IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Komnata sypialna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Fortuna
Admin
avatar

Ród : Wszechmocny
Skąd : Zewsząd
Praca : Mąciciel

PisanieTemat: Komnata sypialna   Sob Kwi 12, 2014 9:20 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raia Aviona
Rodzina Królewska
Rodzina Królewska
avatar

Ród : Kulkidd
Skąd : Odłączona Wyspa
Praca : Królowa wdowa, królowa matka

PisanieTemat: Re: Komnata sypialna   Pią Sie 22, 2014 2:46 pm

Miękkie łoże wydawało się być, mimo wszystko, zbyt twarde dla obolałych od zarazy członków. Ciężko jej było oddychać, gdy pierś przygniatał ciężar okrycia a szyja wydawała się być niemalże szersza od głowy. Królowa była blada, wręcz sina - Aximejskie przekleństwo dopadło ją w niedługo po wizycie w szpitalu zakonników. Rozgrzana do czerwoności niemalże usiłowała zrzucać z siebie kołdrę, wiercić się i wstawać.
Chciała wyjść na dwór, poczuć chłód na twarzy - zamiast tego medycy w ziołowych maskach zakrywających ich usta wpychali ją z powrotem pod okrycie, wciskając pod prześcieradła rozgrzane cegły, by podtrzymać temperaturę ciała ukochanej królowej. Raia, pomimo choroby, pomimo sińców przypominających kwiaty widniejących pod jej paznokciami, pomimo zielono-fioletowych podków pod oczami nakazywała co dzień, aby dworki wyciągały ją z królewskiego łoża, i odziewały w wybraną przezeń suknię, obwieszały królewskimi klejnotami z eleganckim umiarem, drapowały w jej włosach welony bądź upinały na nich małe, zgrabne czepce lamowane złotymi tasiemkami oraz uroczymi koronkami. W ostatnich chwilach życia królowa, w komnacie w której pomimo lata buchał strzelisty ogień, wbrew zaleceniom medyków zasiadała czasem przy sekretarzyku, aby ręcznie spisać w jaki sposób ma odbyć się jej pogrzeb, a właściwie całopalenie ciała, gdyż odkąd sięgała historia Amentesu była pierwszym przypadkiem członka rodu królewskiego, czy choćby wielmożów, którego ciało należało po śmierci spalić by nie zaczęło roztaczać wokół siebie morowego powietrza niosącego Aximejską śmierć.
Wiedziała od jakiegoś czasu o spisku najstarszego z synów własnego męża, lecz nie sądziła, że zabrnie on tak daleko - czasem więc pojawiali się w jej sypialnej komnacie zawstydzeni, rozpaleni temperaturą panującą w alkierzu, zakurzeni posłańcy pchnięci przez jej szpiegów bądź sami szpiedzy, składający przyciszonymi głosami raporty.
Nie pomagały jej zdrowieć czy choćby łagodniej przechodzić na drugi świat wieści przynoszone przez tych lepiących się od pyłu, który osiadł na nich gdy podążali suchymi, letnimi traktami, mężczyzn. Miała coraz większe wrażenie, że zaraza zabiera ją z tego świata, gdy najbardziej jest potrzebna porządkowi oraz dynastii, której dała początek dzięki własnej wygórowanej ambicji oraz podstępności krytej wiecznie za słodkim obliczem złotowłosej piękności. Ten dwudziestosześcioletni pół-książę wydawał się być duchem - ani jeden z ambasadorów rozsianych po dworach największych państw nie widział go na własne oczy dłużej niż przez kilka tygodni, a każdy z nich, gdy zabierał się za pisanie raportu mającego trafić w ręce królowej, tracił na kilka godzin młodzika spod badawczego spojrzenia. I więcej już go nie widział.
Pół-książę wydawał się jej być duchem, bądź armią duchów, pojawiających się zawsze tam, gdzie nikt ich obecności by się nie spodziewał. Raz Hakanes, innym razem Pavet - nie wiadomo było jakim cudem tak szybko podróżuje, czasem wręcz i ona, i szpiedzy, wydawali się myśleć, że jest to oddział golemów wytworzonych na podobieństwo pół-księcia, bękarta z nieprawego łoża, spłodzonego z córką byle szlachetki, na tyle piękną, że udało jej się umieścić swego syna pośród potencjalnych spadkobierców korony.
Nie, nie mogła teraz odejść!
Jej dzieci oraz wszelkie osiągnięcia, dynastia której dała początek - to miało przetrwać, nie mogło runąć w gruzach przez mężczyznę będącego widmem, stojącego na czele armii widm spiskujących w Amentesie pod nosem jej nieostrożnego, niedojrzałego wciąż do swej roli syna!
Była potrzebna!
Mimo tych panicznych myśli zaczęła powoli rozdawać swoje klejnoty dworkom oraz córkom, suknie wysyłała krewniaczkom.
Kazała wszystkim jej dworskim pannom nie posiadającym skromnych sukien w barwach królewskiej żałoby - najciemniejszych granatów - sprawić na koszt królewskiego skarbca nowe stroje.
Nie, nie, nie!

_________________
1 I 2 I 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Boży Głupiec

avatar

Ród : Ho hej
Skąd : Oddzwoneczkuj się!
Praca : Żarciki

PisanieTemat: Re: Komnata sypialna   Pon Sie 25, 2014 12:20 am

      Decyzja podjęta przez Gariona sprawia, że ten nie dowie się nigdy prawdy na temat pretendenta Vittora. Sprawia to, że król nie pozna najprawdopodobniejszego miejsca pobytu swego rywala; Garion, nie odwiedziwszy matki, nie dowiaduje się również o jej szpiegowskiej siatce, przez co nie będzie zdawał sobie sprawy z ginących regularnie wiadomości doń kierowanych.


Królowa czuła, że nadchodzi jej czas. Czuła, jak kołnierz bladej opuchlizny zaczyna ją dusić, widziała jak fioletowieją nagle rudawe kwiaty pod paznokciami, rozlewając się w jeszcze większe plamy. Połykała powietrze, krztusiła się i tęskniła po raz pierwszy za obecnością któregoś ze swych dzieciąt, pragnąc, by przynajmniej jedno z owoców jej ambicji oraz łona pojawiło się przy łożu i uroniło choć jedną, symboliczną łzę - choćby miała być upuszczoną w rozsypane na ziemi zioła perłą, nie wyrazem prawdziwego żalu. Dla bezpieczeństwa królowa niemal zawsze odprawiała wszystkie swoje dworki z komnaty sypialnej, nie chcąc, by te cudowne niewiasty, niektóre głupie jak buty, inne o umysłach niby najostrzejsze miecze, wszystkie zaś o pięknych twarzyczkach, zaraziły się od niej okrutną zarazą, która nie pozwalała niewieście wyglądać pięknie nawet w chwilach potyczki z ostatnimi jej oddechami. Podniosła się z łoża, odrzuciwszy okrycie z wielkim trudem. Krztusząc się podeszła powolnym krokiem do drzwi, mając pewność, że zdąży nawet zmienić suknię, by nikt nie musiał obcować po jej śmierci z jej ciałem roztaczającym morowe powietrze, by odziać królową w żałobne jedwabie i klejnoty.
Każdy, najdrobniejszy element stroju miała już dobrany. Otworzyła samodzielnie skrzynię ze swymi strojami, przesypanymi delikatnym pudrem i przełożonymi cienką bibułką, jednak nie była w stanie, opuchnięta jak w ciąży, schylić się po strój. Stała więc, ciężko dysząc z szyją przypominającą mocny niedopieczony bochen chleba, wspierając się dłonią o oparcie krzesła dostawionego do sekretarzyka, na którym leżała szczegółowa lista spraw związanych z jej pogrzebem.
Zdecydowała się na jasną, bogatą suknię w rodzimym, amentesowskim stylu. Waniliowy aksamit wierzchniej sukni równoważył delikatnej kremowej barwy złotogłów wyglądający z rozcięcia spódnicy oraz wewnętrznej części szerokich, dzwoniastych rękawów. Krawędzie wykończone były złotą taśmą oraz dużymi perłami, naszytymi gęsto jedna przy drugiej. Kwadratowy dekolt otaczała szeroka koronka ze złota naszyta na aksamit gorsetu oraz przywiązywanych cienkimi, niewidocznymi tasiemkami rękawów. Suknia miała także tren średniej długości, który miał pięknie ułożyć się u jej nóg, gdy leżałaby już martwa. Niezdarnie, przy pomocy służących o ustach zasłoniętych grubymi, wypełnionymi ziołami maskami, ze skórzanymi rękawiczkami sięgającymi łokci, wciskała swoje rozdęte zarazą ciało w drogą materię sukni. Wskazała ledwo łapiąc powietrze na szkatułę pełną kosztowności, sama przypięła tuż poniżej dekoltu rozwieszone pomiędzy trzema perłowymi broszami złote łańcuszki przetykane drobniejszymi perełkami. Ze środkowej broszy, kanciastej, największej i najbogatszej, w przeciwieństwie do dwóch pozostałych wysadzanej również drobnymi brylantami, tworzącej wcięcie dwóch perłowo-złotych łańcuchów, przez co przypominały one kształtem falę, z płytszymi miejscami po bokach, wznoszących się znów ku górze i zrównujących w kolejnych falach wysokością tej środkowej, zwieszało się kilka drobniutkich złotych oczek rozłożonych naprzemiennie z perłami. Królowa Raia zawsze uwielbiała perły, tak więc nie zamierzała ich sobie żałować w dniu własnej śmierci. Na szyi służąca zawiesiła jej jeszcze ciężki złoty łańcuch, z którego zwieszał się aż do rozcięcia między ściśniętymi gorsetem piersiami, zwieszał się złoty krzyż wysadzany kilkoma niewielkimi rubinami. We włosy wpleciono jej złotą siateczkę, która podkreślała stateczność wieku królowej wdowy, która przeżywała już agonię na rękach służących.
Dwa dziewczątka ułożyły ją na łożu i na koniec założyły jeszcze pantofle z cienkiej, farbowanej na biało skórki, zdobne złotą koronką oraz łezkami diamencików. Ułożyły jej ręce na podołku, poprawiły suknię, by nawet po śmierci prezentowała się z godnością, by prezentowała się jak sama by chciała.
Wyszły obie do komnaty gościnnej.
-Królowa nie żyje- powiedziała jedna z nich zgromadzonym dworkom, kłaniając się wcześniej głęboko przed wysoko urodzonymi pannami.
Paź króla, oczekujący w gościnnej komnacie na wieści o stanie zdrowia królowej, zerwał się na równe nogi i pobiegł ku komnatom władcy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Komnata sypialna   

Powrót do góry Go down
 
Komnata sypialna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Amentes :: Pałac Królewski w Alces :: Drugie piętro :: Komnaty królowej-
Skocz do: