów rozlanych falami na deskach. Przymknęła na chwilkę oczy, chcąc jednocześnie utrzymać obraz siebie jako bezsilnej ofiary słońca oraz tłoku a także przez moment pozwolić sobie na rozkosz wąchania dzikiej mięty wplecionej między białe kwiaty oraz ślady fioletów rozrywające jasność szlachetną barwą królów. Ciesząc się wewnątrz, że wianek nie przepadł zdecydowała się w końcu w swojej małej sztuce doprowadzić do stanu jakiejkolwiek używalności, kiedy rzeczywiście używalna była przez niemal cały czas. Powoli próbowała podnieść się do pozycji siedzącej, co chwilę opadając lekko lub zaciskając mocniej palce niby tonący w zwolnionym tempie. Ryzyko upadku na bruk? Nic podobnego - w takim tłumie ktoś musiał ją złapać, a że zrobił to akurat jej świeżo upieczony rozmówca, krewny koronowanych głów, dodawało całemu wydarzeniu smaczku dworskich rozgrywek.
Ułożyła wolną dłoń, którą miała podpierać się siadając, specjalnie w szerokiej szczelinie między siedziskiem a ławką, aby w odpowiednim momencie łapka ześliznęła się ukazując Avę jako wciąż osłabioną, bezsilnie nieporadną.
Tłumiła strach wywołany obrazami, które przemknęły jej przed zamglonymi wizją oczyma, próbowała nie czuć zapachu zabójstw towarzyszącego Lotharowi niby cień.
-Jestem wątłego zdrowia, panie- powiedziała powoli, jak gdyby musiała przypominać sobie słowa uśmiechając się jednocześnie delikatnie, choć wyjątkowo blado. -Przytłoczył mnie zaduch tłumu oraz kurz targu- tłumaczyła się nieco jak dziecko, które zrobiło coś złego i teraz same przed sobą pokutuje, nawet jeżeli nikt nie jest na nie rozzłoszczony.
Dłoń ześliznęła się właśnie w tej chwili - wyglądało to na przypadek, niezdarność osoby wciąż nie do końca po utracie przytomności świadomej, jednakże było w rzeczywistości zaplanowanym zdarzeniem mającym za zadanie wzbudzić w mężczyźnie jak największą sympatię wobec mlecznobiałej dworki, a także by zaufał jej, uznał, że nie jest dla niego zagrożeniem, a kolejną głupiutką istotką wepchniętą na dwór by nauczyła się nieco światowej ogłady zanim zniknie gdzieś na prowincji z gronem dzieci do upilnowania oraz niewiernym mężem - hrabią.
Cóż z tego, że pod aktorską przykrywką znajdowało się dziewczę ambitne, pragnące pozostawać jak najbliżej korony, być kimś ważnym i potrzebnym? Cóż z tego, że jest ona rzeczywiście inteligentną osóbką, skoro wygląda na kolejną trzpiotkę, której w głowie same suknie oraz tańce?
Gry pozorów ratowały Avę niejednokrotnie przed oskarżeniami o czarostwo.
Wiedziała kiedy może obnosić się ze swoim instynktem, a kiedy ma odwrócić główkę i śmiać się z mało zabawnych anegdot starszych mężczyzn pragnących młodego, jasnego ciałka opiętego złotogłowiami oraz jedwabiami?
Mimo tylu dworskich umiejętności była trochę zagubiona.

_________________
1  2  3  4  5  6

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lothar Darnley

avatar

Skąd : Farolan

PisanieTemat: Re: Rynek główny   Pią Maj 02, 2014 8:23 pm

Tłum jął się - ku wewnętrznej uciesze szlachcica - nudzić stagnacją wydarzenia i ludzie powoli rozchodzili się w swoje strony.
Pozwolił Avie złapać swój rękaw, zdając się nie do końca kontaktować ten fakt z rzeczywistością. Całą dłonią przegarnął włosy z czoła, obserwując zachowanie dworki, licząc że przejdzie jej dość szybko.
Starał się mimo to zrobić jak najlepsze wrażenie. W końcu słowo dworki łatwo może dotrzeć do królowej, a w końcu mniej więcej o to mu chodziło. Rad więc był z faktu dostrzegając, jak zaczęła się podciągać na ławce, pomagając i asekurując jedną ręką.
Słysząc zaś tłumaczenia uniósł wolną dłoń, uśmiechając się łagodząco, wręcz ojcowsko.
- Rozumiem - powiedział tylko, nie dodając nic więcej.
Istotnie, dworka budziła w Lotharze sympatię. Jak również dziwne uczucie potrzeby roztoczenia nad nią opieki, jak gdyby była to jego własna córka. Nie da się ukryć, że różnica wieku, której był świadom, a jego rozmówczyni niekoniecznie, umożliwiałaby taką sytuację.
Bardziej jednak interesowała go dworska zagrywka, której nie był pewien. Czy to on kontroluje sytuację, czy ona ma go w garści i formuje niczym zręczny garncarz glinę?
Postanowił więc przyjąć bardziej stonowaną pozycję, bez zbędnych entuzjazmów ani temu podobnych. Wstał, gdy puściła jego rękaw, niby z wrodzonej ostrożności rzucając okiem za swoje plecy. Zaraz też, w celu potwierdzenia takiego zamiaru, odwrócił głowę ku Avie.
Co też ona zrobi teraz?, pomyślał. Jakie są szanse na to, że ona udaje, a ja właśnie wpadam w pułapkę?
Nurtowało go to bardziej niż powinno. Urosło to do tego stopnia, że dworka mogłaby poznać się na nim, gdyby nie wyrobiony, żołnierski wzrok. Niby łagodny, ale nieprzejawiający emocji. Spokojny, lecz wiecznie czujny.
Pozory przydają się wszędzie, nie tylko na dworze. A Lothar był do tego żołnierzem. Nie tak łatwo było go ograć samymi nerwami i pozorami. Wciąż miał jednak nieodparte wrażenie, że stąpa po cienkim lodzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Rede
Dworka
Dworka
avatar

Ród : Carakas
Skąd : Odłączona Wyspa
Praca : dworka księżniczki

PisanieTemat: Re: Rynek główny   Pon Maj 05, 2014 3:39 pm

Zwolniła powoli uścisk na rękawie opiekującego się nią, wyglądającą wciąż na słabą, opuściła dłoń na podołek. Wyprostowała się dumnie, jednak nie uniosła z godnością wysoko urodzonej dziewki brody, a spuściła jasną główkę, jak gdyby wciąż było jej nie najlepiej bądź wstydziła się swej słabowitości przed nowo poznanym mężczyzną. Podkuliła nóżki, aby wkrótce jedną z nich niespiesznie i jakby niepewnie jedną ze stópek zacząć powoli opuszczać ku brukowi. Wydawała się obawiać ziemi, jak gdyby była bosą nimfą siedzącą na dużym, nadbrzeżnym kamieniu a woda poniżej była lodowato zimna po chłodnej nocy - nimfa spodziewająca się nieprzyjemnego dreszczu przy zetknięciu z nieruchomą taflą skrytego przed ludzkim wzrokiem jeziorka.
Postawiła jednak małą stópkę w zgrabnym pantofelku z jasnej skórki na gładzonych kamieniach głównego rynku, spojrzała z idealnie wyćwiczoną ufnością pięciolatki w oczach na Lothara.
Uśmiechnęła się słodko, tak jasna i niewinna, aż dziecko idące nieopodal z matką uczepiło się rękawa rodzicielki piszcząc: "Mamo, mamo, patrz! Ondyna!". Kobieta spojrzała na nią wylękniona, jak gdyby rzeczywiście uwierzyła swej latorośli w dziecięcą mrzonkę. Pociągnęła dziecko za sobą mrucząc coś o rusałkach i żeby nigdy, ale to przenigdy więcej smarkacz nie zaczepiał rusałek.
Ava nie zwróciła na nich uwagi.
Wyciągnęła rączkę w oczekiwaniu na pomoc przy podniesieniu się z brudnej ławki przyścielonej płaszczem pana Darnelya.
Uzyskawszy co chciała zgrabnie, choć powoli i z wahaniem, skorzystała z pomocy podnosząc się z drewnianego siedziska jednocześnie zabierając z materii płaszcza swój pachnący pięknie miętą wianek.
Stała przez moment prosto, niby gotowa do dalszej drogi, jednakże za chwilę sięgnęła dłonią do skroni przymykając za razem oczy, zachwiała się.
Poleciała naprzód, zbita własnym aktorskim kunsztem z nóg, wciąż będąc łudząco osłabioną.
Wpadła na pana Darnleya, wsparła się na chwilę na jego szerokiej piersi wojaka, po czym odskoczyła fałszywie speszona, znów chwiejąc się - położyła dłoń na oparciu ławki, patrząc na Lothara z wyglądającym wyjątkowo realnie przerażeniem odmalowanym gdzieś w okolicy błękitnych tęczówek. Miało się wrażenie, że zaraz padnie mężczyźnie do stóp przepraszając go za ten "wypadek" którym było opadnięcie na jego pierś po tym, jak podobno zmorzyła ją znów słabość.
-Przepraszam, mój panie- powiedziała, padając w płytkim i chwiejnym dygu - pilnowała się dobrze, tak więc mimo aktorskich zagrywek natura nieco próżnej dwórki wyszła na wierzch w postaci głębokiego pochylenia się, tak, by widać było tajemniczą zacienioną drogę między rysującymi się dwoma jej pagórkami rozkoszy, wędrującą niżej, niżej, tam gdzie zajrzeć pan Lothar już nie mógł.
Powoli uniosła się z przepraszającego ukłonu, spuściła wzrok, niby speszona i niepewna co dalej ma czynić.
Pewna była jednakże całkowicie.

_________________
1  2  3  4  5  6

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lothar Darnley

avatar

Skąd : Farolan

PisanieTemat: Re: Rynek główny   Pon Maj 05, 2014 6:10 pm

Nie wykazywał żadnych oznak zniecierpliwienia. Wyrozumiale czekał, aż dworka zyska na siłach. Obserwował natomiast okolicę, czyniąc to bez najmniejszego ruchu oczyma. Obserwował każdym strzępkiem nerwów w swoim ciele.
W istocie, uśmiech Avy wydał mu się wyjątkowo urokliwy. Urokliwy aż nazbyt, zwłaszcza z towarzyszącą mu ufnością w oczach. Uśmiechnął się, słysząc komentarz małego dziecka. Sprawiło to wrażenie, że odpowiedział na uśmiech dziewczyny, co niejako było jego zamierzeniem. Tym lepiej dla niego kiedy dostrzegł, że Ava nawet nie zwróciła na oddalony w tłumie incydent.
Ujął dłoń dworki spokojnie, niby do tańca, pomagając jej wstać. Już był gotów minąć ją w drodze po swój płaszcz, gdy dostrzegł jak się zachwiała. Odruchowo wręcz zaasekurował ją, łapiąc w talii, przez co początkowo nie miała jak odskoczyć. Zdał sobie jednak sprawę ze zbytniej ostentacyjności swojego działania, pozwalając po chwili zwiększyć dystans. Przeprosiny w jego oczach były aż nadto widoczne, jednak nie powiedział nic. Zdziwiony był, że to ona dygnęła, podczas gdy to on winien jest jej przeprosiny.
- Pani, to ja jestem ci winien przeprosiny - ozwał się wreszcie, łapiąc kontakt wzrokowy. Postanowił ponownie zająć neutralne stanowisko. Nie skłonił się jednak tak, jak by należało - postanowił wybadać, czy dworeczka aby na pewno nie ściemnia. Nie dał tego jednak po sobie poznać.
Złapał swój płaszcz i otrzepał go z kurzu ławki, po czym dopiął go na powrót do swoich naramienników. Starannie zakrył w jego fałdach miecz, tak samo jak tarcza przestała być widoczna. Teraz wyglądał po prostu na nieuzbrojonego szlachcica.
Postanowił czekać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Rede
Dworka
Dworka
avatar

Ród : Carakas
Skąd : Odłączona Wyspa
Praca : dworka księżniczki

PisanieTemat: Re: Rynek główny   Pon Maj 05, 2014 6:41 pm

Przypominając sobie obrazy z wizji - samotny, wygnany chłopak w sile wieku oraz bezrozumności, banda zbójów. Poznała przez przypadek zarys historii swego rozmówcy - przypadek ten zmusił ją do udawanego omdlenia. Delikatnie zasinione wizją przeszłości usta nabierały już delikatnie różowej barwy, błysk w oczach zmącony nieco tym, co już było, wracał w szybkim tempie.
Dziewczyna z zainteresowaniem przyjrzała się strojowi mężczyzny po czym uniosła wzrok na jego twarz, pochwycając spojrzenie męsko spokojnych oczu, siły wymalowanej na tle tęczówki, czujności okalającej źrenicę cienką ramką. Utrzymała niewerbalny kontakt przez wyjątkowo krótką chwilkę po której upłynięciu zatrzepotała rzęsami, niby okrywając zakłopotanie zalotnością, po czym spojrzała na ziemię przed frontem swojej jasnoróżowej wierzchniej sukni. Za chwilę jednak znów uniosła ufne oczęta na Lothara, zbliżając się o kroczek - jak dziecko zgłaszające się po odbiór obiecanej kromki chleba z miodem.
Jeszcze jeden kroczek.
Pewna swego, widząc, jak ofiara wiarygodnej topieli jej błękitnych ocząt wymyka się z pozornie przejrzystej głębi, z rozbawieniem, ponownie, dziecka goniącego rówieśnika podczas zabawy w berka, zbliżyła się i wsunęła jasną rączkę w zgięcie łokcia mężczyzny wymuszając spacer pod rękę.
-Idźmy do szwaczki, nadto już zwlekałam- poprosiła słodko, robiąc nieco zbyt długie pauzy między niektórymi słowami, by wrażenie, że osłabienie wciąż utrudnia właściwą artykulacje, nie zaczęło zbyt szybko zanikać stając się niewiarygodnym.
Postępowała naprzód powoli, czasem wspierała się ramieniem o silną rękę mężczyzny niby nie dając rady iść o własnych siłach. Wymusiła kilka postojów po drodze do krawcowej, podczas których zatrzymywali się przy wozach wędrownych cyrków czy przy błędnych bardach szukających szczęścia oraz sławy w Alces, stolicy Amentesu.
Wciąż czasem słaniała się na nogach dla utrzymania pozorów, choć wielką miała ochotę skoczyć w tańczący tłum gdy tylko muzycy zaczynali gdzieś obok wygrywać wesołe melodie. Wzdychała wtedy i prosiła, by przytrzymali się posłuchać pieśni, gdyż wydała jej się urocza.
W ten powolny sposób dotarli do szwaczki.
Ava została zaproszona na zaplecze, gdzie czekały tkaniny na suknie dla niej oraz księżniczki. Poprosiła pana Darnleya, by został w głównym pomieszczeniu, gdyż stroje to damskie tajemnice. Uśmiechnęła się przy tym jak naiwna dziewka mająca nadzieję na dzieci z tym konkretnym mężczyzną.
Ustaliwszy wszystkie szczegóły za parawanem, w głębi krawieckiej pracowni, znów założyła maskę za-chwilę-padnę-na-bruk łabędzicy o słabych nóżkach i mdlejących skrzydełkach.
Wracali jeszcze powolniej, jeszcze więcej zdarzało się postojów, a Avę kupcy częstowali proponowanymi na straganach smakołykami - to jabłuszko dla nadobnej damy, to niech spróbuje prosięcia z rusztu lub świeżego, wciąż pachnącego piecem chleba a może piwa z dopiero co wytoczonej z piwniczki baryłki.
Od połowy drogi powrotnej do pałacu dziewczyna już nie wspierała się na ramieniu, jednak wciąż nie mogła spełnić swojego marzenia o radosnym tańcowaniu wśród dźwięków lutni, fletów, bębenków przez towarzystwo mające wierzyć w jej wątłe zdrowie przynajmniej częściowo i przynajmniej do posiłku.
Pozostawiwszy towarzysza na pastwę dworskiego losu szybciutko pobiegła do swych komnat, by odziać się w bogatą suknię szytą na zagraniczną modłę w barwach nieba, okolonej przy dekolcie białą taśmą zdobioną perłami, z dolną spódnicą błękitnej barwy wyszywaną srebrną nicią w regularny, misterny wzór roślinny.
Włożyła mały czepek, zsuwając go mocno na tył głowy. Włosy zebrała w warkocz, aby zwinąć je w srebrnej siateczce.
Zmieniła pantofelki na te piękne z aksamitu głębokiej, niebieskiej barwy.
Była gotowa na posiłek.
[z/t oboje - pisz w wielkiej sali na posiłku już Loth]

_________________
1  2  3  4  5  6

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Boży Głupiec

avatar

Ród : Ho hej
Skąd : Oddzwoneczkuj się!
Praca : Żarciki

PisanieTemat: Re: Rynek główny   Sob Maj 31, 2014 3:24 pm

Od rana już było tłoczno i gwarno, ktoś gmyrał przy rynkowej fontannie, a stragany nie rozstawiały swoich podwojów. Każdy, kto żył choćby przez rok w Amentesie wiedział już, cóż to znaczy!

Chodźcie, dzieci, do ognia!

Poczujcie tę woń, te sosnowe gałązki płonące z trzaskiem w równie wysokich co wasz ojciec dobrodziej płomieniach. Spójrzcie! Ogień sypie iskry, a one mieszają się z gwiazdami na tle nocnego nieba!
Dzisiaj możemy patrzeć na piękną królową i jej dwór, może nawet zatańczyć się z którymś z pachnących dworzan lub szeleszczących jedwabiami dworek uda, chodźcie, dzieci!

O! Patrzcie, jak na kilku mniejszych ogniskach królewska służba piecze na rożnach prosięta, którymi częstować się może każdym, a i spójrzcie jeszcze na fontannę! Płynie cienkuszem miast wodą, czerp jedynie do pucharu, zapij bogaty posiłek!

Dzieci, dzieci, dołączcie do tańców, to Maje, radość i wesele dla każdego domu!

Dzieci, może kiedyś i wam uda się zostać królewską sługą, podczaszym bądź stajennym?
Pławcie się w ich doskonałości tej jedynej w roku nocy, gdy schodzą oni między nas i razem z nami się weselą, tańczą z naszymi dziećmi w objęciach, razem z nami piją rozwodnione wino kiepskiego rocznika z królewskich piwniczek.

Chodźcie, dzieci, do ognia!
Maje!


Pierwszy prawdziwy event, event-niespodzianka właśnie rozpoczyna się! Wiwat Maje! Wiwat królowa matka! Wiwat król!

Przypominam, iż podczas eventów dostępna jest bilokacja, tak więc zapraszam do pisania :)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miana Avis
Rodzina Królewska
Rodzina Królewska
avatar

Ród : Kulkidd, Karwinior.
Skąd : Grabież Wschodnia

PisanieTemat: Re: Rynek główny   Sob Maj 31, 2014 4:48 pm

W końcu nadszedł ten dzień!
Dzień na który księżniczka czekała od wielu miesięcy, dzień w którym wszystko może się zmienić ! A Miana miała wielką nadzieję iż wszystko zmieni się tylko i wyłącznie na dobre. Tego ranka wstała jeszcze przed swoją dwórką, ba ośmieliła się nawet ją obudzić. Podekscytowana sama poganiała Avę. Po kąpieli przezkilka długich godzin wybierała odpowiedną suknię na tą okazję aż w końcu założyła jej najnowszy nabytek. Suknię wykonaną z ręcznie wyszywanego złotą nicią jedwabiu w jakże modny ostatnio wzór mitycznych gryfów. Jedwab ten był w kolorze szmaragdu. Dopasowany gorset wycięty w jakże modny prostokąt podkreślał coraz to obfitszy biust młodej panny. Rękawy sukni rozcięte były od łokcia pozostawiając zwisające, wymyślnie powycinane pipety. Każda kobieta z pewnością zazdrościła jej ów sukni, kosztującej tyle co nie jedna wioska. W czasie gdy dwórki upinały jej włosy dziewczyna przypruszyła twarz i dekolt białym pudrem, następnie podkreśliła swoje usta specjalnym czerwienidłem, dorabiając sobie również rumeńce (Tu trzeba zaznaczyć iż w średniowieczu uchodziły ona za naprawdę pociągajacą rzecz) na koniec księżniczka kazała Avie w subtelny sposób podkreślić swe oczy, specyfikiem z dalekich stron.
Jej szyję przyozdobiła bogato zdobiona złota kolia z pereł i opali. Na wymyślne upięcie powędrował diadem, w postaci pięknie zdobionej obręczy. Rodowa brosza natomiast znalazła miejsce tuż koło jędrnych piersi dziewczyny. Na koniec spryskała się drogimi perfumami które podarował jej jeszcze ojciec za swego życia. Ach tatko, jak żałuję że Cię tu nie ma. Tak oto wyszykowana udała się na miejski rynek.
Gdy wysiadła z karocy wraz ze świtą swoją, oraz swoich bliskich obdarowała poddanych ciepłym uśmiechem, przy niektórych zatrzymywała się na chwilę i wymieniałą kilka miłych zdań. Nic dziwnego iż lud naprawdę ją uwielbiał, o wiele bardziej niż jej rozbrykanego braciszka.
Nikt nie mógł zaprzeczyć dziś, iż nie wrodziła się do swej matki. Piękna, być może nawet piękniejsza od niej, pełna dobroci i dobrych manier. Uwielbiała udawać swą matkę, byleby tylko kobieta była z niej dumna. Pełnym gracji krokiem ruszyła ku królewskiej altanie, przyciągając wzrok każdego meżczyzny znajdującego się na miejskim rynku. Czyż nie tym miała dziś być? Perełką w koronie rodziny królewskiej, wchodzącą w dorosłość mądrą i dobrą panną, o której względy niedługo będą zabiegać mężczyźni.
Gdy tylko podeszła do altany skłoniła się swejj matce, obdrzając ją najcudowniejszym ze swych uśmiechów by po kilku chwilach powitać swe rodzeństwo.
Tak, dzisiejszego dnia nie mogło nic popsuć ! A gdzieś w głębi serca czaiła się nadzieja na ponowne spotkanie z Lotharem...

_________________


Miana Avis

Love´s the funeral of hearts









Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Garion Karniwor
Rodzina Królewska
Rodzina Królewska
avatar

Ród : Karniwor
Skąd : Wybrzeże Salar
Praca : Król

PisanieTemat: Re: Rynek główny   Sob Maj 31, 2014 5:15 pm

Król spał dzisiejszego dnia dość długo w miękkiej i jedwabnej pościeli. Niespodziewanie jednak obudził go jego doradca, który nie chciał by potem Garion miał problemy. Żeby tylko ktoś widział z jakim przerażeniem w oczach wstał z łóżka. Jak się tylko okazało, ze urodziny jego własnej siostry były tuż tuż król zabrał się za przygotowania. Siebie, oczywiście.
Na specjalną okazje ubrał najpiękniejsze ze wszystkich szat, głowę ozdobił ciężką, ale wspaniałą koroną wykonaną z samego złota. Byłą ciężka, ale się poświęcił. Tego dnia miał pokazywać sobą majestat. A ze to bolało to inna sprawa...
Wyszedł z pałacu otoczony gwardzistami dla ochrony. Doradca ciągle krzyczał, że powinien jechać karocą, lecz król ciągle swoje. Miał dziś ochotę się przejść, to się przejdzie! Spotka ludzi, zobaczy zanieczyszczone miasto... ah, jak fajnie.
Idąc przez całe centrum budził małe zdziwienie w mieszkańcach, a to w szlachcie, bądź zwykłym pospólstwie.
Doradca szedł kawałek za Garionem, lecz równym tempem:
-Wasza Królewska mość, królowa będzie niezadowolona.- Rzekł starszy człowiek, na co król odparł parsknięciem.
-Proszę Cię, zobaczenie jak ta jędza się wścieka nie jest niczym nowym. Poza tym przyda mi się świeżę powietrze.- Odpowiedział Garion na co doradca odparł widocznym zażenowaniem tą sytuacją.
Gdy tylko dotarli na miejsce król rozkazał gwardzistą się rozproszyć by nie budzić zamieszania. Przy sobie pozostawił jedynie trzech. tak na wszelki wypadek. Natomiast ten starszy człowiek, który był dla władcy prawą ręką dalej wiernie kroczył przy swoim Panie.
Karniwor nagle dostrzegł przy altanie jubilatkę i resztę rodziny (bez jednej siostry już), więc jak najszybciej pobiegł (tak, pobiegł) w ich stronę co zdziwiło ochroniarzy. Garion ucałował i uściskał Miane.
-Witaj siostrzyczko, to twój wielki dzień!- Uśmiechnął się król na powitanie, po czym spojrzał an resztę, w tym na matkę.
-Was też witam kochani, oczywiście.- Dodał z ponownym uśmiechem.

_________________


Garion Karniwor

King




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chella Grasse

avatar

Ród : Nieznany
Skąd : Lunarium
Praca : Zielarka, akuszerka,wiedźma

PisanieTemat: Re: Rynek główny   Sob Maj 31, 2014 5:31 pm

Święto Maje.
Jakże Chella je zawsze uwielbiała ! Z samego ranka przywdziała najlepszą suknię jaką posiadała błękitną z krótkim rękawkiem z którego wystawał rękaw bielizny. Była ona skromna, nawet bardzo skromna ognistorude włosy schowała pod czerwonym kapturkiem, który skutecznie ukrywał jej twarz. Na małe stopy przywdziała trzewiczki. Swoje biodra przyozdobiła cienkim paskiem, do którego przymocowana była cała masa sakiewek. Zeszła ze swej alkowy, pozwoliła krukowi na to by leciał z nią, nie przyznając się jednak do niej w mieście.
Nie jedną godzinę zajęło jej dojście do miasta, jednak była pewna iż była to sprawa warta uwagi. Gdy w końcu doszła do miasta i dotarła na główny rynek przywitała ją muzyka i cały zestaw barw oraz zapachów.
Hugin usiadł na którymś z gzymsów. Dziewczyna stanęła z boku obserwując bawiących sie ludzi, tylu tu znała, tylu pałało do niej przyjaznymi uczuciami... Była jednak też pewna iż jest tu ktoś, kto chętnie spali ją na stosie.

_________________


Chella Grasse

Crazy witch




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frederico Gaspare
Radca Królewski
Radca Królewski
avatar

Ród : Gaspare
Praca : Pisarz

PisanieTemat: Re: Rynek główny   Sob Maj 31, 2014 6:00 pm

Nie mógłby przegapić tej uroczystości. Może znajdzie tu natchnienie? Jego książka chwilowo nie nabierała coraz to bogatszych treści, które mogłyby dawać przyjemność jej czytelnikowi w poznawaniu historii stworzonej przez ludzką wyobraźnie. Czyli innymi słowami... Gaspare cierpiał na brak weny. Chwilowo rzecz jasna. Wiec to był jeden z powodów jego przybycia na Maje.
Szlachcice, którzy posiadali umiejętność czytania zaczęli się zbierać wokół jego osoby. Oczywiście łatwo się domyśleć, ze to jego fani. W końcu był sławny, a jego dzieła powszechne. Jednak starał się ich zbyć. Mówiąc starał, chodzi, że wyminął ich dość prędko i wtopił się w tłum mieszczan. Gdy tylko znalazł się na jakimś pustym obszarze zaczął rozglądać się i zapoznawać w sytuacji. Na rodzinie królewskiej skupił się dosłownie na chwile. Natomiast kobieta z czerwonym kapturkiem przyciągnęła jego większą uwagę...
Obserwował ja dość długo, bo wzbudziła w nim zaciekawienie. Raczej nie była prostym mieszkańcem. Wydawała się... inna. Jeśli tak to można określić. Sam nie podszedł do niewiasty. Nie wypadało. Psiarz miał tylko stać i sprawiać dobre wrażenie. Przynajmniej tak mu powiedziano. Ano dostał rozkaz od królowej. To kolejny powód przybycia...

_________________
Pióro może być groźniejsze od miecza, szczególnie jeśli jest ostro zakończone i polane trucizną
...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Rede
Dworka
Dworka
avatar

Ród : Carakas
Skąd : Odłączona Wyspa
Praca : dworka księżniczki

PisanieTemat: Re: Rynek główny   Sob Maj 31, 2014 6:02 pm

Podekscytowana cudownie zapowiadającym się dniem wyskoczyła z łoża, gdy tylko usłyszała głos księżniczki - nie spała już od przynajmniej godziny. Pomogła jej się ubierać, podawała spódnice do przymierzania, przypinała i przywiązywała rękawy, poprawiała zadarte rąbki, wygładzała drobne zagniecenia. Przyozdobiła czernidłem z dalekich krain powieki księżniczki a potem koordynowała zaplatanie włosów księżniczki w wymyślny kok, z którego wymykało się na ramię wyjątkowo szerokie pasmo loków i fal. Widząc efekt końcowy westchnęła, gdyż ciężko było nie westchnąć widząc taką piękność.
-Dobrych lat, księżniczko. Zdrowia, rychłego i miłego ci zamążpójścia. Wiwat, księżniczka Miana- złożyła jej życzenia wykańczając własnoręcznie jej fryzurę, dociskając sznureczki gorsetu, umieszczając na jej głowie diadem i zapinając broszę niemal na samej linii dekoltu jej sukni, dokładnie po środku linii dzielącej materiał i skórę na dwa światy innej barwy oraz faktury.
Dworki nie miały tyle czasu na przygotowania ani tyle pomocy czy środków na stroje. Wyglądały więc nieco ubożej, jednakże naprawdę niewiele ubożej. Może jedynie za wyjątkiem Avy, która włożyła suknię podobną tym, które nosiły zwykłe mieszczki - różniła się od nich bogatym zdobieniem na gorsecie oraz jakością uszytych do uszycia jej materii.
Biała koszula z obszernymi rękawami, ściskanymi dwa razy kremowymi taśmami, z ozdobionymi falbaną mankietami. Obszerna spódnica oliwkowej barwy zdobiona była ręcznie wyszytym, ciemnopomarańczowym wzorem złożonym z kwiatów oraz liści, tak samo jak gorset sznurowany z przodu skórzanym rzemieniem - równie był oliwkowy, całkowicie pokryty dokładnym, pięknym wzorem. Dekolt koszuli wraz z szerokimi ramiączkami gorsetu tworzyły ten modny prostokąt, niemal idealny kwadratowy dekolt. Udało się Avie wymknąć podczas przygotowań do ogrodu, gdzie uwiła sobie z wiosennych kwiatów wianek - włożyła go na głowę o dziewiczo rozpuszczonych, tak jasnych w słońcu, że niemal białych włosach.
Zapięła skórzany paseczek w talii do którego przytroczyła swoją drogocenną sakiewkę barwy ciemnego wina.
Czuła się gotowa, choć wyglądała skromnie - wiedziała, że będzie się wyróżniać, jednak w miejskim tłumie szybko zniknie, wtopi się w zabawę, gdy tylko księżniczka pozwoli dworkom rozejść się, mieć wolny czas na zabawę, tańce, podjadanie pięknie pachnących prosiąt obracających się na rożnach nad niższymi ogniskami okalającymi główny płomień, wysoki już jak chłop, które lizały je łapczywie po brzuchach i nogach.
Wysiadła za księżniczką, razem z wystrojonym pochodem pozostałych dworek, z powozu. Podążyła na podest, chwytając po drodze jeden ze stojących na stole pucharów i polecając pachołkowi napełnić go winem z fontanny i przynieść potem z powrotem jak najprędzej potrafił.
-Już, już, chłopcze- popędziła go, rzucając mu monetkę o drobnym nominale, na którą jednakże zaświeciły mu się oczy niby latarnie.
Dotarła do księżniczki, stanęła krok za nią.
-Czy potrzeba ci czegoś, wasza książęca mość?- spytała, splatając dłonie na podołku.
Była dobrą dworką.
Nagle pojawił się król. Dziewczyna, wraz z resztą orszaku księżniczki, padła w głębokim dygu unosząc poły spódnic, jednakże butnie też uniosła główkę posyłając księciu słodki uśmiech.

_________________
1  2  3  4  5  6

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Rynek główny   

Powrót do góry Go down
 
Rynek główny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Amentes :: Alces :: Centrum-
Skocz do: