IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Wielka sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Anastasia Aviona
Rodzina Królewska
Rodzina Królewska
avatar

Ród : Karniwor, Kulkidd
Skąd : Lunarium
Praca : bycie księżniczką

PisanieTemat: Re: Wielka sala   Sob Sie 30, 2014 7:27 pm

Czternastoletnia panienka była w swoim żywiole - ze spokojem, postukując obcasikami ciżemek, odwiedziła kaplicę i zamówiła msze śpiewane za duszę królowej matki, przykazała damom dworu matki przygotować jej ciało do całonocnego przy nim czuwania w pałacowej kaplicy. Pchnęła jeszcze wcześniej pachołka do najlepszego stolarza stolicy, by przysłał kogoś po pobranie wymiarów na trumnę dla królowej, która oczywiście miała powstać jak najszybciej i być jednocześnie jak najpiękniejszą, jak najbogatszą. Miała mieć pokrywę wysadzaną klejnotami, ściśle przylegającą do ścian trumny, które dodatkowo miano zapieczętować, by morowe powietrze nie objęło wszystkich możnowładców. Księżniczka poświęciła niedawno otrzymaną belę mięsistego aksamitu białego koloru, przetykanego srebrną nicią, by królowa zległa na swój ostateczny spoczynek wśród królewskiego zbytku. Z kaplicy Zetta powędrowała przez pałac, nakazując odpowiednim osobom rozkołysać dźwięcznie dzwony w całym kraju, aby wyśpiewywały do wieczornego rozpoczęcia czuwania przy ciele królowej wdowy żałobną pieśń. Pchnęła także posłańców do wszystkich dworków zamieszkiwanych przez możnych ze smutną wieścią. Wiedziała, że gnać będą bliscy cwału kurzącymi się drogami, przekazując sobie wieść niczym pałeczkę podczas sztafety.
Wielka sala była jednym z ostatnich przystanków.
Wielka sala była miejscem, gdzie, nadzorując zdejmowanie bogatych tapiserii wiszących na ścianach i zamienianie ich na zwoje granatowych tkanin wyszytych złotem oraz czarnym jedwabiem, księżniczka mogła pozwolić sobie odetchnąć od samotnego, pospiesznego przemierzania korytarzy pałacu w poszukiwaniu odpowiednich osób.
Zarządziła również, by dworzanie przyjęli na najbliższe dni, może nawet i tygodnie, najciemniejsze odcienie granatów. Wszyscy niemal w zamku przeszukiwali więc własne skrzynie, dla odnalezienia żałobnych strojów, gdy Zetta wybierała które z żałobnych tapiserii zawisną w pobliżu stołu zajmowanego przez królewską rodzinę, które zaś dalej. Rozplanowała bogatą ucztę, składającą się z sześciu dań i każdym z nich pozwalającym wybrać między czterema do pięciu propozycji dzieł królewskich kucharzy. Nakazała wytoczyć z piwniczek najlepsze wina i przyglądała się z podwyższenia na którym znajdował się stół dla królewskiej rodziny jak służba, niczym pszczoły w ulu, uwija się przy stołach rozstawiając złotą zastawę.
Dziewczyna nie zauważyła nawet, gdy przysiadła na brzegu krzesła zdobnego grubo złotem, o rzeźbionych kształtnie podłokietnikach, na brzegu tronu należącego do najstarszego z jej rodzeństwa. Przyzwyczajeni do kobiety u władzy ludzie nie powiedzieli nic, nie zwrócili właściwie uwagi na ten zakrawający o zdradę króla akt nieświadomie ukazanej odwagi. Machnęła ręką, tym samym dając do zrozumienia ludziom, żeby wynieśli krzesło, nieco tylko skromniejsze niż tron Gariona, zajmowane zawsze przez królową matkę.
Odetchnęła ciężko, jakby dopiero teraz dotarło do niej, że straciła rodzicielkę.
Posyłała mimo tego wszystkim spoglądającym na nią od czasu do czasu służącym słodki uśmiech, roztaczający aurę pełną nie tylko królewskiego uroku. Przeświecało przez jej minę to światełko, ten promień słońca, który zdawała się w sobie mieć od urodzenia. Optymistka! Narobiła sobie nadziei, że król pozwoli sobie doradzać - wierzyła w to szczerze, patrząc, jak jest rozkładany pośrodku sali gruby dywan ciemnoczerwonej barwy. Podniosła się z krzesła, aby zwrócono na nią uwagę.
-Czerwień nie przystoi uczcie żałobnej- oświadczyła bez złości, raczej wyrozumiale, jak gdyby miała przed sobą nie do końca rozgarniętych ludzi.
-Jedynie mszysty dywan jeszcze jest, wasza miłości- odparł nadgorliwy młodzik, zrywając czapkę z głowy i skłaniając się przed nią w pas.
-Mszysty? Prawisz o ciemnej zieleni?- uniosła lekko kącik ust, prostując się na całą niewielką wysokość. Rozejrzała się po sali. -Pewniście, że żadnego więcej nie ma?- zobaczyła w jednej chwili, jak starszy sługa wyrywa czapkę młodzika z ręki i trzepie go nią karcąco po potylicy.
-Żółty i ciemnozielony w magazynach leżą, jasna pani- powiedział starszy mężczyzna.
Anastasia rozejrzała się ponownie. Ciemna zieleń byłaby odpowiedniejsza, doszła mimo wszystko do wniosku, konstatując, że żółć będzie zbyt radosna.
-Niechże będzie zielony, ten zaś prędko zabierzcie- zarządziła, stojąc za stołem królewskim, tuż przed tronem króla, jak gdyby była koronowaną głową, nie zaś panną mogącą nosić jedynie złote otoki na znak swego książęcego pochodzenia. Mogła wydawać się w promieniu padającego na nią przez okna słońca, wydobywającego z niej jasność cery, błysk oczu oraz ciemność włosów, panującą miast mężczyzny, samodzielną królową.
Ha! Być może przepowiednią to było przyszłości?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kraven Vakoss

avatar

Ród : Vakoss
Skąd : Ceras
Praca : Następca tronu

PisanieTemat: Re: Wielka sala   Sob Sie 30, 2014 7:50 pm

Wszak wszystko niemal pałało by ruszyć niemal cwałem przez dziedziniec. Ale księciu i następcy tronu nie przystoi takowy nietakt. Gdy tylko dotarł do serca Stolicy obrzucił wszak wszystko dookoła po czym przeszedł się jakby zwiedzać miał zamiar. Jednak zmyłką byłoby gdyby kto się przyglądał owemu mężowi. Bowiem włości monarchy spodobały się mu niezmiernie. A możni odziani w czerń czy granat kroczyli z niemrawymi minami.
- Waść co się stało? Żałobę nosicie, kto zmarł?
Zapytał chcąc być w temacie wszak nie wypadało kroczyć między wrony i nie krakać jak one. Gdy wiec stary siwiec spojrzał na młodego waści lekko uchylił głowy z szacunkiem.
- Panie miłościwy Królowa wdowa, zmarła. Wielka i smutna to nowina, zamek w żałobie cały obwieszony.
Przeniósł wzrok na starca z miną wszak milczącą acz jednak nieco niepewną. Jak to tak wkroczyć i prosić o nocleg. Cóż począć zbójów za wiele jest więc nie mając wyboru wkroczył na tereny królewskie. Krocząc w zadumie niemal równej mieszkańcom dotarł do strażnika.
- Prowadź mnie do króla bądź kogoś z kim można wszak pomówić.
- Panie Król jest obecnie na zebraniu, ale poczekaj Waść w wielkiej sali, tam na pewno zaraz ktos zawita.
Ozwał się strażnik nie mając pojęcia, że w owym miejscu znajduje się księżniczka. Dla tego z delikatnym rozmachem otworzył drzwi wpuszczając Księcia do środka. Zaraz potem jednak lekko skłonił głowę i stanął na baczność.
- Wasza miłość, Książę Kraven prosi o mowę z Mile nam panującym Królem.
Ozwał się i zaraz wycofał zostawiając młodych samych.
- Pani.
Lekko skłonił głowę na znak szacunku do kobiety.
- Słuchy mnie doszły, że Królowa zmarła. Przyjmij Pani moje kondolencje.
Skłonił głowę jeszcze bardziej na znak żałoby i przyjęcia jej w raz z innymi mieszkańcami.
- Prosić chciałem o wsparcie, jeśli tylko Król zechce przyjąć mnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anastasia Aviona
Rodzina Królewska
Rodzina Królewska
avatar

Ród : Karniwor, Kulkidd
Skąd : Lunarium
Praca : bycie księżniczką

PisanieTemat: Re: Wielka sala   Sob Sie 30, 2014 8:42 pm

Nie zwróciła zbyt wielkiej uwagi na gwardzistę ani na jego słowa, pochylona ku służącej przysłanej skądś z pytaniem o kwiaty, którymi przyozdobiona miała być trumna. Anastasia wydawała się być w swoim żywiole, choć spodziewać się można było, że podobny nagły natłok spraw złamie czternastoletnią księżniczkę. Ona wyśmienicie zdawała ten egzamin, podświadomie czując, jak dumna byłaby z tego zmarła matka. Nawijała na długi, blady palec czarny lok, nie zdając sobie nawet z tego sprawy.
-Jest wasza książęca mość pewna, że tuberoza?- spytała ze zmarszczonymi delikatnie brwiami kobieta o włosach przyprószonych siwizną.
-Oczywiście, tuberoza nieść będzie ze sobą rozważania o śmierci. Tworzyć będzie przy czuwaniu nastrój dla rozmyślań oraz modlitw- ucięła dalszą dyskusję, mimo tego jednakże uśmiechając się łagodnie. Na obcy głos, który rozbrzmiał przyjemnymi tonami w wielkiej sali, poderwała głowę wypuszczając spomiędzy palców lok, dziwnym ruchem układając opuszki na krawędzi złotego medalionu w który oprawiony był onyks zwieszający się tuż nad rozcięciem między ściśniętymi mocno gorsetem piersiami. Odprawiła służącą gestem jednej dłoni, przenosząc słodkość swego bladego uśmiechu ku mężczyźnie. Skłoniła się delikatnie w odpowiedzi na skinienie jego głowy, jednakże nie spuszczała kornie spojrzenia, jak to było przykazane grzecznym pannom oraz damom. -Wdzięcznam za pamięć. Dziękuję, panie- odparła na słowa kondolencji, za chwilę jednak prostując się jeszcze bardziej, jakby chcąc pokazać, że żałoba jej nie pochyliła, nie przygniotła ciężarem. Gładko weszła w rolę jednej z dwóch najważniejszych dam całego królestwa. -Wybacz, jednakże jego królewska mość, mój brat, nie życzy sobie towarzystwa. Nie jest chętny przyjmować nikogo, jednakże ja mogę wysłuchać twych próśb i zanieść je potem miłościwie panującemu- znalazła dyplomatyczny sposób powiedzenia temu mężczyźnie, który nie przedstawił się nawet, że jego sprawa zostanie wysłuchana jednym jedynie uchem i zaraz zapomniana, jako mało ważna gdy królestwo straciło swą złotowłosą protektorkę, królową Avionę.
Powolnym, dostojnym krokiem obeszła stół ustawiony na podwyższeniu, zstąpiła na parkiet nie patrząc na podłogę, wydając się płynąć nad ziemią z gracją oraz elegancją godną nie tylko księżniczki, ale i królowej. Zbliżyła się niespiesznie, przyglądając się gościowi błękitnym, badawczym spojrzeniem dziewczęcia pewnego siebie oraz tego, że zostało stworzone do większych, niż jedynie zamążpójście oraz rodzenie, spraw.
-Mów więc, co cię panie sprowadza- delikatny uśmiech i, mimo około półtora głowy mniejszego wzrostu, ton wyższości brzmiący w jej głosie jak gdyby z natury. Czar młodej księżniczki oraz ten promyczek słońca wydający się wyświecać spod jej bladej skóry, skryty we wnętrzu drobnego, dziewczęcego ciała.
Z całą pewnością, jeżeli nie lubiło się silnych kobiet, ciężko było znaleźć wiele sympatii dla młodej Zetty, jednakże jej urok, wypływający nie tylko z królewskiej z natury, zjednywał równie wielce jak jej charakter czasem odpychał. Stała na dwie długości wyciągniętej ręki od mężczyzny, splotła palce na podołku, spokojna, rozświetlona smugą słońca padającą przez kolejne okno - można było odnieść wrażenie, iż specjalnie wybiera te plamy światła, by wydobyły z jej włosów delikatnie granatowy połysk, białość jej skóry oraz roziskrzyły błękitne oczęta zbyt na kobietę nieuległe.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Garion Karniwor
Rodzina Królewska
Rodzina Królewska
avatar

Ród : Karniwor
Skąd : Wybrzeże Salar
Praca : Król

PisanieTemat: Re: Wielka sala   Sob Sie 30, 2014 10:32 pm

Cóż, król dość długo przebywał w swoich komnatach i ze swoimi myślami. Nawet strażnicy nie mieli tam wstępu. Jednak w końcu wyszedł na zewnątrz. Co ciekawe gwardzista po wyjściu władcy zastał sypialnie zdemolowaną. Oczywiście nikt się o tym nie dowie, ale trzeba służących wezwać do ogarnięcia tego... chaosu.
Garion całkiem zapomniał o tym, że pozwolił siostrze zająć się wszystkim i sam ruszył do Wielkiej Sali przygotować pogrzeb. Wielkim jego zdziwieniem było, że już tam pracowali ludzie. Kucharze przygotowywali ucztę. Służący ozdabiali pomieszczenie i robili dekoracje. Ogólnie trwały tu ciągłe prace i wszystko szło dobrze. Król był wielce zdziwiony. Zdał sobie sprawę z tego kto to zorganizował. Ale dziwiło go, ze... czternastolatka dała z tym radę? I to rozpieszczona dziewczynka? Dziwne. Był pełen podziwu. No i nikt jej chyba nie protestował. Miała dobre wpływy. Chyba władca mało czasu poświęcił przyglądaniu się swojemu rodzeństwu.
Spostrzegł nagle, że służba zwija nieodpowiednim kolorem dywan. Był czerwony. Na pogrzebie czerwony dywan? Musiał znaleźć Anastazje i jej o tym powiedzieć. I pogratulować pracy. Ale gdzie była?
Król rozglądał się po sali, w międzyczasie każdy kto go zobaczył kłaniał mu się. Cóż, kiedy się pochylali mógł zobaczyć czy za nimi jej nie ma. Heh. Jednak po krótkiej chwili dostrzegł ją z... no proszę, tego dnia nieraz go zaskoczyła. Z kim gadała? Wyglądał na młodego chłopaka. I dostojnego choć po długiej podróży pewnie. Musiał się dowiedzieć jaki był jego stan. Wydawali się mu... pasować do siebie. Jak ich tak widział razem. Może to głupie przeczucie Gariona, ale przeczucie. W sumie w końcu księżniczka musi wyjść za mąż. Ale najpierw trzeba poznać owego "kandydata" według króla.
Podszedł do nich dumnym krokiem.
-Witaj siostro. I Ciebie miło mi gościć w pałacu. Jak się zwiesz i skąd pochodzisz?- Spytał król prosto z mostu. Nie chciał zwlekać. Nawet nie wiedział z kim rozmawia i że tego mężczyznę sprowadza chęć porozmawiania z najstarszym Karniworem. Hm...

_________________


Garion Karniwor

King




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kraven Vakoss

avatar

Ród : Vakoss
Skąd : Ceras
Praca : Następca tronu

PisanieTemat: Re: Wielka sala   Nie Sie 31, 2014 8:07 am

Widać było zaskoczenie młodzieńca i następcy tronu na widok iście zaskakujący bowiem jak to możliwe, by tak młoda dama samodzielnie przygotowała wszystko do ów dnia, który nieubłaganie zbliżał się wszak wielkimi krokami. Dzwony ogłaszały nieszczęsną nowinę o śmierci Królowej wdowy. Gdy tylko księżniczka usłyszała jego słowa przeniosła wzrok nań na co nieco się uśmiechnął. Była cudem natury, iście bajeczną postacią. Jak to się stało, że tak piękne dziewczę samotnie przebywało w Wielkiej Sali? A jednak mimo to lekko skłonił się przed pięknością. Nie musiała wiedzieć kim jest nie jeszcze i nie teraz. Wolał pomówić z jej bratem nie z damą. Uważał, że kobieta nie powinna mieszać się w sprawy nie jej przeznaczone. Jednak, gdy tylko wspomniała, że Monarcha nie ma ochoty widzieć się z nikim po prostu zrozumiał. Sam wiedział jak zareagował na śmierć ojca. Na to jak został otruty. A potem, potem po prostu oszalał gotów zamordować winowajcę, i pragnie nadal mimo to jednak był opanowany. A by pokonać kuzyna wiedział, że musi poślubić odpowiednio urodzoną kobietę. Już chciał wyjaśniać całą sytuację gdy naraz za jego plecami usłyszał głos Króla na co zaraz lekko skłonił głowę z szacunkiem i lekko się pokłonił.
- Panie.
Wyprostował się i spojrzał na króla pewnym siebie wzrokiem.
- Jestem Kraven Vakoss, prawowity następca tronu Ceras.
Przedstawił się lekko uchylając głowę.
- Doszły mnie Waść słuchy o śmierci Królowej, przyjmijcie moje kondolencję. Wszak nie spodziewałem się, że tak blisko jest pochówku inaczej poczekałbym z wizytą. Jednak los nie jest łaskaw i dla mnie. Króla mego ojca otruto, tron przejął podstępem morderca a zarazem kuzyn mój Panie. Prosiłbym o nocleg na jakiś czas by odzyskać siły i zebrać lód gotowy do obrony tronu i usadzenie prawowitego następcy na tronie.
Odezwał się po czym podał zapieczętowany dokument pieczęcią królewską przełamaną, identyczną jak pierścień na palcu Kravena.
- Oto ostatnie słowa zakreślone przez króla Ceres za jego życia Panie.
Wyjaśnił Kraven ze spokojem. Dokument głosił owe słowa.
Nie mam za wiele czasu bowiem Twój kuzyn synu podstępna żmija i oszust Fredric Bottom przyczynił się do zdrady stanu. Nie ufaj nikomu musisz utrzymać koronę, ten list będzie potwierdzeniem zdrady Fredrica. Wybierz się do Amentes, tam żądaj mowy z władcą. Nie ufaj nikomu. Pamiętaj synu wszędzie są żmije. Twój Król i ojciec.
Był to list w prawdzie do samego Kravena, ale wolał pokazać owe pismo Królowi. Potrzebował wsparcia i noclegu, a nie miał zamiaru nocować w zawszonych karczmach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anastasia Aviona
Rodzina Królewska
Rodzina Królewska
avatar

Ród : Karniwor, Kulkidd
Skąd : Lunarium
Praca : bycie księżniczką

PisanieTemat: Re: Wielka sala   Nie Sie 31, 2014 2:34 pm

-Bracie- padła w pełnym gracji dygu, aby godnie powitać króla. Wyprostowała się jednak już w chwilę później, zbliżyła o krok lub dwa do obu mężczyzn, jakby nie pozwalając się wykluczyć ze względu na swą płeć z grona mężczyzn.
Wysłuchała uważnie, w prężnym umyśle odziedziczonym po matce tak samo jak wiele innych przymiotów pozwalających kobiecie decydować przynajmniej o swym własnym życiu, miast poddawać się i w tym patriarchalnej władzy, szykując już dyplomatyczną odpowiedź którą wyprzedziłaby brata, zachowując się jak jego rzecznik.
Odczekała aż król zapozna się z krótką treścią listu po czym przejęła go, delikatnie acz zdecydowanie, wyplątując papier ociężały nierównymi częściami przełamanej pieczęci z ciemnego wosku z palców króla. Przebiegła wzrokiem jego treść, po czym uniosła spojrzenie błękitnych oczu na gościa, posłała mu pełen uroku uśmiech.
-Nakażę zaraz przygotować dla ciebie komnaty, panie, zaś sprawę wsparcia omówisz z jego wysokością gdy ten wyznaczy termin spotkania- przeniosła spojrzenie na Gariona. -Odpowiednim to będzie wyjściem, nieprawdaż?- skierowała doń pytanie, które miało jedynie podkreślić, że mimo królewskiej zgody to właśnie ona wymyśliła podobne rozwiązanie. Mówiąc to zwróciła zagranicznemu księciu, nie speszona jego tytułem, pismo od jego ojca.
Pojawił się, nie wiadomo skąd, młody pacholina. Zbliżył się do towarzystwa niemal zamiatając ciemnobrązową czupryną podłogę, gdy giął się w pokłonach. Och, młoda księżniczka odkryła nie tak dawno siateczkę służących, pachołków oraz wszystkich innych obecnych we dworze ludzi, uwitą pracowicie przez królową matkę, dzięki której nieboszczka znała praktycznie każdy szczegół dworskiego życia. Zetta zaczęła korzystać z niej wyjątkowo skwapliwie, by wiedzieć równie wiele co matka, by znać również i jej poczynania - chyba jedynie dlatego, jako jedyna z rodzeństwa, wiedziała o przeznaczonej najstarszemu z braci dłoni księżniczki z Innsji.
Zobaczywszy pachołka skłoniła się lekko, z uśmiechem przepraszając mężczyzn na moment. Ujęła pachołka za łokieć i odprowadziła na parę kroków.
-Przybyła- rzucił przyciszonym głosem jedno słowo, na które Anastasia rozpromieniła się, lekko przyklasnęła w dłonie, zaśmiała się perliście zarzucając nieznacznie głową w tył. Odesłała mężczyznę, rzucając mu wcześniej jedną złotą monetę, a wracając do króla oraz zagranicznego księcia zdawała się iść tanecznie, jakby zaraz miała przytupnąć i podskoczyć w krokach nowego tańca. Jednak miast tego złapała delikatnie dłonie królewskiego brata.
-Wybrana waszej wysokości przez królową matkę oblubienica przybyła do pałacu- poinformowała, rozentuzjazmowana. -Co prawda pani matka pozostawiła dyspozycje dotyczące uroczystości zaślubin, lecz pragnęłabym twej zgody na wprowadzenie zmian. Wyprawię ci, jaśnie panie, ślub jakiego współczesny nam świat jeszcze nie widział, niechże tylko zakończy się żałoba- wydawało się, że zapomniała o obecności Karvena, jaśniała zamkniętym w jej wnętrzu promieniem słońca.
Miała roziskrzone spojrzenie i słodki uśmiech rozradowanej młodej niewiasty.
Tak bardzo temu dworowi potrzeba była odrobina szczęścia, by zapomnieć o Vittorze oraz śmierci królowej wdowy! Dziewczę żałowało, że nie planuje się objazdu królestwa - tak cudowny ślub można by urządzić w jednym z letnich pałaców! Cała wydawała się płonąć na myśl o szczęśliwym dla brata dniu, w którym być może pocznie następcę tronu, który, oby bogowie na to pozwolili, odziedziczą wygląd po dziadzie, wielkim Tarionie II, dzięki czemu wszelkie pretensje Vittora do tronu będą zmuszone zgasnąć, jako nieważne. Gdyby dzieci jej królewskiego brata miały urodę podobną jej własnej potwierdziłyby tym samym pochodzenie swego ojca.
Możliwości piętrzyły się, sojusz zaś był ważny.
Poza tym: ach! tańce przez całą noc, żywe obrazy, śpiewy i głupoty trefnisiów. Mimo wszystko Zetta miała jedynie czternaście lat i pragnęła rozrywek.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Garion Karniwor
Rodzina Królewska
Rodzina Królewska
avatar

Ród : Karniwor
Skąd : Wybrzeże Salar
Praca : Król

PisanieTemat: Re: Wielka sala   Nie Sie 31, 2014 3:32 pm

-A, siostro. Jestem z Ciebie dumny. Poradziłaś sobie z tym jak na swój wiek.- Pogratulował księżniczce, po czym wrócił do Kravena spojrzeniem. To co powiedział było dziwne. List, który przeczytał także. Czyli to te problemy z rodzinom to wszędzie są? Tak, komu tu już ufać.
-Szkoda twojego ojca. Hm, z tego co widzę masz kłopoty i wiele trudu przed sobą. Potrafię Cię zrozumieć.- Westchnął. -Lecz moja młodsza siostra ma rację. Najlepiej będzie się spotkać w innym terminie w moim gabinecie i porozmawiać w cztery oczy. Teraz i ja jestem trochę zalatany.- Zaśmiał się Garion podchodząc do Kravena i kładąc mu rękę na ramieniu. Nie jeden sługa by na zawał nie zszedł po czymś takim.
-Ale wiesz, że mój pałac to i twój pałac. Możesz zostać tutaj na dość długo. Odwiedź mnie za parę dni oczywiście. Teraz proponuję by księżniczka uraczyła Cie swoim towarzystwem na jakiejś przejażdżce. Pomoże Ci się rozluźnić.- Uśmiechnął się i dał znak Anastazji, że ma zrobić to co powiedział król. Tak, zabawa w swatkę była ciekawa. Lecz nie spodziewał się, że i go zeswatano. Jeszcze. Ale to kwestia sekund.
Monarcha podszedł do dziewczyny, która coś mu chciała przekazać. Ciekawe o co chodziło z tym posłańcem. Ale zaraz miał się dowiedzieć.
-Haha. Zabawne. Doprawdy... zaraz. Ty...- Zdał sobie sprawę z tego, ze to nie są żarty. Czyżby uczynki matki nawet po jej śmierci musiały go trapić? To było nienormalne! Ślub? Ale Ava...
-Ah, no tak. Pójdę ją odnaleźć. Udanego spędzenia czasu.- Powiedział szybko i udał się do wyjścia. Serio musiał ją znaleźć i wyjaśnić o co chodzi.

_________________


Garion Karniwor

King




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kraven Vakoss

avatar

Ród : Vakoss
Skąd : Ceras
Praca : Następca tronu

PisanieTemat: Re: Wielka sala   Nie Sie 31, 2014 3:45 pm

Słowa księżniczki nieco mnie uspokoiły wszak nie miałem sił na ów rozmowy o polityce nie teraz i nie dziś. Gdy tylko oboje rodzeństwa przeczytało list mego ojca a młoda Dama oddała mi własność zwinąłem ostatnie słowa swego ojca w rulon i schowałem za pazuchę. Jednak słowa jakie zaraz usłyszałem po wizycie sługi niemal i mnie wprowadziły w zaskoczenie. Ślicznotka tzn siostra władcy pośpiesznie i niemal radosna skierowała słowa do swego brata mówiąc coś o przybyłej. Zaśmiałem się pod nosem widać nie spodziewał się ów niespodzianki.
- To będzie najlepsze wyjście. I dziękuję Panie za twą łaskę.
Skinął głową i również położył dłoń na barku Gariona.
- Więc do zobaczenia za kilka dni. Królu.
Skłonił głowę i po chwili spoglądał jak Garion wychodzi totalnie zaskoczony. Po czym przeniosłem wzrok na piękne lico księżniczki.
- Więc Wasza miłość przejażdżka to dobry pomysł czyż nie?
Wyciągnął dłoń doń by ujęła go.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anastasia Aviona
Rodzina Królewska
Rodzina Królewska
avatar

Ród : Karniwor, Kulkidd
Skąd : Lunarium
Praca : bycie księżniczką

PisanieTemat: Re: Wielka sala   Nie Sie 31, 2014 5:29 pm

Ukłoniła się dwornie, gdy jej królewski brat opuszczał wielką salę. Potem zaś, gdy już powróciła do dumnej, wyprostowanej pozycji godnej księżniczki, pozycji zakładającej, że główkę będzie nosić wysoko, a uśmiech będzie gościł na jej licach bez względu na stan wnętrza, przeniosła znów spojrzenie na zagranicznego księcia. Posłała mu delikatny, czarujący uśmiech, zazwyczaj zarezerwowany dla potencjalnych adoratorów bądź ludu w ulubionych przez nią miastach Amentesu.
-Cudowny wręcz- zgodziła się z niemal niewidocznym skinieniem głowy. -Trzeba ci jednakże wiedzieć, panie, iż przejażdżki ze mną wykańczają nie tylko niewiasty- zaśmiała się snów perliście, znów lekko zarzucając ciemną główką, a luźno puszczony czarny lok zsunął się z obojczyka głębiej, bliżej karku. Zignorowała podaną jej dłoń, jak gdyby była zbyt dobrze urodzona i zbyt dumna, by przyjmować dłoń podaną przez jakiegokolwiek mężczyznę. -Za pełen obrót klepsydry bądź, panie, na placu przy stajniach- powiedziała jednocześnie władczo i przyjacielsko.
Oddaliła się bez pożegnania, nie rzucając na przystojnego księcia nawet jednego spojrzenia przez ramię, choć dziewczęce serduszko oraz czternastoletnia chęć flirtu niemal wzięły nad nią górę. Wiedziała jednakże jakie są jej powinności oraz jak powinna zachowywać się, by opinia o niej była nienaganna. Dlatego też opuściła wielką komnatę spokojnym krokiem, miękko stąpając po puszystym, ciemnozielonym dywanie rozłożonym w miejsce wcześniejszego, czerwonego. Po schodach potem, mając już pewność, iż nie ujrzy jej już wysoki mężczyzna w lokach, truchtała niemal w podskokach, ze spojrzeniem kornie spuszczonym na ziemię, jednakże ustami ozdobionymi radosnym uśmiechem zaczarowanej czyjąś męską urodą młódki. Zafascynowanie, nieodwzajemnione, zapewne miało trwać jedynie do wieczora, jednakże, gdy już się trafiło, dziewczę chciało wykorzystać tę cudowną energię by śpiewać podczas zmieniania stroju, i wirować w piruetach po swoim alkierzu.
Jedyna służąca, czuwająca na wszelki wypadek w prywatnej komnacie Zetty, poderwała się na równe nogi i pobłażliwie odwzajemniła uśmiech dziewczęcia, rzucającego słowiczym głosikiem polecenia: wyjmij moje nogawice, rozsznuruj gorset, zdejmij mi czepiec, znajdź koszulę z czarnego jedwabiu.
Czarne włosy opadły długim warkoczem, uwolnione z upięcia oraz więżącego ich pełen urok czarnego muślinowego welonu. Czuła końcówkę warkocza zamiatającą delikatnie nagą skórę ud, gdy tylko wyszła ze spódnic, które wydęły się na podłodze, oraz zdjęła pospiesznie przez głowę długie giezło, by zamienić je cieńszym, mniej obfitym i nie sięgającym nawet kolan. Na wierzch założyła leistą, jedwabną sznurowaną pod szyją koszulę z szerokimi rękawami, ograniczonymi przed dzwoniastym rozpływaniem się wąskimi mankietami niemal opinającymi nadgarstki. Ozdobiona była wokół dekoltu haftem złotą nicią przedstawiającym kluczące między drzewami stado saren, podobnie zdobne były mankiety, zaś wiązanie pod szyją, które właśnie zawiązywała luźno księżniczka było z cieniutkiej, żółtej tasiemki. Samodzielnie wciągnęła spodnie z równie czarnego jak jej włosy oraz koszula aksamitu, zasznurowała rozcięcie, gdyż wtedy nie istniały jeszcze rozporki, uprzednio przy pomocy służki układając pod krawędzią nogawic brzegi giezła oraz koszuli, by się ładnie układały. Narzuciła na wierzch ciemną suknię bez rękawów, rozciętą z przodu od dekoltu po ziemię, wiązaną od piersi po biodra. Miała odcień brązu, krawędzie zdobiły czarne lamówki. Mimo tego, że koszulę związała pod szyją wyjątkowo luźno, czarną tasiemkę sukni ścisnęła mocno, dla podkreślenia cienkiej, dziewczęcej talii. Szybko wsunęła nogi w podobnego odcienia brązu wysokie jeździeckie buty, rękawiczki z cienkiej skórki chwyciła jedynie, decydując się założyć je po drodze ku stajniom.
Warkocz powiewał za nią ciężko, podskakiwał w rytm energicznego, młodzieńczego kroku. Wiedząc, że wystarczającą dla jej urody ozdobą jest czarna, lejąca się koszula, spodnie tejże samej barwy oraz komplet sukni, butów oraz rękawiczek do konnej jazdy, nie zakładała żadnej biżuterii, nie bawiła się nawet w znalezienie prostego czółka z pereł bądź złotych płytek. Zamiast tego ubrała uśmiech, zdając sobie sprawę z rozszerzanego, przedłużonego tyłu sukni, który niemal jak tren powiewał lub płoził się za nią, dodając całej drobnej figurce królewskości.
Zjawiła się, uśmiechnięta i z roziskrzonymi błękitnymi oczyma, przy stajniach. Jej koń czekał, wciąż prowadzany przez stajennego. Bez pomocy kloca wspięła się zgrabnie na grzbiet, skóra siodła zaskrzypiała przyjaźnie, znajomo. Stajenny rzucił się, by udrapować na końskim grzbiecie wierzchnią suknię księżniczki, gdy ta ściskała popręg i witała się po raz kolejny tegoż dnia ze swym ruchliwym, silnym rumakiem, wydającym się być zbyt wielkim i rączym dla tak drobnej panienki. Smukły, rasowy, o lśniącej kasztanowej sierści, mógłby jej koń z powodzeniem służyć nie jednemu rycerzowi jako zwierzę bojowe. Panując nad nim, który rwał się do biegu, drobił nogami i parskał niecierpliwie, zdawała się opanowywać z królewską gracją, bez poświęcania temu jednej myśli, żywioł dużo od niej silniejszy, jednak ulegający bez protestów.
Posłała uśmiech towarzyszowi rozpoczynającej się właśnie przejażdżki, czekającemu już na grzbiecie konia. Jej dosiadowi nie można było niczego zarzucić, warkocz spływał wzdłuż pleców i nogi na koński bok.
-Mało jest rumaków dotrzymujących kroku memu Feliksowi w galopie- poinformowała, emanując pewnością siebie nawet w tak prostym jak na księżniczkę stroju, mało podkreślającym kobiece kształty, wręcz je maskując.
Nie pozwalając sobie stracić czujności, jak tego nauczyła ją matka, do paska spodni miała przytroczony sztylet w zdobnej drogimi kamieniami pochewce. Nawet księżniczki nie mogły czuć się pewnie wyruszając bez towarzystwa gwardii na przejażdżki z obcymi książętami.
[z/t oboje]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wielka sala   

Powrót do góry Go down
 
Wielka sala
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Sala tortur.
» Wielka nierządnica wg Mariusz.... czyli brak logiki...
» Wielka czerwona skała
» Sala balowa
» Sala balowa.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Amentes :: Pałac Królewski w Alces :: Parter-
Skocz do: