IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Chata w środku lasu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Fortuna
Admin
avatar

Ród : Wszechmocny
Skąd : Zewsząd
Praca : Mąciciel

PisanieTemat: Chata w środku lasu   Sro Kwi 23, 2014 10:07 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chella Grasse

avatar

Ród : Nieznany
Skąd : Lunarium
Praca : Zielarka, akuszerka,wiedźma

PisanieTemat: Re: Chata w środku lasu   Wto Maj 06, 2014 2:59 pm

Chellla przemierzała las szybkim krokiem, byleby tylko jak najszybciej znaleźć się w swojej hacie odziedziczonej po ciotce. Nie dość i czuła się poniżona, to jeszcze było jej zimno i mokro. Bardzo mokro. Dawno już nie targały nią takie emocje by miały one wpływ na pogodę. Szła, cicho szlochając i ganiąc się w myślach. Jaka to też ona była głupia ! Już nigdy nie pomoże nikomu wysoko urodzonemu, o nie. Jej szybki krok przeszedł w bieg.
Wpadła do swojej chatki, odstawiając na szeroki stół ustawiony pod oknem swój koszyk pełen nowych ziół. Od wejścia czuć było zapach najróżniejszych roślin, który uwielbiała od małego. Chata nie była wielka, jednak na jej potrzeby wystarczająca. Naprzeciw wejścia rozciągało się palenisko. Pod oknem stał szeroki stół z paroma krzesłami. Wszystkie ściany otoczone były półkami z najróżniejszymi fiolkami, miseczkami i przyrządami. Rudowłosa dziewczyna westchnęła cicho. Za ostatnim krzesłem przy stole były schody do alkierzu. Dziewczyna weszła po nich, po czym założyła sukienkę w kolorze ziemistej zieleni. Bose stopy przyodziała w grube, wełniane skarpety oraz wysłużone buty. Na ramiona zarzuciła chustę. Z porozrywaną suknią zeszła na dół. Odwiesiła ją na oparcie jednego z krzesełek. Wtem czarny kruk wylądował na jej ramieniu.
- Witaj Hugin- Powiedziała czule po czym pogłaskała go po głowie. Ptak wydał z siebie dźwięk, przypominający westchnienie. Rudowłosa z niechęcią wyszła z chaty i udała się do szopy z zagrodą na jednego konia, teraz pustą. Uśmiechnęła się smutno wspomagając swoją siwą klacz.Padła w połowie drogi z Lunarium, gdy omylnie uznaną ją za najeźdźcę. Naniosła do domu drwa oraz garniec wody. Rozpaliła w palenisku po czym zawiesiła garnek z wodą nad ogniem. Z jednej z szafek wyjęła kilka najróżniejszych warzyw i kawałek mięsa. Z krukiem cały czas spoczywającym na jej ramieniu usiadła przy stole i poczęła kroić warzywa oraz mięso na zupę.
- Chciałabym być jak ty, mój drogi. Taka wolna- -Powiedziała smutno do swego zwierzaka.

_________________


Chella Grasse

Crazy witch




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mariota Appleby

avatar

Skąd : Sprattus
Praca : Łuczniczka

PisanieTemat: Re: Chata w środku lasu   Wto Maj 06, 2014 3:33 pm

Gnat zdecydowała się pojechać na przejażdżkę, aby skorzystać z budzącego się powoli lata, z pogody pięknej, lecz nie nadto gorącej. Uwielbiała dni takie jak tamten, jednakże tylko wtedy, gdy nie zaskakiwały nieoczekiwanymi burzami.
Jechała przez las kłusem, koń pochrapywał zmęczony po długim galopie, którym kluczyli między drzewami, a wcześniej pędzili łąkami i mniejszymi dróżkami udeptanymi przez okolicznych zbójów. Przesadzali małe strumyczki, przebyli płytką a szeroką rzekę. Kary arab raźno rżał co jakiś czas, zadowolony z pędu.
Jednakże nagle zachmurzyło się, jak gdyby noc nadeszła. Ciemno i zimno się zrobiło, zawiał wiatr. Błysk rozdarł niebo ponad koronami drzew - kary ogier zatańczył w przerażeniu pod swoim jeźdźcem, wspiął się i cienko zarżał, przestraszony głośnym dźwiękiem grzmotu, wydającym się być bliskim na wyciągnięcie ręki.
Potem lunęło - łączące się ponad głowami konia oraz dziewczyny liście drzew, mieszające się gałęzie tworzące zielony dach nie na długo dawały schronienie. Mariota siedząca w siodle po męsku zgubiła drogę, nieświadomie kierując konia ku środkowi lasu. Woda lała się z nieba, a rozmokła ścieżka kląskała gdy koń unosił podkute kopyto w powolnym kłusie. Nie chcąc wpaść w sidła zastawiane na zwierzynę, których nie miała szansy zobaczyć, Mariotka wstrzymywała konia, nie pozwalała przyspieszać. Deszcz powoli rozrzedzał się, wokół robiło się jaśniej, jednakże po kilku rozwidleniach i długiej przejażdżce w poszukiwaniu schronienia bądź wyjazdu z lasu dziewczyna mogła stwierdzić z całą pewnością - dalej byli zagubieni.
Zaklęła butnie, wstrzymując rumaka by zdecydować gdzie dalej jechać. Stanęli na rozwidleniu trzech dróg - stwierdziła, zrezygnowana, że nie wie skąd przyjechała. Pojechali na wprost, przed siebie - licząc, że jadą w dobrą stronę nie zawracała. Przecież każdy kij ma dwa końce, a las - kilka wyjazdów. Póki była wraz z Hirundą na drodze, nie przepadli jeszcze z kretesem.
Zobaczyła wraz niewielką drewnianą chatę krytą strzechą.
-Ha! Hirundo! Chata w końcu jakaś- wesoło rzuciła ociekając wodą. Koszula przylegała do ciała, zbyt mokra by nie prześwitywać, kamizelka z ćwiekowanej skóry oraz jeździecki osprzęt trzeszczały przy każdym ruchu dziewczyny oraz konia.
Ścisnęła końskie boki pospieszając go. Zeskoczyła z siodła przed chatką zanim jeszcze zwierzę zatrzymało się, wodze zarzuciła na deskę płotu.
Potem przesadziła płot, podeszła do okna i bezczelnie zajrzała do środka. Zobaczyła, że ktoś krząta się w środku.
-Nie żryj zielska- poleciła koniowi klepiąc go czule po szyi.
Nie chciała pukać - wiedziała, że kobieta sama do niej wyjdzie.
Zawsze wychodzili, by przepędzić, spytać czy coś potrzeba lub błagać o darowanie życia.
Kołczan mieszczący dwadzieścia strzał na całe szczęście miał zamknięcie - inaczej wszystkie lotki już dawno przemokłyby i przez najbliższą dobę byłyby bezużyteczne, lub nawet zmusiłyby Mariotkę by wymieniła pióra, choć jedyne pieniądze jakie ostatnio miała zamiar wydać na uzbrojenie zaplanowała zainwestować w groty rozpryskujące się w ciele ofiary.
-Je tu kto?- zawołała, domagając się wyjścia gospodyni.
Deszcz nie siekł już, jedynie drobne kropelki strącane resztkami wiatru opadały na twarz.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chella Grasse

avatar

Ród : Nieznany
Skąd : Lunarium
Praca : Zielarka, akuszerka,wiedźma

PisanieTemat: Re: Chata w środku lasu   Wto Maj 06, 2014 3:56 pm

Chella pokroiła wszystkie tutejsze warzywa oraz królicze mięso. Poczęstowała mięsem swego kruka który zdawał się przesiąknąć jej smutkiem. Podeszła z wszystkimi składnikami do paleniska po czym wrzuciła wszystkie składniki do garnca. Zaczęła krzątać się po chacie co jakiś czas wrzucając jakieś przyprawy do garnka. Gdy skończyła doprawiać zupę, wyjęła świeżo zebrane zioła i porozwieszała je pod sufitem do ususzenia. Resztkę mazi z garnczka schowała do słoiczka po czym wyszła za dom by opłukać naczynie. Gdy tylko wróciła do chatki niemal uderzyła się w czoło gdyż zapomniała o najważniejszym. Z jednej z najwyższych półek zdjęła jedną fiolkę po czym wypiła z niej niewielki łyk. Kruk patrzył na dziewczynę jakby pytał z kim to się bawiła iż teraz musi pić ów specyfik. Rudowłosa westchęła tylko i pogłaskała zwierzaka po grzbiecie.
- Szkoda słów mój drogi...- Powiedziała tylko.
Nieznajomy głos przerwał jej rozmowę z krukiem. Zwinnie odstawiła fioletową fiolkę po czym podeszła do okna. Przed swoją chatą zauważyła kobietę, młodszą od niej o zaledwie kilka lat i całą przemoczoną. Cóż, najwidoczniej burza wywołana jej złymi emocjami nie tylko ją i Viserysa przemoczyła.
- Widzisz Huginie, mam dziś dzień pełen wrażeń- Powiedziała do swego kruka. Wyszła przed chatę po czym oparła się o drzwi zakładając ręce na piersi. Z pewnością nie wyglądała jak przeciętna zielarka, o nie. Jej młode, urodziwe ciało zupełnie nie było przypisane tej pracy. Chłodny wiatr sprawił iż owinęła się trochę mocniej chustą. Uważnie przyjrzała się kobiecie, dzisiejszy dzień sprawił iż młoda wiedźma nie była już taka ufna i przyjazna. Przemoczony stój kobiety, jak i wygląd prostego zbója nie co przekonały rudowłosą do kobiety, która najwyraźniej również poczuła chłodne powiewy wiatru. Chella widziała jak tamta ze wszelkich sił stara się nie trząść z zimna. Zrobiło jej się trochę żal ciemnowłosej przybyszki, mimo iż próbowała grać twardą była tylko i wyłącznie kobietą. A kobiety z reguły starały się trzymać razem, jakie to by nie były naprawdę. Ot, naturalna rzecz.
- W czym mogę pomóc?- Spytała uważnie lustrując kobietę jasnymi oczami. Kruk spoczywający na ramieniu dziewczyny zakraczał ostrzegawczo i załopotał skrzydłami. Przyjrzała się uważnie ptakowi po cyzm pogłaskała go po główce.
- Hugin nie lubi gości.- Powiedziała tylko niby do kobiety, niby do siebie.

_________________


Chella Grasse

Crazy witch




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mariota Appleby

avatar

Skąd : Sprattus
Praca : Łuczniczka

PisanieTemat: Re: Chata w środku lasu   Wto Maj 06, 2014 4:41 pm

Pogwizdywała drżąc z zimna i grzebiąc jednocześnie obcasem wysokiego buta w gruncie. Koń podszczypywał, pochylony, trawę przy płocie jak gdyby zrozumiał polecenie swojej właścicielki i zdecydował się go trzymać. Dziewczyna poluzowała zwierzęciu popręg, coby się nie zapoprężyło - gdy sprawdzała czy dłoń zmieści się pod skórzanym, gumowanym pasem wyszła z domu ruda kobieta.
Mariota zastygła w bezruchu, poznając znajomy błysk oczu - każda kobieta, która uszczknęła nieco z wiedzy tajemnej miała ten sam błysk pewności siebie oraz pewności tyczącej jej własnej siły. Osiemnastolatka wyszła zza konia, ukłoniła się płytko po męsku.
-Wybaczcie, pani szeptucho, najście- zaczęła nieśmiało i z pełnym szacunkiem. Matula zawsze ostrzegała ją przed brakiem szacunku wobec kobiet jak zielarki, akuszerki czy wszelkie inne czarownice. -Przesuszyć odzienie chciałam i trochę ciepłej strawy- powiedziała bez zbędnego ociągania, nie chcąc zdenerwować rudej zielarki. -Burza nagła na szlaku nas pochwyciła, pani szeptucho- dodała do wyjaśnień.
Nagle kichnęła gromko.
Zdawała sobie sprawę, że prawdopodobnie część z jej czernidła do oczu spłynęła od wody przez co mogła przypominać biało- czarne misie ze wschodnich stron globu. Wyprostowała się jednak szybko, ocierając nos grzbietem dłoni. Pociągnęła nosem - dostała kataru od przejażdżki w ulewie.
-Mogę jechać już, jak sobie zażyczycie, tylko o wskazanie drogi do miasta bym wtedy prosiła- dodała pospiesznie, nie chcąc wyglądać na kogoś, kto rości sobie prawa do czegoś co jego nie jest.
Oczywiście, zdarzało jej się rościć prawa do nie swojej własności, zdarzało się to nawet dość często, ale nigdy względem leśnych wiedźm oraz ludzi zasługujących na jej szacunek z takich bądź innych powodów.
Nawet jeżeli jedynym powodem dla szacunku były przestrogi połączone z prostackimi obawami przed tajemnymi mocami.
Przecież, koniec końców, Mariotka była jedynie chłopką, która sama ruszyła na szlak zaledwie trzy lata wcześniej: nie wyzbyła się zwyczaju mówienia do ludzi dla których żywi respekt w liczbie mnogiej, nie wyuczyła się manier ani dworskości. Nie kłamała i tylko garbić się nie chciała nad robotą, nad kołyską, nad sierpem czy igłą. Chciała mieć proste plecy i móc powiedzieć o sobie, że jest niezależna, robi co chce i gdzie chce.
Nikt bezkarnie nie mógł klepnąć jej w tyłek czy weń uszczypnąć.
Teraz natomiast przeklinała samą siebie w duchu, że zatrzymała się w ogóle przy chacie - tak nierozważnie!
Przecież w środkach lasów, borów, wśród ziół oraz natury szepczącej cicho, tajemnie jedynie do słyszących mieszkały jedynie wiedźmy.
Wiedźmy przed którymi przestrzegała ją matula.
Jedyna przestroga tej biednej, zastraszonej kobiety wierzącej, że taki jest los biednej niewiasty, którą jej najmłodsze, ciemnowłose dziecko wzięło sobie do serca.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chella Grasse

avatar

Ród : Nieznany
Skąd : Lunarium
Praca : Zielarka, akuszerka,wiedźma

PisanieTemat: Re: Chata w środku lasu   Wto Maj 06, 2014 8:01 pm

Stała tak opierając się o drzwi swojej chatki i słuchając co ten młoda dziewczyna miała do powiedzenia. Przez dłuższą chwilę nie odpowiadała, uważnie mierząc dziewczynę wzrokiem. Przyznać musiała iż przypadła jej do gustu. Słyszała iż jest zwykłą, prostą dziewczyną i rozumie z kim ma do czynienia. Wzbudzała w niej jakąś dziwnego rodzaju sympatię, jak i wzbudzała w niej litość, stojąc tak cała mokra i drżąca z zimna. Gdy dziewczyna kichnęła rudowłosa westchnęła. Poprosiła swego kruka by zszedł z jej ramienia po czym owinęła dziewczynę swoją chustą. Nie chciała żeby się rozchorowała, o wiele prościej jest zaleczyć przeziębienie, niż pozbyć się jakiegoś silnego choróbska.
- Weź konia i chodź bo się jeszcze pochorujesz- Powiedziała stanowczo po czym poprowadziła dziewczynę do szopy, kruk znów osiadł na jej ramieniu. Nigdy nie potrafiła zrozumieć tego zwierzęcia które wolało siedzieć na niej zamiast latać w przestworzach. Mimo to był to jej ulubiony towarzysz. Hugin obrócił się ku przyjezdnej dziewczynie. Przyglądał się jej uważnie po czym przekręcił głowę i wydał z siebie dźwięk, podobny do śmiechu.
-Bądź miły!- Dziewczyna zganiła wredne ptaszysko po czym wprowadziła dziewczynę do szopy z zagrodą w sam raz na jednego konia. Chella wiedziała, iż nie należy jej likwidować gdyż może jeszcze kiedyś się przydać.
- Możesz go wprowadzić i rozsiodłać- Poleciła a sama przyniosła i nalała wody do poidła. Następnie do specjalnie przygotowanego pojemnika w zagrodzie wrzuciła siano, w drugą przegródkę sypiąc owsa. Musiała zadbać o zwierzę przybyszki gdyż babka zawsze jej mawiała, najpierw koń później podróżnik. I dziewczyna bardzo dobrze wiedziała dlaczego tak ma być. Konie miały w sobie siłę i dostojność o jakiej nie śniło się najwyżej urodzonym postacią. Gdy ciemnowłosa rozsiodłała swoje zwierzę, kobieta zatonęła w drugiej, mniejszej przegródce i wyciągnęła ciemnogranatową, wełnianą derkę którą nakryła zwierzę po czym zamknęła boks.
- No kochaniutka z twym zwierzakiem nic nie będzie, teraz pora zadbać o Ciebie. Jak się zwiesz? -Zagadnęła przemokłe dziewczę, złapała ją za rękę i szybkim krokiem zaciągnęła do swojej chatki, niemal wpychając ją do środka. Dziewczę i tak długo już się nasiedziało na zimnie. Podsunęła jedno z dwóch ciężkich, fotelowych krzeseł pod kominek po czym usadziła na nim dziewczynę. Niemal od razu podając jej ciepły, wełniany koc. Chella przypominała teraz bardziej troskliwą, starszą siostrę niż wiedźmę rzucającą czary. I taki wizerunek znali Ci, potrafiący uszanować jej moce.
- Jestem Chella. Dać Ci suche ciuchy?- Spytała patrząc na nią zmartwionym wzrokiem. Sięgnęła na jedną z półek z której zdjęła karafkę z przeźroczystym płynem. Nalała płyn do dwóch, małych, glinianych szklaneczek po czym podała jedną z nich kobiecie. Sama przysunęła swój bujany fotel niedaleko dziewczyny i ze szklaneczką w dłoni, przyjrzała się jej ponownie, jej też przyda się napić czegoś mocniejszego gdyż sama nieźle zmarzła wracając w podartej sukience. Ach, z pewnością była od niej młodsza. Biła też od niej odwaga godna niejednego wojownika.
-Skąd przybywasz? Niestety musisz trochę poczekać na zupę..- Powiedziała, lekko nachylając się nad kociołkiem.

_________________


Chella Grasse

Crazy witch




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mariota Appleby

avatar

Skąd : Sprattus
Praca : Łuczniczka

PisanieTemat: Re: Chata w środku lasu   Wto Maj 06, 2014 8:42 pm

Z wielką wdzięcznością przyjęła chustę. Pozwoliła założyć ją sobie na ramiona, sama zaś ściągnęła dłonią jej poły z przodu, aby zakryć stosunkowo głęboki jak na zwykłą zbójniczkę dekolt. Bez słowa ściągnęła wodze ze sztachety, ścisnęła parciane pasy w dłoni i powędrowała posłusznie za wiedźmą ku szopie z zagródką dobrą dla krówki lub konika nienawykłego do luksusów. Nie dziwił Mariotki ptak siadający wciąż i wciąż na ramieniu nieznajomej gospodyni, wyglądającej na zaledwie kilka lat starszą od niej samej. Natura zawsze klei się do wiedźm - nauczona od dawna tej prawdy nauczyła się już nie dziwić przy szeptuchach.
"Ryża ki sam diabeł" pomyślała dziewka uśmiechając się lekko.
Widziała, że kobieta nie miała garbu ani skrzywionych pleców, była więc kobietą wolną od ciemiężących poleceniami oraz restrykcjami piękniejszą część społeczeństwa mężczyzn - godna więc była szacunku dziewczęcia, które samo uwolniło się od ojca oraz wizji rychłego wydania za mąż synowi jakiegoś chłopa żyjącego dwa podwórka dalej.
Koń wzbraniał się przed wprowadzeniem do niewielkiej szopy. Gnat nie dziwiła się mu, przecież jedyne budynki w których bywał to przykarczmowe stajnie o wysokich sufitach, gdzie woniało piwem i zatęchłym sianem którego nikt nie podawał swoim rumakom, wrzucając do paśników siano wożone ze sobą wraz z workami obroku.
-No, Hirundo!- zachęciła zwierzę, zacmokała zachęcająco. -Chodźże, szkapo- powiedziała z przekornym uśmiechem, a koń, zaufawszy, jak zwykle, swej kochanej pani znanej mu dopiero od pół roku przestąpił próg obórki.
Podpięła strzemiona, rozpięty popręg zarzuciła na siedzisko, po czym z niskiego grzbietu karego jak sama noc arabka o lśniącej mokro sierści zdjęła przemoczone, ociężałe przez wodę siodło. Powiesiła je na niskim drewnianym przepierzeniu dzielącym obórkę na dwie nierówne pomieszczonka. Zdjęła ogłowie swemu zwierzaczkowi - koń prychnął, zadowolony z braku munsztuka w pysku. -Dobre bydlę z ciebie, Hirundo- pogładziła go po czole gdy schylił się opierając chrapy na wysokości przepony dziewczyny.
Nie odezwała się w sprzeciwie, pozwoliła nieznajomej założyć zwierzęciu derkę.
Posłusznie wyszła z boksu, następnie, wciąż grzeczna i karna, dała zaciągnąć się do wnętrza chaty pachnącego silnie ziołami, usadzić się przy buzującym ogniu nad którym wahał się kocioł w którym bulgotała z leniwa gotująca się polewka, której zapach powoli mieszał się z wonią leczniczych zieli. Wybąknęła jeszcze po drodze swoje imię w odpowiedzi na pytanie: "Mariota, pani szeptucho" i zdjęła z pleców łuk zanim usiadła. Ustawiła go obok krzesła, oddała Chelli jej chustę, aby owinąć się ściśle kocem.
Przyjęła z wdzięcznością szklaneczkę - w dwóch łykach, bez skrzywienia się nawet, jedynie z lekkim, zadowolonym jakby syknięciem, przełknęła całą zawartość.
-Nie trzeba mi suchego odzienia, koc mnie starczy- stwierdziła z lekkim uśmiechem. -Zdjęłabym zamokłe szmaty i w koc owinęła, mogę, dobrodziejko?- zadała pytanie jeszcze, nie mając nic przeciwko wełnianej szorstkości na nagiej skórze zmarszczonej gęsią skórką.
-W karczmie z hanzą się zatrzymaliśmy, pani Chell. Hirundo ruchu potrzebuje co dzień, to do lasu żeśmy pojechali i ulewa nas zastała w środku boru- wiedziała, że lepiej osobom pokroju rudowłosej powiedzieć za dużo z szacunkiem niż zbyt mało z wielką butą. Zupa? Zupa... Ah, polewka. Dziewka wwąchała się w powietrze. -Królika gotujecie, pani Chell? - zagadnęła, nie komentując przymusu czekania - dobrodziejstwem dla niej była ta kobieta, tak więc nie miała prawa komentować powolnej "obsługi".

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chella Grasse

avatar

Ród : Nieznany
Skąd : Lunarium
Praca : Zielarka, akuszerka,wiedźma

PisanieTemat: Re: Chata w środku lasu   Sro Maj 07, 2014 1:07 am

Och młodka urzekła ją w jakimś stopniu tą swoją karnością i grzecznością, mimo niskiego urodzenia wydawała sie jej być w tej chwili o wiele lepiej wychowana niż nie jedna wysoko urodzona osoba. Rudowłosa posłała jej uśmiech pełen ciepła i dobroci. Na swojej rodzinnej wyspie niemal codziennie odwiedzały ją i jej babkę młode dziewczęta jak i dzieci, szczerze mówiąc bardzo jej brakowało tamtych czasów i niemal wiecznie otwartych dla gości drzwi. Odebrała od dziewczyny mokrą chustę.
Korzystając z okazji, iż dziewczyna piła równeiż wzięła duży łyk alkoholu odkładając po chwili kubeczek na niewielki stoliczek. Nigdy nie była dobra w alkoholowych rozrywkach, ba w ogóle bardzo rzadko sięgałą po alkohol. Głównie w świeta bądź gdy ktoś ją odwiedział co niestety miało miejsce coraz żadziej. A może Viserys miał rację? Westchnęła cicho po czym wstała z fotela.
- Ależ oczywiście że możesz, rozwieszę je niedaleko ognia i z pewnością szybko wyschną- Powiedziała troskliwie. W czasie gdy kobieta zdejmowała mokre odzienie, Chella rozwiesiła konopny sznurek niedaleko paleniska. Co prawda zwykła suszyć na nim zioła, jednak do ciuchów też się nadawał.
Rozwiesiła nań swoją chustę oraz mokre ciuchy dziewczyny starając się ułożyć je tak, by jak najszybciej wyschły. Rudowłosa wiedźma musiała przyznać iż grzeczna i skromna Mariota wzbudzała w niej pozytywne, przyjacielskie emocje. Hugin zakrakał na widok obcych ciuchów.
- Mój drogi mówiłam Ci już, bądź miły dla gościa-Zwróciła się do zwierzęcia, po czym delikadnie dźgnęła go palcem pod skrzydło. Kruk rozpostarł skrzydła i odleciał, siadając na jednej z wyżyszych półek. Dziewczyna pokręciła głową z rozbawieniem.
Wysłuchała opowieści dziewczyny, po czym znów usiadła na bujanym, wiklinowym fotelu.
-Pogoda w dzisiejszym dniu jest rzeczywiście bardzo... rozwścieczona. A wydawało się iż dzisiejszy dzień będzie naprawdę piękny. Z daleka przybywacie ?- Powiedziała, zapatrując się w płomień.
Po zapachu czuła, iż zupa powoli zaczyna być gotowa. Podeszła do kotła z drewnianą łychą.
- Tak, królika. Lubisz króliki Mariotko?- Spytała przyjaźnie. Spróbowała nawet pożywnej polewki po czym gwizdnęła cicho.
- Hugin, proszę podaj kminek...- Powiedziała do zwierzęcia. Ptak z lekkim niezadowoleniem przeleciał nad pomieszczeniem po czym wylądował na jednej z belek pod sufitem. Złapał dziobem gałązkę jednego z ziół po czym przeleciał znów przez pomieszczenie, zrzucając gałązkę nad garnkiem. Dziewczyna podziękowała swemu pierastemu towarzyszowi i zamieszała w kotle.
- Pochodzisz z tych stron?-Zagaiła dziewczynę w czasie, gdy zaczęła się krzątać po izbie. Wyjęła dwie miseczki z lipowego drewna oraz podobne łyżki po czym ułożyła je na stole. Z jednej z szafek wyjęła rano wypieczony chleb. Pokroiła go w plastry kozikiem i również ustawiła na stole. Na jednym z niewielkich stoliczków ustawiła mniejszą miskę z pokruszonym czerstwym chlebem. Kolejną większą misę, bardzo rzadko używaną wyjęła z kolejnej szafeczki. Chochelką nalała do niej polewki po czym ustawiła ją na stole.
- Proszę siadaj i jedz póty ciepłe. Może to nie wiele, jednak ciepła strawa zawsze dobrze robi- Powiedziała z przyjaznym uśmiechem. Następnie nalała polewki do niewielkiej miseczki którą później odłożyła na swoje miejsce. Powiedziała smacznego zarówno krukowi, jak i dziewczynie i sama zasiadła do stołu.
Poczekała, aż dziewczyna naleje sobie zupy, po czym sama się nią poczestowała

_________________


Chella Grasse

Crazy witch




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mariota Appleby

avatar

Skąd : Sprattus
Praca : Łuczniczka

PisanieTemat: Re: Chata w środku lasu   Sro Maj 07, 2014 3:38 pm

Gdy chodziło o alkohol Mariotka dorównywała niemalże mężczyznom, mimo swojej mniej odpornej na procenty płci oraz niewielkiej masie typowo wysportowanej, wygimnastykowanej osóbki. Poza tym lubiła wszelkie zabawy w których występowały trunki, jedynie gdy upijała się na smutno i rozwiązywał jej się język zdarzało się, że ktoś z hanzy następnego dnia był wielce obrażony za słowa dziewczyny popierające równość kobiet z mężczyznami, a nawet uznające wyższość bab w niektórych życia aspektach. Odstawiła ściskaną do tej pory w dłoniach szklaneczkę na stół, podążając gestami za gospodynią o włosach jak ogień. Uśmiechnęła się na przyzwolenie zdjęcia ubrań, skinęła w podziękowaniu główką.
Wstała z krzesła zostawiając na nim szorstki, wełniany koc zawilgły już lekko przez kontakt z mokrymi tkaninami oraz skórami odzienia Marioty, która nie chowała się po kątach rozbierając do naga - koszula przemokła, przez co skrócone do pół uda damskie giezło ze skromną koronką biegnącą wzdłuż dekoltu również nie mogło szczycić się suchością.
Podawała po kolei elementy garderoby, nieco wahając się podczas rozstania z rękawicami nabijanymi rzędem srebrnych guzów o kształtach stożków, mających pomagać jej w walce wręcz. Jednakże oddała je karnie, by wyschły. Naga już zupełnie postawiła buty w okolicy kominka, po czym owinęła się szczelnie kocem podniesionym z krzesła. Siadła, zakładając jedną gładką nogę na drugą - przywiozła z południa recepturę na pastę usuwającą owłosienie, które nie podobało się Mariotce. Ocierała policzki, chcąc zlikwidować zacieki po czernidle z gęsiego tłuszczu i sadzy.
-Ano, jakby się taka chmara zbliżała burzowa to na krok w obcy bór byśmy nie wleźli. Nagle przyszło i poszło szybko- zgodziła się, potwierdzając okrężną drogą, że także spodziewała się pięknego, słonecznego dnia bez deszczu i ani jednej chmurki na niebie nie oczekiwała. Zagryzła wargę, lekko zmarszczyła czółko na pytanie o pochodzenie. Burknęła coś pod nosem niezrozumiale. -Trzy zimy na południu bawiłam. Kilka tylko miesięcy w kraju znowu jestem- odparła w końcu przewracając lekko oczyma, jak gdyby chciała dodać, że tęskniła za niecywilizowanym w porównaniu do rozwiniętego południa Amentesem.
Uśmiechnęła się szeroko na wiadomość, że węch jej jeszcze nie myli mimo siąkania noskiem przez katar, którego to nabawiła się podczas ulewy. Wyprostowała się mocniej, jakby chcąc do kotła zajrzeć.
-A lubię, co mam nie lubić. Zjeść się da, upolować łatwo to i narzekać nie wolno- wzruszyła ramionami gestem typu: "ależ to oczywista oczywistość, nie?".
Przyglądała się jak ptak posłusznie wykonuje polecenia - takie cuda to tylko na południu widziała, gdzie papugi wyciągały ludziom wróżby ze skrzyneczek na barwnych i głośnych jarmarkach. Wpatrywała się w czarne ptaszysko nieco niedowierzająco gdy ten wrzucał ziele do zupy.
-Nie, dobrodziejko. Na Sprattusie żem rodzona- odparła sympatycznym głosem kobiety mało kobiecej, natomiast chętnej by poniżać mężczyzn klepiąc ich po tyłkach za raz nie odpuszczając nikomu, kto mógłby chcieć tknąć ją palcem bez zgody oraz chęci zainteresowanej.
Widząc gotową zupę podążyła za gospodynią oraz zapachem jedzenia. Klapnęła przy stole jedną ręką podtrzymując koc, drugą zaś operując chochlą nalewając sobie strawy niemal po sam brzeg miski.
Nie znając zasad mówienia "smacznego" przy stole skinęła głową na życzenie dobrego posiłku, po czym zabrała się za łapczywą konsumpcję polewki.
-Pyszne, dobrodziejko- powiedziała gdzieś w przerwie na oddech między szybkim pakowaniem sobie łyżki w usta. -Karczmowego żarcia to i równać nie idzie- pochwaliła jeszcze aby za chwilę wrócić do pałaszowania.
Jadła jak wygłodniały facet.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chella Grasse

avatar

Ród : Nieznany
Skąd : Lunarium
Praca : Zielarka, akuszerka,wiedźma

PisanieTemat: Re: Chata w środku lasu   Czw Maj 08, 2014 2:42 pm

Chella wcale nie wątpiła, iż ciemnowłosa dziewczyna mogłaby iść z mężczyzną w zawody z piciem. Ona sama pijała rzadko, przez co jej tolerancja na alkohol była dodatkowo silnie obniżona. Może gdyby należała do kompanii tak jak Mariota miałaby wyższą tolerancję na napoje wyskokowe... Cóż, chyba będzie musiała znaleźć sobie jakieś towarzystwo do tego typu zabaw...
Chella nie miało nic przeciwko temu, by najcięższe roboty wykonywał mężczyzna, ależ nie proszę bardzo. Meżczyźni powinni pracować na dom, przynosić pieniądze i jedzenie. Kobieta zaś powinna o ten dom dbać, sprzątać, przygotowywać jedzenie, karmić zwierzęta. Samej czasem narzekała na brak męskiego towarzysza który choć trochę odciążyłby rudowłosą wiedźmę ze zmartwień i masy obowiązków. Dziewczyna z jej zdolnościami i zupełnym brakiem posagu była skazana na samotność..
Wiedźma przez chwilę niemal zastygłą w bezruchu a jej oczy lekko się zaszkliły. Szybko jednak spuściła wzrok na swój kubeczek, biorąc kolejny łyk ognistej wody. Westchnęła ciężko, nie chciała przyznawać się iż nagła burza była wywołana jej negatywnymi emocjami.
-Dziś jest bardzo zły dzień dla natury, to spowodowało nagłą zmianę pogody..- Dodała tylko cicho. Przez jej twarz przemknął grymas złości i żalu, jednak szybko się opamiętała i przywróciła do najlepszego porządku.
Uśmiechnęła się pogodnie do dziewczyny, dziś już nie będzia padać rudowłosa już się o to postara. Słuchała uważnie odpowiedzi dziewczyny. Wyczuła niechcęć dziewcyzny do opowiadania o swojej przeszłości.
- Ja przybyłam z Lunarium.- Skwitowała tylko kończąc rozwieszać ciuchy dziewczyny. Widziała kątem oka jak dziewczyna spogląda na jej kruka i zaśmiała się cicho. -Kruki wiele rozumieją- Powiedziała tylko, po czym spojrzała na swojego pierzastego towarzysza z uśmiechem.
Gdy tylko wszystkim podała jedzenie sama usiadła naprzeciw dzewczyny. Rude włosy spływały po jej piersi, to też odgarnęła je na plecy.
Jadła z uśmiechem, co jakiś czas zerkając na dziewczynę. Ach, jak ona uwielbiała gotować dla gości ! Chyba nic nie sprawiało wiedźmie aż tak wielkiej przyjemności jak właśnie podawanie jedzenia zgłodniałym przybyszom. Czuła się wtedy potrzebna jak nigdy a zadowolone miny były dla niej o wiele lepsze niż jakiekolwiek prezenty czy komplementy.
Przyglądała się jak ptak posłusznie wykonuje polecenia - takie cuda to tylko na południu widziała, gdzie papugi wyciągały ludziom wróżby ze skrzyneczek na barwnych i głośnych jarmarkach. Wpatrywała się w czarne ptaszysko nieco niedowierzająco gdy ten wrzucał ziele do zupy.
- Tak, w karczmach nie gotują za dobrze.- Powiedziała kiwajac głową. Wzięła kilka łyżek zupy, rozmyślając nad czymś po czym zlustrowała dziewczynę uważnym spojrzeniem. - Długo zostajecie? -Spytała.

_________________


Chella Grasse

Crazy witch




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mariota Appleby

avatar

Skąd : Sprattus
Praca : Łuczniczka

PisanieTemat: Re: Chata w środku lasu   Pią Maj 09, 2014 7:52 pm

Ha! Potrzebne towarzystwo do upijania się? Mariotcie wystarczy tylko słowo, a przyleci jak na skrzydłach do źródełka ognistej wody palącej przełyk i rozluźniającej obyczaje. Zabijanie się alkoholem było jedną z ulubionych rozrywek dziewczyny poza rzucaniem nożem w kolegów z hanzy i pluciem na odległość.
Szorstka wełna drażniła delikatną skórę piersi, jednakże Mariota nie czuła żadnej potrzeby robienia z tym czegoś konkretnego, choćby podrapania czy też poproszenia jednak o ubranie na zmianę, póki jej własne szmaty nie przeschną choć odrobinę. Starała się być kobietą samowystarczalną - sama potrafiła robić obóz w środku lasu, komenderować, gotować z grubsza, nawet cerować i zszywać umiała. Robiła co uznawała za konieczne, nie wyręczała nikogo w jego własnej robocie.
Miała własne, zarobione na grabieżach i zleceniach, pieniądze - nie musiała zdawać się na niczyją łaskę.
Ceniła sobie podobne życie pełne niezależności.
Zły dzień? Smutny?
Wiedźma, no tak. Ruda ki sam czort, to i pewno deszcz przywołać potrafi kiedy chce. Mariotta zakodowała mrużąc oczy krótki grymas, jak gdyby bólu lub żalu, który przebiegł przez twarz nowo poznanej kobiety niemal niezauważalnie.
-Stało się wam coś, nie? Mówcie, Chell- powiedziała, odkładając uprzednio łyżkę do miski, pustej już zupełnie.
"A zapiłoby się czymś" pomyślała w międzyczasie, jednakże wciąż skupiała wzrok na ognistowłosej wiedźmie, próbując wyczytać zmartwienie z jej oczu oraz postury.
Uśmiech, taki wymuszony - dziewka odpowiedziała podobnym, łagodnym wygięciem warg przez co jej twarz nagle stała się sympatyczna i swojska, jak gdyby była pierwszą lepszą dziewką z targu, która tylko pragnie wyjść za mąż i mieć gromadkę dzieci, czyli garbić się po wsze czasy.
-Lunarium, powiadacie. Ładnie tam, mus przyznać- skinęła głową, a na słowa o kruku jedynie przeniosła spojrzenie na czarną kulę piór błyskającą na nią jednym lśniącym okiem jak szklany paciorek.
Z Marioty był gość wiecznie wygłodniały - jak Chella chce, to dziewczyna może przylatywać do niej jak na skrzydłach wiatru, żeby tylko się najeść do syta, co w jej przypadku wydawało się być niemożliwe jak gdyby miała zamiast żołądka czarną dziurę bądź wór bezdenny. Minę miała też bardzo zadowoloną, gdy czuła, jak ciepło polewki rozchodzi się po jej ciele, docierając nawet do zgrabiałych nieco z zimna stóp. Owinęła się kocem szczelniej. Ramiona i pierś miała zaczerwienione delikatnie od szorstkości z którą styczność miała skóra.
-Nie za dobrze? O, żeby tylko! Oni tam chyba wymiociny zamiast polewek podają, takem słyszała, tom nigdy polewek nie brała- zmarszczyła brwi.
Mogła nie dać wiary tym plotkom, jednakże ostrożności nigdy za wiele zwłaszcza, gdy każdego dnia można być zmuszonym zebrać się w godzinę najwięcej i ruszać na trakt w ucieczce przed jakąś pogonią.
Na pytanie uniosła spojrzenie na gospodynię.
Wzruszyła ramionami.
-Ano nie wiadomo na ile zostajem- odparła nieco poirytowanym głosem, jak gdyby karczma i miasto męczyły ją mocno.
W istocie tak było.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chella Grasse

avatar

Ród : Nieznany
Skąd : Lunarium
Praca : Zielarka, akuszerka,wiedźma

PisanieTemat: Re: Chata w środku lasu   Czw Maj 22, 2014 1:48 pm

Różnica między Mariotką a Chellą była taka, iż ta pierwsza posiadała jakichkolwiek ludzi w swoim otoczeniu natomiast jedynym towarzyszem ognistowłosej wiedźmy był czarny kruk, który niestety za mocnej głowy do trunków nie miał.  Nieliczni, którzy zaplątywali się  w okolice jej chaty albo przybywali z naglącymi wieściami albo oddalali się w pośpiechu. Taki to już był urok wykonywanego przez nią zawodu.
Westchnęła cicho, po czym przerwała posiłek. Wstała od stołu po czym przyniosła do niego butelczynę i trzy kubki. Spojrzała kątem oka na swoje wielkie, czarne ptaszysko.
- Huginie, reflektujesz?- Zwróciła się do niego. Ten, zakrakał radośnie po czym podfrunął do stołu i usiadł na szerokim prapecie.  Spojrzał z zaciekawieniem na dziewczynę po czym zamachał skrzydłami. Chella nalała okowity do trzech kubeczków po czym postawiła jeden przed dziewczyną, drugi przed zwierzęciem a trzeci zabrała dla siebie. Usiadła przy stole po czym spojrzała na wojowniczkę.
- Wiesz, jeden radny bardzo mnie dziś skrzywdził. Uważałże może mnie wykorzystać bez jakichkolwiek  konsekwencji- Powiedziała po czym łyknęła na raz szklaneczkę wódki. Kruk zakrakał radośnie po czym również zamoczył dziób w szklance.
Pokiwała głową, uśmiechając się do swoich wspomnień.
-Bardzo ładnie, Lunarium posiada swój własny czar - Powiedziała z rozmarzonymi oczami. Patrzyła przez chwilę na dziewczynę po czym podsunęła ku niej misę  zupą.
- Jedz kochanieńka, musisz się rozgrzać -Powiedziała tylko z uśmiechem. Kruk zeskoczył z parapetu po czym podszedł do rudowłosej. Wtulił się w jej ramię po czym dziobnął ją zaczepnie. Wiedźma pogłaskała swoje zwierzę.
W zamyśleniu pokiwała głową na słowa Maarioty, polubiła dziewczynę to też uśmiechnęła się przyjaźnie.
- W takim razie jak znudzą was karczmiane pomyje możecie wpaść do mnie na ciepłą strawę- Zaproponowała po czym znów rozlała ognista wodę.
Z pewnością przyda się jej teraz towarzystwo, niemal nigdy nie przepadała za samotnością to też opcja gotowania dla kilku najemników wydawała się jej całkiem ciekawa.

_________________


Chella Grasse

Crazy witch




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mariota Appleby

avatar

Skąd : Sprattus
Praca : Łuczniczka

PisanieTemat: Re: Chata w środku lasu   Nie Maj 25, 2014 8:36 pm

Widok butelki oraz kubków przywołał na twarz Marioty szeroki uśmiech. Przeczesała palcami włosy, rozbijając strączki sklejone wcześniej wodą, na wilgotne już tylko pasma, które otuliły ramiona dziewczyny ściśle i mokrawo, niczym wodorosty wyciągnięte parę minut wcześniej z wody. Przysunęła sobie bliżej naczynie, skinieniem głowy dziękując za kolejny kubeczek alkoholu.
-A! Radny! Panisko, psia mać- powiedziała nieco rozgniewanym tonem głosu, marszcząc lekko czółko. Zacisnęła palce na kubku. -Nie lza się martwić, Chell- powiedziała współczująco, mając ochotę wyciągnąć rękę i poklepać po dłoni albo ramieniu gospodynię, żeby nie czuła się tak samotna ze swoim problemem tamtego dnia, jednakże zbyt wielki miała szacunek oraz obawę przed wiedźmą, by bez wyraźnego pozwolenia dotykać kobiety mogącej dysponować mocami, których jako zwykła zbójniczka rozumieć nie miała prawa. -Te paniska to, tfu, jak karaczany- stwierdziła jeszcze, uśmiechając się sympatycznie mając nadzieję, że uda jej się tym porównaniem choć trochę rozbawić Chellę.
Zachęcona do jedzenia nalała sobie znów zupy i zaczęła pałaszować, aż trzęsły jej się w rytm wędrującej w powietrzu łyżki uszy. Włosy usiłowały wciskać się do ust i zażywać kąpieli w polewce, jednak Mariota łatwo radziła sobie z nimi, zwyczajnie wpychając niesforne kosmyki pod koc, skąd nie miały szans się wywinąć nie uwolnione wcześniej dłonią. Wciągnęła zawartość miski jak odkurzacz, odłożyła łyżkę do pustego ponownie naczynia i odchyliła się lekko, uśmiechnięta z widocznym zadowoleniem. Ciepło rozchodziło się przyjemnie po ochłodzonymi deszczem ciele.
-Dobrze gotujecie, Chell- pochwaliła, po czym beknęła, jak na kobietę stosunkowo głośno.
W dwóch łykach przebrnęła przez postawiony przed nią kubek zawierający ognistą wodę.
Zadowolona skonstatowała, że gospodyni znów polewa.
-O, urżnąć mnie chcecie, kiedy mnie mus jeszcze wracać- zaśmiała się, sięgając znów po kubek, jak gdyby mimo wszystko nie miała nic przeciwko użynaniu się w środku lasu, w towarzystwie osoby, której praktycznie nie znała.
Właściwie, gdyby tylko Chella wygospodarowała poduszkę Mariotka mogłaby przespać się spokojnie na stole albo na ławie, jak to się już zdarzało wcześniej. Spojrzała na gospodynię bystrym okiem, czując już jak wódka zaczyna krążyć. Weselej jej trochę było i do rozmowy była chętniejsza.
Cieplej się też zrobiło, a mimo tego Mariota owinęła się kocem szczelniej.
-Ano powiem hanzie, zobaczym czy przyjść zechcą- skinęła głową potakująco, przystając z chęcią i zadowoleniem na propozycję stołowania się u szeptuchy z lasu.
Widać było, że kobieta potrzebuje towarzystwa - dlaczego więc mała Mariotka miała jej go nie zapewnić?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chella Grasse

avatar

Ród : Nieznany
Skąd : Lunarium
Praca : Zielarka, akuszerka,wiedźma

PisanieTemat: Re: Chata w środku lasu   Pon Cze 02, 2014 1:24 pm

Piła na równi z buntowniczką coraz bardziej się jej zwierzając, jak i słuchając jej wyznań. Wieczór mijał im na damskich rozmowach, śmiechach i planach na przyszłość.
Następnego ranka rudowłosa wiedźma pożegnała buntowniczkę, obiecującą rychłe ponowne spotkanie po czym udała się do lasu w poszukiwaniu ziół

[zt obie!]

_________________


Chella Grasse

Crazy witch




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frederico Gaspare
Radca Królewski
Radca Królewski
avatar

Ród : Gaspare
Praca : Pisarz

PisanieTemat: Re: Chata w środku lasu   Pon Cze 02, 2014 1:35 pm

Można było dostrzec kroczącego w lesie mężczyznę. Nawet dało słychać bo łamał gałązki leżące na ziemi. Owy jegomość odziany był w długie, czarne szaty, niezbyt ozdobne. Tutaj raczej pięknie wyglądać nie trzeba. Co chwile wchodził w jakieś błotniste kałuże, bądź potykał o wystające korzenie drzew. Przeklinał przy tym niemiłosiernie. Takie coś to nie dla niego...
Co tutaj robił? Z dala od pałacu? Szukał natchnienia? Nie, raczej kogoś. Pewnej wiedźmy. Od swoich "informatorów" dowiedział się gdzie mieszka ognistowłosa, która wpadła kiedyś na uroczystości wprost na mężczyznę. No i jak podejrzewał była czarownicą. Tak dzieciaki gadały przynajmniej. Ale mówiły o niej jak najlepiej. Jednak idąc do jej siedziby można ryzykować życiem. On jednak z jakiegoś powodu to robił. Warto?
Gdy tylko znalazł chatkę w centrum lasu podszedł do jej drewnianych drzwi. Zapukał mocno oczekując odpowiedzi. Nikt jednak nie otworzył.
-Świetnie...- Szepnął zastanawiając się co dalej zrobić..

_________________
Pióro może być groźniejsze od miecza, szczególnie jeśli jest ostro zakończone i polane trucizną
...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chella Grasse

avatar

Ród : Nieznany
Skąd : Lunarium
Praca : Zielarka, akuszerka,wiedźma

PisanieTemat: Re: Chata w środku lasu   Pon Cze 02, 2014 1:56 pm

Dzisiejszy poranek należał do tych, w których młoda wiedźma posiadała humor wręcz wyborny. Z samego ranka po szybim śniadaniu wstawiła na palenisko jedną z nowcyh mikstur przypominających trochę maź o konsystencji budyniu wiszącą w maleńkim kociołku. Coś jej mówiło by posprzątać podejrzane przedmioty i ułożyć je w miejscach, niedostępnych na pierwszy rzut oka. Na prostą, ciemnobrązową suknię nałożyła ciemnozielony płaszcz z obszernym kapturem pod którym skryła swe oblicze. W ręku trzymała koszyk, jeszcze pusty naszykowany na nowe zioła których chwilowo jej zabrakło. Czarny kruk siadł na jej ramieniu i wesoło kracząc poganiał dziewczynę.

Po kilku godzinach z koszykiem pełnym najróżniejszych roślin dziewczyna tanecznym krokiem wracała do swej chatki. Lecący w górze kruk co jakiś czas nad nią krążył.
-Z tamtej strony jeziora
Stoi lipka zielona
A na tej lipie, na tej zieloniutkiej
Trzej ptaszkowie śpiewają
- Dziewczyna podśpiewywała swoim słowiczym głosem przemierzając boso kolejne zarośla, próbujące delikatnie pozbyć się jej sukni. Zbliżała się właśnie do leśnej dróżki, prowadzącej do tyłów jej chatki, jakże niewidocznej w zaroślach gdy nagle kruk usiadł na jej ramieniu i począł ją ostrzegawczo dziobać.
- Co się dzieje kochanieńki?- Przestraszone, paciorkowate oczy wskazały na dróżkę. Dziewczyna zacisnęła mocniej dłoń na koszyczku po czym po cichu podeszła do chatki. I już, już miała się wychylić by sprawdzić kto też czeka u drzwi jej chaty gdy Hugin nagle i niespodziewanie wzleciał w górę po to by spikować w dół na nieznajomego.
Wielkie czane ptaszysko poczęło dziobać mężczyznę to też Chell podbiegła szybko do drzwi swej chaty.
- Hugin ! Do mnie i to już !- Powiedziała stanowczo. Wielki kruk odleciał na ramię kobiety patrząc na,jak się okazało poetę z nienawiścią i strosząc czarne jak noc pióra. Ognistowłosa pogłaskała kruka, szepcząc do niego kilka słów po cyzm spojrzała na mężczyznę.
Wielkim było dla niej zaskoczeniem iż był on tym samym poetą którego spotkała na świętach Maje. Zdjęła obszerny kaptur z głowy po czym posłała mu przeprzaszajace spojrzenie.
- Wybacz mi Panie, nie lubi obcych- Powiedziała tylko, po czym spojrzała niemal z czułością na swego zwierzaka.

_________________


Chella Grasse

Crazy witch




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frederico Gaspare
Radca Królewski
Radca Królewski
avatar

Ród : Gaspare
Praca : Pisarz

PisanieTemat: Re: Chata w środku lasu   Pon Cze 02, 2014 2:08 pm

No tak sobie myślał i myślach, gdy nagle i niespodziewanie coś zaczęło niemiłosiernie go dziobać. Kruk. Przerażający potwór. Poeta odganiał ptaszysko, lecz ten odleciał dopiero jak pojawiła się jego właścicielka. Sam Frederico po tym starciu wyglądał na trochę przestraszonego. Pojedyncze włosy odchodziły od ułożonej większości i wyginały się na różne strony. A te błoto na butach i szatach to już w ogóle dodawało mu uroku... Nigdy więcej lasów.
Lekko się ukłonił przed kobietą zakładając lewą rękę za plecy, a prawą przykładając do piersi.
-Dało się zauważyć, Panno Grasse.- Odparł z lekkim uśmiechem patrząc nieufnie na ptaka. Hm, zapewne gdy wróci do pałacu wzbudzi duże zdziwienie, ale chyba lepiej o tym nie myśleć. Teraz był tu.
-Cóż, obiecałem, że Panią znajdę... i znalazłem.- Zaśmiał się sympatycznie. Po mimo wszystko czuł się dobrze. Nawet bardzo. Może był trochę spięty, ale to przez towarzystwo wiedźmy. Przynajmniej gadali, ze nią jest. On jednak w to wierzył. Nie chciał kończyć w jakiś kotłach, czy czymś tam, więc będzie starał się być niezwykle miłym i niegroźnym...

_________________
Pióro może być groźniejsze od miecza, szczególnie jeśli jest ostro zakończone i polane trucizną
...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chella Grasse

avatar

Ród : Nieznany
Skąd : Lunarium
Praca : Zielarka, akuszerka,wiedźma

PisanieTemat: Re: Chata w środku lasu   Pon Cze 02, 2014 2:28 pm

Rzeczywiście mężczyzna nie wyglądał dziś tak olśniewająco i majestatycznie jak wtedy podczas święta Maj. prezentował się o wiele gorzej, potargany, zapewnie zziębnięty, podziobany i cały ubłocony. Zastanawiała się też jaką to drogą musiał tutaj przybyć skoro cały ozdobiony był błotem. Jej bose stopy, jak i dół prostej sukienki były nadzwyczaj czyste. Gdy mieszkało się długo w lesie wiedziało się gdzie należy stąpać.
Dygnęła lekko, by powitać mężczyznę. Podniosła z ziemi swój koszyk pełen roślin, który wylądował tam gdy przywoływała kruka do porządku.
- Kruki to wierne lecz bardzo nieufne zwierzęta, są też bardzo mądre- Powiedziała głaszcząc ptaka pod dziobem który wydał z siebie dźwięk zadowolenia, dodatkowo przymilając się do właścicielki. Ta poprosiła zwierzę o klucz po czym ptaszysko odleciało w górę ku jednemu z najwyższych drzewm.
- Muszę przyznać iż zaskoczył mnie Pan, Panie Gaspare. Nie spodziewałam się iż Pan przybędzie..- Powiedziała uważnie przyglądając się mężczyźnie, delikatnie przygryzając usta. Oparła sie nonszalancko o drzwi swej chatki i założyła ręce na piersi.
- Cóż to sporwadza Pana w me strony?- Zapytała ze słodkim, kokieteryjnym uśmiechem.

_________________


Chella Grasse

Crazy witch




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frederico Gaspare
Radca Królewski
Radca Królewski
avatar

Ród : Gaspare
Praca : Pisarz

PisanieTemat: Re: Chata w środku lasu   Pon Cze 02, 2014 2:46 pm

Lasy Amentes były znacznie gorsze od tych w Lucji. Tęsknił za domem. Za pięknymi polanami co ozdabiały krajobraz zza okna wiejskiego domku, gdzie pieczony chleb gościł stoły przepełniony gośćmi i rodziną. Za miejscem gdzie można było wyjść na zewnątrz i pobiegać po pagórkach, oraz wspinać się na potężne drzewa i móc zobaczyć prawdziwe piękne lasy! Poeta czuł tęsknotę za swoim krajem, ten był taki... ponury i nieprzyjemny. A lepiej już nie mówić o tutejszej okolicy.
-Być może, ja nie przywykłem do ptaków co mnie atakują.- Odparł lekko się uśmiechając, po czym zaczął poprawiać włosy bo przypuszczał jak może teraz wyglądać.
-Obiecałem, ze Panią znajdę i że się spotkamy. Ja zawsze dotrzymuje obietnic.- Powiedział z cichym westchnięciem. Przyjrzał się dokładnie kobiecie. Czyżby znów próbowała go "oswoić"? Bo jak inaczej to nazwać. Było to miłe, ale jednak... Po prostu nie chciał przestać być ostrożnym. Nie puki jest w jej domenie. No i jeśli rzuca czary... eh. Kobiety umieją omamić mężczyzn. A omamianie było jego dziedziną. Nie chciał polec od własnego miecza...

_________________
Pióro może być groźniejsze od miecza, szczególnie jeśli jest ostro zakończone i polane trucizną
...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chella Grasse

avatar

Ród : Nieznany
Skąd : Lunarium
Praca : Zielarka, akuszerka,wiedźma

PisanieTemat: Re: Chata w środku lasu   Pon Cze 02, 2014 3:06 pm

Ona nie narzekała na tutejsze lasy. Uwielbiała okolicę w jakiej przyszło jej mieszkać. Pełno było tu haszczy i zarośli utrudniających dostęp do jej siedziby, gdzie nie gdzie znajdywały się podmokłe bagna. Nielicząc korzystnej dla niej lokacji lasy te były przepełnone najróniejszymi rodzajami roślin zarówno trujących jak i leczniczych - co oznaczało dla niej istny raj na ziemiach Amentesu, innych nie przysżło jej niestety zobaczyć.
- Jak większość, Panie Gaspare, jak większość..- Powiedziała tylko, zerkając w górę. Czekała aż kruk zniesie jej klucz od chatki, uważała to za rozwiązanie najbezpieczniejsze i najbardziej odpowiednie. Któż szukałby klucza do na pozór opuszczonej chaty wsród koron drzew?
Stała tak, nadal oparta o drzwi obdarzając go przyjaznym uśmiechem gdy wypowiadał ostatnie słowa.
- Rada jestem z tych odwiedzin, Panie- Powiedziała po czym wystawiła wolne przedramię w bok. Kilka chwil później kruk wylądował na nim, z mosiężnym kluczykiem przewieszonym przez dziób.
- Dziękuję Huginie- Powiedziała z uśmichem do zwierzęcia po czym przerzuciła go sobie na swoje ramię. Wsunęła kluczyk do niewielkiej dziurki pod klamką po czym delikatnie otworzyła drzwi, lekko je uchylając. Z środka dało się poczuć kojący zapach ziół i nalewek. Rudowłosa spojrzała na mężczyznę przez ramię.
- Zechce Pan wejść, Panie Gaspare? Pogoda nie sprzyja dziś na pogaduszki przed domem- Zaproponowała dość obojętnym tonem. Oboje grali teraz w kotka i myszkę, nie wiadomym jednak było kto ma przewagę oraz kto wygra tę grę.


_________________


Chella Grasse

Crazy witch




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frederico Gaspare
Radca Królewski
Radca Królewski
avatar

Ród : Gaspare
Praca : Pisarz

PisanieTemat: Re: Chata w środku lasu   Pon Cze 02, 2014 3:31 pm

Uśmiechnął się i spojrzał na kruka. Czy on przyleciał z krukiem? Jak takie coś wytresować? Byłoby to nawet przydatne...
Gdy tylko wspomniała o pogodzie od razu spojrzał na niebo, co chwile przykrywanie koronami drzew. Miała racje, zapowiadało się na deszcz. Frederico spojrzał niepewnie w głąb domu. Rozważał odpowiedź, ale chyba zachowałby się niezwykle nieuprzejmie gdyby odmówił.
-Już, oczywiście...- Powiedział opuszczając głowę i wchodząc do środka. Jednak gdy uderzył go zapach ziół zaczął się rozglądać. No niby nie zauważył niczego nadzwyczajnego, ale... coś tu nie grało. A na pewno nie był to zwykły dom. Jednak jego bystre oko coś zauważyło...
Podszedł do stolika na którym leżała rozwinięta karteczka. Jakby urwana skądś... Hm, Frederico zaczął czytać jej zawartość i jak się okazało to co tam było napisane sprawiło, ze na twarzy pojawił się uśmiech.
-A mówiła Pani, że nie ma niczego poza receptami. Od kiedy wiersz jest receptą?- Spytał z cichym śmiechem nie odwracając wzroku od wierszyka. Znał słowa doskonale. Aż na pamięć...

_________________
Pióro może być groźniejsze od miecza, szczególnie jeśli jest ostro zakończone i polane trucizną
...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chella Grasse

avatar

Ród : Nieznany
Skąd : Lunarium
Praca : Zielarka, akuszerka,wiedźma

PisanieTemat: Re: Chata w środku lasu   Pon Cze 02, 2014 4:02 pm

Każde zwierzę dało się oswoić i wytresować, trzeba jednak było posiadać masę czasu, miłości i odpowiedniego podejścia. Wiedźmy to umiały, często skazane jedynie na towarzystwo skrzydlatych oraz czworonogich towarzyszy musiałby jakoś umilać sobie czas ciągłych samotni.
Rudowłosa weszła do chatki jako pierwsza, kilka kroków za wejściem zdjęła okalający jej ciało ciężki, trochę workowaty płaszcz. Ukazując swe ciało w dobrze dopasowanej, podkreślajacej kształty, skromnej i prostej sukience o barwie ciepłego brązu.
- Proszę się rozgościć. Podać Panu coś do picia bądź jakąś przekąskę?- Spytała znana ze swej wszechobecnej gościny. Mimo iż była wiedźmą wiedziała, jak wazna jest gościna nawet gdy napataczał się nieznajomy, któego nie koniecznie moglibyśmy polubuć. Po chwili namysłu postawiła na stole dwa gliniane kubeczki oraz gliniany dzban pełen letniego wina pełnego truskawek,wiśni i pocałunków aniołów. Odłożyła koszyk na niewielki stolik ulokowany przed jednym z regałów.
Owszem, dom zielarki nigdy nie bezie wyglądał jak pierwszy lepszy dom. Od normalnego przybytku różniła go całą masa różnorakich ziół i przyprach zawieszonych pod sufitem w celu ususzenia, bądź cała galeria różnorakich pojemniczków,słoiczków i flakoników różniących się od siebie i zawierajacych bardzo różne substancje o których tylko jej było wiadomo.
Wielki kruk przysiadł na parapecie tuż nad stołem uloowanym pod oknem i bacznie przyglądał się mężczyźnie, tak jakby zaraz miał go znów zaatakować. Chella sprawnie wyjęła posegregowane w koszyczku zioła i rozłożyła je na stoliku, w celu osuszenia z kropel rosy. Spojrzała na mężczyznę z uśmiechem.
- A czy wiersz nie może mieć w sobie ukrytej recepty?- Odpowiedziałą trochę niegrzecznie, pytaniem na pytanie uważnie przyglądając się mężczyźnie. Kto jak kto, ale mężczyzna powinien jej to wytłumaczyć najlepiej - któż wie więcej o poezji od poety?
Podeszła do jednego z trzech krzeseł przy stoliku po czym usiadła przy stole, zachęcajac do tego również prawie nieznanego jej mężczyznę. Z pryjacielskim uśmiechem nalała wina do obu szklanic, co jakiś czas zerkajac na mężczyznę.


_________________


Chella Grasse

Crazy witch




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frederico Gaspare
Radca Królewski
Radca Królewski
avatar

Ród : Gaspare
Praca : Pisarz

PisanieTemat: Re: Chata w środku lasu   Pon Cze 02, 2014 4:40 pm

-Tak, poprosiłbym.- Przytaknął w momencie gdy skończył czytać wiersz. Podniósł kartkę i podał ją kobiecie. Następnie usiadł do stołu wciąż z uśmiechem.
-Skąd Pani ma urywek z mojego tomiku poezji romantycznej?- Spytał zaciekawiony. Dobrze kojarzył słowa, które sam kiedyś napisał. Jeszcze gdy miał około dwadzieścia lat. No może już trzydzieści. Kto by pamiętał.
-Owszem, ale to już zależy od interpretacji. Ten akurat nie miał recepty. No może na rozpacz.- Zaczął cichym westchnięciem. Upił łyk swojego wina i spojrzał na nią uważnie. Chyba minęło wystarczająco dużo czasu by móc o tym mówić. -Cały tomik składał się z różnych wierszy, które pomagały mi przetrwać żałobę. Dlatego są uznawane za jedne z najsmutniejszych.- Po mimo wszystko uśmiechnął się szerzej. Już przeżył tyle nieszczęść, a czas tak goił rany, że już chyba nic na niego nie działało. -Byłem zaręczony... Ah, diabli by to! Nie psujmy znów nastroju.- Zakończył pewnie. Wiedział jednak, że zrobił błąd bo na pewno wzbudził ciekawość w towarzyszce.
Napił się kolejny raz.
-To skąd Pani to ma?- Powtórzył pytanie by zmienić temat.

_________________
Pióro może być groźniejsze od miecza, szczególnie jeśli jest ostro zakończone i polane trucizną
...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chella Grasse

avatar

Ród : Nieznany
Skąd : Lunarium
Praca : Zielarka, akuszerka,wiedźma

PisanieTemat: Re: Chata w środku lasu   Pon Cze 02, 2014 5:53 pm

Przyjęła od mężczyzny kartkę papieru zapisaną schludnym, odręcznym pismem. Przeczytała szybko kilka linijek tekstu po czym odłożyła kartkę na stół, tuż obok butelki z winem. Nigdy nie spodziewałaby się iż ów słowa wyszły spod pióra mężczyzny siedzącego przed nią, w jej chacie w środku lasu. Był to dla niej fakt odmienny, ale i w jakiejś części przyjemny i miło zaskakujący.
Słuchała uważnie opowieści mężczyzny z oczami utkwionymi w jego oczach. Mężczyzna miał bardzo przykre i smutne życie a dziewczyna była pełna podziwu że trzymał się aż tak dobrze. Ona na jego miejscu już dawno popadła by w depresję, bądź targnęła się na własne życie a szczerze mówiąc kilka razy było już do tego nie daleko. Upiła łyk swojego wina przez dłużsża chwilę milcząc.
- Los bardzo Pana pokazał, Panie Gaspare. Rzadko kiedy spotykanym jest by w czyimś życiu gościło tyle śmierci jednak nadal Pan ma szansę na ożenek.. Mi on nie będzie dany- Sama nie wiedziała dlaczego powiedziała to akurat temu mężczyźnie. Taka była prawda i dziewczyna powoli oswajała się z myślą iż nigdy nie zazna ciepła domowego ogniska. Takim jak ona nie było to dane.
Ach wręcz przeciwnie. Jeśli ktoś nie chciał o czymś mówić dziewczyna nie dopytywała. Wiedziała iż nastanie czas gdy dowie się wszystkiego czego tylko chciała, nigdy nie należało naciskać z pytaniami to zawsze dawało pozytywny wydźwięk.
Uśmiechnęła się uroczo do mężczyzny po czym oparła głowę na ręce.
- Niestety nie umiem Panu na to odpowiedzieć. Prawdopodobnie znalazłam ten urywek gdzieś w starym domu. Nie pochodze z tych stron, niedawno sprowadziliśmy się w te lasy- Powiedziała deliaktnie się rumieniąc. Nie lubiła opowiadać o sobie.

_________________


Chella Grasse

Crazy witch




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frederico Gaspare
Radca Królewski
Radca Królewski
avatar

Ród : Gaspare
Praca : Pisarz

PisanieTemat: Re: Chata w środku lasu   Pon Cze 02, 2014 6:04 pm

W głębi duszy jednak dziękował, ze nie pytała. Nawet chyba nie wiedział co by jej miał odpowiedzieć... To tak dawno temu było... Ale zrozumiał jedno. Lepiej nie przywiązywać się już do nikogo. Po co więcej smutku? A po cholerę...
-Tu przyznam racje, zbyt wiele śmierci już widziałem. Wszyscy moi bliscy już nie żyją. Ale żyje ja. Oswoiłem się z kobietą, która zabiera ludzi z tego świata. Kobietą o włosach czarnych jak krucze oczy i trupiej twarzy.- Powiedział to co kiedyś napisał w jednej z powieści. -Od dziecka...- Dokończył opuszczając głowę na chwilę. Jednak znów na nią spojrzał i upił łyk wina. Coś chyba przesadza z tym alkoholem...
Zakrztusił się słysząc o ożenkach. Zaśmiał się cicho.
-Proszę Panią, nie wypada mi już. Jak wcześniej wspomniałem jestem za stary. Po co męczyć jakąś kobietę. Po co komu taki dziad jak ja!- Ponownie się zaśmiał. Ten temat trochę mu polepszył humor.
-Dlaczego nie jest dane?- Spytał. Była młodą dziewuchą i nie jakąś szlachcianką, która musi trzymać swoją cnotę dla jakiegoś księcia co się nigdy nie pojawi. Miała pełną swobodę.
Frederico widząc jej rumieńce nie dopytywał. Ona także powie co zechce jak przyjdzie na to czas. Nie ma co pośpieszać...

_________________
Pióro może być groźniejsze od miecza, szczególnie jeśli jest ostro zakończone i polane trucizną
...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Chata w środku lasu   

Powrót do góry Go down
 
Chata w środku lasu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Tajemniczy dom w środku lasu
» Chata wuja Toma {Nathaniel i kto tam się jeszcze napatoczy}
» Środek lasu.
» Wyspa na środku oceanu [Nie istnieje]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Amentes :: Alces :: Przedmurza miasta-
Skocz do: