IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Mariota Appleby

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mariota Appleby

avatar

Skąd : Sprattus
Praca : Łuczniczka

PisanieTemat: Mariota Appleby   Wto Maj 06, 2014 1:50 pm

Godność oraz imię:Ród/ rodzina:
Mariota Applebymatka – Nikola, ojciec – Esmour, szóstka rodzeństwa
Zawód/ zajęcie:Wyznanie:
bandytka – łuczniczka i zmora obozuSeliano
Data urodzenia:Pochodzenie:
14.02Sprattus

Wygląd:
Wysoka i szczupła, wydawała się być wiotka jak młoda brzózka oraz równie giętka, elastyczna. Stawy miała kościste, ostre – sterczały nieprzyjemnie, trochę śmiesznie. Dzięki nim dziewczyna zyskała przydomek „Gnat”.
Mariota była doskonałą gimnastyczką, a także zwinnie chodziła po drzewach. Specjalnością jej było poruszanie się górą, koronami drzew. Przeprowadzała w ten sposób zwiady, skacząc jak małpa z drzewa na drzewo, z łukiem w łubii na plecach. W przypadku zaistniałej potrzeby szybko sięgała po charakteryzującą ją miotaną broń, wyciągała strzałę i zabijała ofiarę na miejscu. Jej łuk, refleksyjny statyczny, potrójnie zbudowany był bardzo zapadającym w pamięć uzbrojeniem – lakierowany na zielono, z ciemnoniebieskim aksamitem oplecionym wokół majdanu oraz ozdobnymi elementami przypominającymi kocie wąsy, oraz dodatkową warstwą, cienką, wykończoną pięknie rzeźbionymi pióropuszami malowanymi na niebiesko, wykończonymi na czubkach drewnianych piór pomarańczowym lakierem.
Łuk warty małą fortunę miotający strzały na odległość sześciuset pięćdziesięciu sześciu jardów.
Gnat niemal nigdy nie chybiała.
Twarz miała pociągłą w kształcie trójkąta, zakończoną wąsko ostrą bródką. Niezbyt duży nos z płytkim mostkiem rozdzielał szaroniebieskie oczy rozstawione ni to wąsko, ni to szeroko, przypominające wykrojem migdały i podkreślone delikatnie wygiętymi, wąskimi brwiami. Usta, ulokowane nisko, miała średnio pełne, nieszerokie. Można by nawet pokusić się o stwierdzenie iż były one wąskie.
Cera jasna, różana, niemal wiecznie gościła na policzkach rumieńce, nabierająca słońca na kolor pomidorów, aby potem przemienić się tajemniczym sposobem w kolor brzoskwini i nie pociemnieć już ani odrobiny. Okalająca twarzyczkę korona włosów miała barwę ciemnego brązu, szlachetnego, lekko lśniącego w ciemności, gdy odbijał się odeń blask ognia, kolorem wiśni. Nieco zbyt duże uszy miała przedziurawione, na daleką południową modłę. Wysoko na lewym udzie, w pachwinie niemalże, wytatuowaną miała jaskółkę skierowaną dziobkiem ku jej kobiecym tajemnicom, łydkę tej samej nogi zdobiły towarzyszki samotnej jaskółeczki, całe stadko frunące ku kolanu w powiewach błękitnych fal symbolizujących wiatr.
Dziwne miała przyzwyczajenia, wszystkie przywiezione z południowych krain – czerniła rzęsy i malowała kreski wzdłuż powiek czernidłem z sadzy zmieszanej z gęsim tłuszczem, usta nabłyszczała mieszanką wosku pszczelego z dziwnymi tłuszczami a olejami, które kupowała na wycieczkach po targach od znajomych handlarzy – mówiła coś o maśle kakaowym, jednakże… Kto wie, czym jest to kakao?
Nosiła się luźno – ozdóbki z metalu, drewna, skóry układały się w głębokich dekoltach płóciennych koszul wpuszczonych w męskie spodnie oraz wysokie jeździeckie buty. Kamizelki ze skóry nabijane srebrnymi guzami oraz rękawice z rzędami metalowych stożków, nie ostrych co prawda, także jej pomagały gdy biła się wręcz lub chciała kogoś poharatać za klepnięcie w kształtne pośladki.
Nie była kobietą do klepania.

Charakter:
Najmłodsze dziecko – sześcioro starszyzny, z czego aż czwórkę stanowili bracia. Urodziła się jako przedstawicielka słabszej płci, jako taka również musiała nauczyć się bronić przed ich złośliwościami. Języczek zaostrzał jej się wraz z wiekiem, tak samo jak nabywała buty oraz przenikliwości. Mimo tego prosta z niej była dziewczyna, taka, którą może i trudno zaciągnąć na siano, jednak już na nie rzucona nie leżała jak byle gwałcona kłoda, a w pełni zaangażowana kochanka lub wściekła kotka, o ile zrobiło się coś nie po jej myśli. Szczera do bólu i w gorącej wodzie kąpana. Pluła jak wieśniak, klęła jak szewc, strzałami szyła jak mistrz łucznictwa, a w walce wręcz była prawdziwą spryciulą. Zdarzało jej się naparzać po mordach z dużo większymi od siebie mężczyznami i wygrywać – wskakiwała na dachy w środku walki, niepostrzeżenie, a gdy przeciwnik rozglądał się rozkojarzony, wybity z rytmu i ze skupieniem wypływającym jak krew z przeszytej strzałą gardzieli ona zeskakiwała mu na plecy, wbijając mu obcasy w żebra, zaciskając mocno dłonie na mięśniach kapturowych tak mocno, że nieraz i dwa razy więksi od niej, napakowani faceci wyglądający jakby mogli złamać ją wpół jedną ręką płakali z bólu.
Nie używała siły a sprytu i otoczenia.
Nie walczyła również czysto – sypała piach w oczy, kopała w krocza, wykorzystywała broń mierząc się z ogołoconym z pancerza.
Nie miała skrupułów – kiedyś trafiła na lekarza twierdzącego, że zachowując się władczo i zimno wobec mężczyzn rekompensuje sobie uczucie poniżenia z dzieciństwa, gdy ojciec ją bił, a ona musiała garbić się przy robocie.
Prawdopodobnie coś w tym było, bo największą pogardę dziewka żywiła do kobiet zgarbionych, sama zaś jedynie przy posiłkach oraz piciu nie prostowała się na całą swoją wysokość jak gdyby ktoś wetknął jej pal między pośladki tak głęboko, jak tylko się dało.
Martwiła się sobą, nie miała w sobie zbyt wielkiego ducha wspólnoty, dlatego też niemalże zawsze pozostawała obiektywna – nie rozpatrywała spraw emocjonalnie, jedynie jak sytuacja wpłynie na każdego indywidualnie.
Pomagała czasem przywódczyni radą umysłu prostego, wynajdującego najprostsze rozwiązania.
Była inteligentna w sposób wiejski, swojski i leniwy.
Robić, żeby zrobić a się nie narobić.
Robić, żeby mieć a nie stracić.
Uparta jak osioł, bojowa jak rozjuszony dzik.
Przy tym wesoła, lubiąca sprośne dowcipy i grę w kości – idealna kompanka na wieczory przy piwie i hazardzie.

Historia:
Córka podrzędnych chłopów – urodzona w zimie, prawdziwa pociecha rodziców w dziecięcych latach, jako młoda dziewucha – prawdziwe utrapienie. Jako maluch nie miała w zwyczaju płakać, jęczeć ani srać zbyt wiele w miejscach, w których robić tego nie powinna. Nie sprawiała kłopotów i rosła jak na drożdżach. „Ani patrzeć, a będzie z nami w polu robić” mawiała uśmiechnięta matka Marioty gładząc dziewczynkę po ciemnych włosach. Ojciec bekał wtedy po kuflu taniego piwa i patrzył na najmłodsze dziecko spode łba. Mruczał coś niezrozumiale, zabierał swoją czapkę, wychodził – potem kierował się do karczmy, znudzony tłuczeniem baby za marnowanie kartofli oraz podpijanie piwa: „Wodę pij, babo! Piwo ludziom zarezerwowane!”.
Dziewczynka myślała, że tak być powinno, że kobieta mężczyźnie równą nie jest, że stworzona jest jedynie do garbienia się nad garnkami, nad sierpem, nad kolejnym brzuchem zmajstrowanym przez kochanego męża gdy tylko z poprzedniego połogu wydobrzała. Żyła więc garbiąc się aż do piętnastego lata swego życia, które to odmieniło jej pogląd na świat. Przez ich wieś przejeżdżał królewski dwór, z pięknie ubranymi kobietami, z królową w lektyce jadącą na czele pochodu. Wybiegła wraz z innymi dzieciakami rzucać kwiaty pod kopyta koni wiozących pięknych ludzi o wysoko, dumne uniesionych czołach. Zobaczyła wtedy, jak mężczyźni obskakują królową, jak zmuszeni są słuchać dworek, które nie były zgarbione a ich rąk ani karków nie kalał żaden, najmniejszy nawet siniak.
Zrozumiała, jako dziewczynka bystra i pojętna, że tylko kobiety pozwalające na złe siebie traktowanie mają w życiu garba oraz wczesną śmierć podczas któregoś z kolei porodu.
Ponownie zlana przez spitego ojca uciekła z domu kradnąc odkładaną przez całe życie małą fortunę ojca odkładaną na konto najstarszego z jej braci, pierworodnego, aby posłać go na służbę w królewskiej gwardii.
Nauczona przez tegoż brata strzelać z łuku kupiła jakiś prosty łuczek, odpowiedni dla niej, kilkanaście brzechw, do których ręcznie doczepiła oddzielnie zakupione pióra oraz groty na strzały. Podczepiła się do jakiegoś bojaźliwego handlarza zmierzającego na południe – tak bardzo obawiał się zbójów, że przyjął do eskorty jeszcze piętnastoletnią dziewkę po tym, jak z łuku trafiła w sam środek najodleglejszego wyznaczonego jej celu. Trzy lata życia spędziła na południu, doskonaląc swój warsztat strzelecki w najemnej służbie, poznając tajniki dbania o kobiecą urodę od trzpiotowatych córek handlarzy, których eskortowała do granic, aby zawrócić potem do centrum odległych krajów. Znudziło jej się jednak takie tułanie, tak więc za odłożoną w kilku kiesach średniej wielkości fortunę zakupiła łuk i doskonałego, niewielkiego konia arabskiego. Niemal wszyscy korzystali na południu z tej rasy, wszyscy bardzo ją sobie chwalili. Ruszyła z powrotem do kraju pobrzękując złotem przytroczonym do siodła w uścisku owijającego sakwę grubego pledu.
W Amentesie zaś natrafiła na bandę rębajłów, która przyjęła ją wpierw dosyć niechętnie, potem jednak coraz częściej decydującą się wpuścić ją do namiotu czy poczęstować zrabowanym alkoholem.
Lubiła życie wśród drzew i obozowisk.

Wizerunek:
DianCat
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fortuna
Admin
avatar

Ród : Wszechmocny
Skąd : Zewsząd
Praca : Mąciciel

PisanieTemat: Re: Mariota Appleby   Wto Maj 06, 2014 2:16 pm

Akcept
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Mariota Appleby
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Amentes :: Społeczność :: Karty postaci :: Kobiety-
Skocz do: